poniedziałek, 23 marca 2020
Czy Bydgoszczanie powinni być doinformowani?
wtorek, 17 marca 2020
Ulica Różana - inna Bydcoszcz
niedziela, 15 marca 2020
Przedwojenna barka
Wyszedłem z wojska wiosną 1985 r. był wówczas taki zwyczaj, a może nawet przepis, że celu zapewnienia sobie ciągłości pracy trzeba ją było podjąć w ciągu miesiąca po odbyciu służby. Byłem z tego nawet zadowolony rwałem się do tego żeby coś robić, wszyscy moi znajomi sprzed wojska pokończyli szkoły i zaczęli pracę w rożnych odległych częściach Polski. Mój najlepszy kolega, który został geodetą, poszedł do wojska po mnie i jeszcze służył w Trzebiatowie. Dwa lata przerwy zrobiły swoje, nie miałem kontaktu z dawnymi kolegami. Chciałem, więc w miarę szybko, iść do pracy, nie dopuszczałem jednak do siebie myśli, że będę musiał wrócić do bazy remontowej. Poszedłem do Biura Żeglugi Bydgoskiej dowiedzieć się czy mają dla mnie wreszcie jakieś miejsce na jednostce pływającej. Zdecydowany byłem poszukać sobie pracy gdzie indziej, gdyby takiego miejsca nie było. Dowiedziałem się, że w maju zostanie zakończony w remont barki bez napędu i jeżeli bym chciał, znajdzie się tam dla mnie etat. Nie wiedziałem nic o barkach bez napędu, nie wiedziałem nawet, że takie barki jeszcze istnieją, ale nie było to dla mnie istotne. Jest takie chińskie powiedzenie, że początkiem każdej drogi jest pierwszy krok. Byłem przekonany, że rozpoczęcie pływania na jakiejkolwiek jednostce, będzie pierwszym krokiem na mojej drodze do pływania za granicę, zamierzonego jeszcze w szkole. Zgodziłem się więc, pływać na barce holowanej.
Barka, na którą zostałem skierowany stała w bazie remontowej w Chełmnie. Widziałem, gdzie się ta baza znajduje ale przed wyjazdem do niej, musiałem się dowiedzieć jak tam jechać i na którym przystanku wysiąść. Okazało się, że od przystanku autobusowego do samej bazy musiałem przejść kilkaset metrów ścieżką przez krzaki. Baza remontowa przypominała trochę tą w Bydgoszczy, były zabudowania w których mieściły się biura i warsztaty i były wózki do wyciągania barek na brzeg. Chełmińska baza sprawiała lepsze wrażenie niż bydgoska, wydawało mi się że panuje tam większy porządek i że ludzie poruszają się jakoś szybciej. Być może po dwuletniej przerwie, kiedy byłem w wojsku, tak mi się tylko wydawało. Nowością był dla mnie widok, płynącej tuż obok Wisły oraz znajdującego się bardzo blisko mostu chełmińskiego i widok Chełmna na drugim brzegu rzeki. Poświęciłem tej bazie mało uwagi, bo wtedy pierwszy raz zobaczyłem barkę, na której miałem pływać. Jak się okazało miałem na niej spędzić najbliższe trzy lata. Była już po remoncie i stała na wodzie.
Teraz nie ma już takich barek. Współczesny transport śródlądowy odszedł od systemu holowanego, ponieważ nie był on ekonomiczny. Wymagał zatrudnienia dwóch osób na każdej barce, a dodatkowo barki takie wymagały siły holownika, żeby się poruszać. Przedsiębiorstwa żeglugowe na całym świecie zastąpiły ten system flota pchaną. Barki pchane są bezzałogowe i poruszają się dzięki pracy silników sztywno przypiętego do ich tyłu pchacza. System ten ma różne zalety, a wśród nich najważniejsza jest oszczędność etatów. Załogę zestawu pchanego stanowi wyłącznie załoga statku, który może pchać jednocześnie nawet cztery lub więcej barek.
…………………………………………………………………
Blachy poszycia barki, na której miałem pływać były połączone ze sobą nitami. Później stwierdziłem, że było w nich kilka miejsc spawanych przeważnie na oble. Obło to miejsce zagięcia blach, w którym burta przechodzi w dno. W tych właśnie spawanych miejscach najczęściej pojawiały się później dziury i przecieki. Oryginalne łączenie ze sobą blach poszycia nitami było więc, trwalsze od spawania, zapewne głównie dzięki temu, że odbywało się ono na zimno, bez rozhartowywania stali. Wszystkie barki budowane przed druga wojną światową, w tym także barka na której miałem pływać, miały łączenia wykonane metodą nitowania. Na początku XX wieku, gdy je budowano, technologia spawania była droga i niedoskonała. Nitowanie było tradycyjną i sprawdzoną metodą stosowaną przy budowie kadłubów statków. Było jednakże bardzo pracochłonne, bo wymagało wiercenia dziesiątek tysięcy otworów, a oprócz pracochłonności, powodowało również duże straty materiału, ponieważ przy nitowaniu trzeba stosować kilkucentymetrową zakładkę. Obecnie wszystkie barki i statki budowane są znacznie szybciej, a blachy poszycia połączone są na styk i spawane. Niestety za oszczędność czasu i materiału trzeba zapłacić mniejszą trwałością. Działanie dużych temperatur rozhartowuje stal, co akurat w przypadku jednostek pływających ma duże znaczenie, bo jest ona w tych rozhartowanych miejscach, bardziej podatna na rdzewienie.
https://wydawnictwoix.pl/produkt/barkami_po_polsce_i_europie/
czwartek, 24 października 2019
Drugi krach żeglugi w Bydgoszczy
W okresie międzywojennym intensywność żeglugi zmalała, bo również na niej musiało się odbić przegranie przez Niemców wojny oraz niestabilność gospodarczą i polityczną okresu Republiki Weimarskiej. Bydgoszcz chociaż przestała należeć do Niemiec pozostała jednak miastem tranzytowym między Prusami Wschodnimi i Polską, a resztą Niemiec. Miasto nadal pełne było niemieckich przedsiębiorstw, więc transport śródlądowy zaczął się rozkręcać. Nasilił się po dojściu do władzy w Niemczech Narodowych Socjalistów, którzy uzdrawiali niemiecką gospodarkę inwestycjami programami rządowymi. Rozbudził to także handel i transport Rzesza Niemiecka zaczęła chłonąć drewno, Brda zaroiła się od tratew, a także barek. Codziennie przez Bydgoszcz przepływało ich kilkadziesiąt, a dla kilkuset była ona portem macierzystym. Wszystkie bydgoskie statki i barki skupiały się u dwóch międzynarodowych (niemiecko – polskich) armatorów Lloyda Bydgoskiego S. A. i Zrzeszenia Właścicieli Barek. Ceny frachtów były ustalane przez rynek i chyba nie były one małe.
Rozmawiałem z właścicielem jednej z takich barek holowanych o nośności 300 ton, która nazywała się „Prowidence, chociaż gdy na niej pływałem w latach 80-siątych XX wieku była już przemianowana na „Ż 2117”. Otóż właściciel ten za budowę barki w Gdańsku zapłacił równowartość kilku kilogramów złota (mówił, że siedmiu) i odbierając ją ze stoczni w 1937 roku spodziewał się zwrotu nakładów w ciągu 3 – 4 sezonów uwzględniając opłaty za holowanie i śluzowania. Niestety wybuch wojny pokrzyżował jego plany.

Drugi krach żeglugi w Bydgoszczy nastąpił w 1945 roku z przyczyn geopolitycznych, przestała ona wtedy być miastem tranzytowym. Kanał Bydgoski stracił znacznie i praktycznie przestał być używany. Zarówno Wisła jak i Odra znalazły się w granicach Polski i nie było żadnych towarów, które można by było między nimi przewozić barkami. Oczywiście swój wpływ na ten krach miał także rozwój kolei.











