piątek, 8 maja 2026

Pierwsze odkamienianie Brdy

 

 

W staropolskich czasach nikomu nie przychodziło do głowy, żeby ingerować w naturalny bieg rzeki nawet na niedługim ujściowym odcinku. Zakola rzeki były z pewnością uciążliwe dla żeglugi ale w kraju nie było tradycji ani precedensów, żeby prostować rzekę. Całkowicie akceptowalny był również brak wody, która prawie w każdym okresie letnim uciekała do Wisły co okresowo uniemożliwiało  spław zładowanych łodzi tym krótkim odcinku Brdy.

Bydgoszczanom, którzy na początku XV wieku handlowali głównie piwem bardzo dawał się we znaki stan dna rzeki. Jej niebezpieczne, kamieniste dno odsłaniało się w środku lata, gdy obniżał się w niej poziom wody. W innych porach roku zakryte wodą kamienie zagrażały przebiciem dna zbyt głęboko załadowanych łodziach i uniemożliwiały pływanie po Brdzie większych statków. Kupcy bydgoscy zdawali sobie sprawę, że ich dobrobyt w dużym stopniu zależy od stanu rzeki, więc z dużą determinacją poszukiwali kogoś kto takie kamienie potrafił z dna rzeki wyciągać.

Znaleźli go podobno aż w Królewcu jak napisał Lech Łbik powołując się na notatkę sporządzoną w1444 roku w Toruniu1. Zawierała ona zeznania kilku tamtejszych kupców utrzymujących kontakty z kupcami bydgoskimi i pływających po Brdzie.  Nic nie wiadomo o kontekście sporządzenia notatki, bo w tym czasie krzyżacy zwalczali różnymi zakazami handel z Bydgoszczą. Mogła więc ona powstać w związku z ukaraniem tych kupców grzywną za nielegalny w tamtym czasie import bydgoskiego piwa.

W każdym razie wynika z niej, że przed wykonaniem prac przez sprowadzonego z Królewca mistrza mogli pływać po Brdzie tylko dubasami – małymi łodziami około 15 metrów długości. Musieli też uważać, żeby nie ładować za dożo, ponieważ każda załadowana baryłka piwa zwiększała zanurzenie takiej łodzi o kilka centymetrów. Zbyt mocno zanurzonej łodzi kamieniste dno rzeki groziło  przebiciem dna. W chwili sporządzania notatki, a więc w 1444 roku kamienie już ich nie martwiły i wpływali na Brdę bez obaw.

 

Ilustracja Jacka Michalskiego
 

Pierwsze prace przeprowadzono więc na Brdzie najprawdopodobniej w latach 30-tych XV wieku. Polegały one na wyciągnięciu głazów i kamieni z  nurtu rzeki, zarówno w porcie między obecnym Rybim Rynkiem, a ulicą Stary Port jak i na całym odcinku między portem, a ujściem Brdy do Wisły. Była to ciężka praca fizyczna – przetaczano kamienie po dnie rzeki zapewne wyłącznie z użyciem rąk i drewnianych dźwigni – i mogła się odbywać tylko w okresach letnich przy płytkiej wodzie. Trwała więc zapewne co najmniej kilka lat.

 

Czy wspomniany mistrz z Królewca mieszkał w Bydgoszczy  przez cały czas trwania tych robót, czy też przywożono go tylko w okresach letnich, tego nikt nie zapisał. Mogło też być tak, że tylko zainicjował te prace, a później jego bydgoscy pomocnicy, których musiał nająć poradzili sobie sami. Nie wiadomo czym sobie zasłużył ten człowiek z Królewca na miano mistrza, być może zasłynął rozwiązując podobne problemy na Pregole w Królewcu. Nie wiadomo też ile zapłaciła za całą usługę złożona głównie z kupców bydgoska rada miejska.

 

O skuteczności i solidności przeprowadzonych robót dobitnie świadczy fakt, że w późniejszych czasach, gdy rozkwitł w Bydgoszczy handel zbożowy wpływały na Brdę olbrzymie wiślane szkuty. Według opracowania Lecha Łbika takie szkuty miały do 38 metrów długości i około 8 metrów szerokości, a przewoziły 90 ton ładunku. Przepływały one całą Brdę od ujścia do portu, który znajdował  się między dzisiejszą  ulicą Stary Port, a Grodzką poniżej mostu łączącego Bydgoszcz z przedmieściem gdańskim. Potem załadowane zbożem i głęboko zanurzone pokonywały ten odcinek rzeki w drodze powrotnej.

 

1.      Lech Łbik, Legendarna historia albo historyczna legenda o czyszczeniu Brdy przez pewnego mistrza pruskiego z Królewca, Kalendarz Bydgoski, Bydgoszcz 1998, s 100.

 

środa, 13 sierpnia 2025

Bursztyn nad Brdą

 

 

 W latach 30-stych XIX wieku w Kloni koło Męcikału nad Brdą w powiecie chojnickim znaleziono bryłę bursztynu ważącą około 4 kilogramów za którą Żydzi z Tucholi zapłacili 2 tysiące talarów41. Wybuchła gorączka poszukiwaczy bursztynu, w której prym wiedli kupcy żydowscy z Tucholi i Czerska dzierżawiąc działki i robotników. Teren poszukiwań obejmował głównie ziemie nad Brdą porośnięte Borami Tucholskimi od Tucholi do Rytla. 

Ściągnięci przez gorączkę przedsiębiorcy dorabiali się nawet 20 tysięcy talarów, co było sumą dość dużą zważywszy na fakt, że w tym czasie średni roczny zarobek robotnika rolnego i jego żony wynosił łącznie 90 talarów42. Nadleśnictwa czerpały dodatkowe dochody z dzierżawy działek. Gorączka wygasła w drugiej połowie XX wieku, gdy rząd zabronił poszukiwań, które uszkadzały drzewa. Jednocześnie obniżyły się ceny bursztynu po uruchomieniu wydobycia w Sambii.

W górnym biegu Brdy na północny wschód od Chojnic w latach 1846 – 1849 miała miejsce potężna inwestycja która według ówczesnych obliczeń kosztowała 506 tysięcy talarów i wymagała zatrudnienia 3,5 tysiąca robotników. Prusacy zbudowali tam zaporę spiętrzającą rzekę do 12 metrów w miejscowości Mylof oraz Wielki Kanał Brdy o długości 21 kilometrów, który odprowadzał wodę ze zbiornika nad zaporą43. Wielki Kanał Brdy doprowadzał wodę przeznaczoną do nawadniania Czerskich Łąk.

 


 

Kanał usytuowany jest tak wysoko, że jego budowniczowie musieli go przeprowadzić nad czterema strumykami za pomocą specjalnych akweduktów. Najbardziej znany jest akwedukt w Fojutowie, którym wody Brdy przepływają 9 metrów nad Czerską Strugą. Inwestycję przerwano przed całkowitym zakończeniem ze względu na ogromną kapitałochłonność. Nawodnionych zostało tylko 5 tysięcy mórg (około 2,5 tysięcy hektarów) z planowanych 20 tysięcy mórg łąk44.

Pozyskane w ten sposób siano było sprzedawane w drodze licytacji okolicznym mieszkańcom przez Królewski Zarząd Łąk w Czersku. Krążyła opinia, że ze względu ogromny koszt robót związanych z nawodnieniem prawdziwa wartość siana z czerskich łąk była równa wartości zamorskiej herbaty. Dodatkowo państwu pruskiemu wytoczyli procesy właściciele łąk zalanych wodą spiętrzoną przez zaporę w Mylofie45.

 

 

1.      Dzieje ziemi powiatu chojnickiego, tom 1 redakcja Jacek Konopek, Chojnice 2013, s 247.

2.      Tamże s 242.

3.      Tamże s 239

4.      Tamże s 240.

5.      Tamże.

 

wtorek, 17 czerwca 2025

Ostatnie spiętrzanie dolnej Brdy

 

 

Prace nad zwiększeniem spiętrzenia w Czersku Polskim miały duży zakres, a środki na ich wykonanie wyłożyły najbardziej zainteresowane handlem drzewnym firmy. Poziom wody w porcie wewnętrznym miał zostać podniesiony o dwa metry. Zakres prac obejmował przede wszystkim podniesienie i umocnienie wału ziemnego odgradzającego wewnętrzny port drzewny od wschodu, czyli od strony Wisły.  Dzisiaj jest to dobrze widoczne, szczytem tego wału wiedzie ścieżka łącząca śluzę z jazem.

 

Jaz w Czersku Polskim – widać na trym na zdjęciu fragment wału podwyższającego poziom wody w obecnym torze regatowym.


 

Podwyższony został również wał ziemny przegradzający ujście Brdy oraz górna głowa usytuowanej w tym wale śluzy, w której wstawiono wyższe wrota. Dzisiaj dość dobrze to widać.

Śluza w Brdyujście – widoczne podniesienie wjazdu do śluzy od strony toru regatowego


 

 W następnej kolejności zbudowany został solidny ceglany przepust pozwalający wypływać z Brdy nadmiarowi wody. Zastosowano nowatorski sposób pozwalający regulować przepływ wody za pomocą ruchomego, metalowego walca, prace ukończono w 1906 roku1.


 

Po zbudowaniu tej zapory niewrażliwej na zimę i lód poziom Brdy został ustalony i właściwie stopień wodny w Kapuściskach ze swoim jazem iglicowym przestał być potrzebny i bardzo utrudniał żeglugę. Pomimo licznych petycji przedsiębiorców nie został rozebrany aż do 1910 roku2 . Zupełnie  niepotrzebnie utrudniał wożenie towarów, a szczególnie przeciąganie tratew przez prawie 4 lata świadczy to o jakichś sporach kompetencyjnych. 


 

Po rozebranym w 1910 roku stopniu wodnym pozostała tylko jedna ściana śluzy i domek śluzowego.

 


 Wewnętrzny port drzewny wykorzystywany w zimie jako schronisko dla tratew w okresie letnim stawał się torem regatowym. Dzięki głębokiej i stojącej wodzie oraz dwóm rzędom pali do przywiązywania tratew, które dzieliły cały akwen na 3 szerokie tory uznano go za najlepszy tor regatowy na terenie Niemiec. Pierwsze regaty, które odbyły się w 1912 r. nazwano Wschodnioniemieckimi. Później, jednak powtarzały się cyklicznie do 1916 roku i z czasem zaczęły w nich uczestniczyć kluby wioślarskie z całych Niemiec. Wśród innych klubów był również założony w 1894 roku w Bydgoszczy ruderclub „Frithjow”3.


 

 

 

1.      Winid Walenty: Kanał Bydgoski, Wydawnictwo Instytutu Popierania Nauki, Warszawa 1928.,  s 64.

2.      Tamże.

3.      Henryk Kocerka, Historia toru regatowego w Brdyujściu (1912 – 2004) Kronika Bydgoska, tom XXVI Bydgoszcz 2005 s 319.