Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bydgoszczanin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bydgoszczanin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2016

Bydgoszczanin z wyboru

Okres międzywojenny w Bydgoszczy przebiegał zupełnie inaczej niż w pozostałych polskich miastach. W naszym mieście było wtedy największe skupisko mniejszości niemieckiej w całym naszym kraju. Pomimo że było ich tylko około 10 tysięcy mieli w swoich rękach co najmniej 50% bydgoskiego kapitału, to znaczy fabryk, sklepów i kamienic. Doskonale prosperowali dzięki niemieckim bankom i preferencyjnym kredytom spłacanym częściowo przez rząd w Berlinie w ramach wspierania niemieckości, podczas gdy polscy przedsiębiorcy musieli borykać się z chciwością banków. Niemcy integrowali się i zrzeszali we własnym gronie, między innymi w loży masońskiej, do której nie dopuszczali obcych. Nie zamierzali też uczyć się polskiego, mieli niemieckie szkoły, kliniki, gazetę, kluby sportowe, stowarzyszenia, szyldy … 

 



Tamte czasy widział jako dziecko starał się pokazać w powieści „Most Królowej Jadwigi” Jerzy Sulima – Kamiński, trzeba jednak pamiętać że był on wtedy bardzo młody, więc jego postrzeganie rzeczywistości było ograniczone. Zresztą każdy kto go znał i z nim rozmawiał w latach 90-siątych XX wieku mógł stwierdzić, że wiele ze swoich wspomnień widział poprzez pryzmat późniejszych wydarzeń.

Zbigniew Raszewski, który również opisał okres międzywojenny w Bydgoszczy w „Pamiętniku gapia”, również był w tamtym czasie bardzo młody i trudno byłoby powiedzieć, że był uczestnikiem życia społecznego – miał 14 lat w chwili wybuchu II wojny.  Na podstawie ich relacji nie można więc twierdzić, że poznaliśmy Bydgoszcz w tym ciekawym okresie.

Dlatego właśnie bardzo cenne wydają mi się relacje Władysława Czarnowskiego autora zbioru felietonów z okresu międzywojennego „Ze wspomnień starego Bydgoszczanina”, bo uczestniczył on w życiu społecznym i towarzyskim naszego miasta, osiadł w Bydgoszczy w 1918 roku. Miał wtedy 28 lat, był więc osobą dorosłą i w pełni świadomą swych obserwacji. Jest więc na pewno bardziej wiarygodny niż wyżej wymienieni.
W 1918 roku, więc jeszcze podczas zaboru otworzył w mieście gabinet lekarski i rozpoczął praktykę. Polski lekarz w niemieckim mieście, sam w sobie jest ciekawą postacią, chociaż jakby trochę zapomnianą. Książka wydana jest wprawdzie w niewielkim nakładzie ale dostępna prawie we wszystkich filiach bydgoskiej bibliotek.
Pomimo, że urodził się w Opolu, uczył się w Poznaniu i studiował w Bonn, osiadł w naszym mieście nad Brdą i mówił o  sobie, że jest Bydgoszczaninem. To co opisuje jest  unikatowe, prowadził praktykę lekarską w naszym mieście przez całe 20-lecie międzywojenne, uciekł z Bydgoszczy w styczniu 1940 roku przed hitlerowcami, którzy mordowali wszystkich wykształconych Polaków. Wrócił po wyzwoleniu do swojego mieszkania przy ulicy Długiej i dalej leczył Bydgoszczan, aż do swojej śmierci w 1966 roku.

 

sobota, 31 października 2009

Mogiła

Odszukałem wreszcie dzisiaj miejsce wiecznego spoczynku Sebastiana Malinowskiego na cmentarzu Starofarnym i zapaliłem mu znicz. Był dobrym przyjacielem, nie tylko moim ale wielu ludzi, należał chyba do wszystkich organizacji społecznych w naszym mieście. Wszędzie go było pełno, mimo młodego wieku pasjonował się historią, szczególnie Bydgoszczy, ale nie tylko. Jednym z jego wielu zainteresowań była historia cmentarza Starofarnego, którą badał z charakterystyczną u niego pasją.

Byłem na pogrzebie Sebastiana na Wiślanej i tam szukałem początkowo jego mogiły, dowiedziałem się jednak, że została przeniesiona na Grunwaldzką. Dość długo nie mogłem jej odnaleźć, dopiero dzisiaj wskazała mi ją starsza pani krzątająca się przy pobliskim nagrobku Jerzego Sulimy Kamińskiego.

sobota, 23 lutego 2008

Ku pamięci -Sebastian Malinowski

Powinien być na tym blogu obecny Sebastian Malinowski, którego mówiąc po staropolsku „nie godzi się nam” zapominać. Postanowiłem więc co pewien czas przypominać o nim, choćby w kilku słowach. Niektórzy z nas znali go dłużej i spotykali na co dzień. Inni mieli okazję widywać go tylko z rzadka i sporadycznie. Ja miałem to szczęście, że zdążyłem go poznać niemal w ostatniej chwili, pół roku temu. Strasznym mi się teraz wydaje, że przecież mogłem nie zdążyć, o ileż uboższy byłby wtedy mój świat. Żałuję również, że los nie zetknął mnie z nim wcześniej.




Po raz pierwszy zobaczyłem Sebastiana w Muzeum Kanału Bydgoskiego. Tam także po raz pierwszy, odczułem na sobie magiczną moc jego osobowości. W zetknięciu z entuzjazmem Sebastiana wszystkie moje plany i zamierzenia, stały się nagle łatwe do zrealizowania. Szukałem akurat możliwości wydania w formie książki wspomnień o pływaniu na statkach śródlądowych. Byłem już tym szukaniem mocno zniechęcony. Osoby, z którymi próbowałem o tym rozmawiać, byli skłonni poświęcić mi swój czas i uwagę tylko w ściśle określonych godzinach. Często wymawiali się innymi ważnymi sprawami. Wydawnictwa, które odwiedziłem okazywały się bardzo pazerne. Nie miałem żadnych doświadczeń związanych z wydawnictwami i ten rynek zaskoczył mnie swoją drapieżnością. Obojętność ludzi, o których myślałem, że nie powinni być obojętni z racji zajmowanego stanowiska sprawiła, że przestałem myśleć o powodzeniu i osiągnięciu celu. Początkowo myślałem, że Bydgoszczan będą interesowały sprawy związane z Kanałem Brdą i pływaniem po nich, a później doszedłem do wniosku, że myśląc tak byłem bardzo naiwny.

Wszystko się zmieniło gdy spotkałem Sebastiana. W pierwszej chwili bardzo się zdziwiłem, wszyscy do tej pory traktowali mnie jak petenta, a on mi pokazał, że nie można się czymś interesować tylko do 15-stej, a później już nie. Nie można być w coś zaangażowanym wyłącznie w godzinach pracy. Sebastian angażował się całym sobą i rzadko komuś odmawiał swego czasu, a przecież miał także rodzinę, którą bardzo kochał. Zetknięcie z tym nietuzinkowym człowiekiem, również we mnie, podobnie jak w wielu innych, rozpaliło płomień lokalnego patriotyzmu. Dzięki niemu spojrzałem na nasze miasto zupełnie inaczej i myślę, że pewna część Sebastiana ciągle jeszcze tkwi w wielu ludziach.

poniedziałek, 4 lutego 2008

Jego straty nic nam nie wynagrodzi.

Miałem okazję spotykać się i rozmawiać z NIM bardzo krótko, wystarczyło to jednak, żeby zapełnić i ożywić Bydgoszcz w mojej głowie. Teraz kiedy, jak prąd elektryczny przeszła przeze mnie niedorzeczna wiadomość, w którą jeszcze nie do końca uwierzyłem, nasze miasto wydaje się być jakieś puste, tak bardzo PAN SEBASTIAN  był w nim obecny. Jeżeli tak bardzo brakuje go mnie, który znałem go przecież krótko, to o ileż więcej jego przedwczesne i niesprawiedliwe odejście, musiało zaboleć jego najbliższych. Bardzo im współczuję.

***

Taki był mój komentarz do informacji o odejściu Sebastiana Malinowskiego. Młodego człowieka z wielkim sercem, które biło dla Bydgoszczy.

 

Miał tę właściwość, że potrafił swoim entuzjazmem wykrzesać iskry z ludzi pozornie obojętnych. Nigdy też nie gasił zapału innych ludzi. Wielokrotnie byłem świadkiem jak zamiast powiedzieć młodemu entuzjaście „to nierealne bajdurzenie” jak ja bym to zrobił, on delikatnie ukierunkowywał młodego człowieka. Kilka razy Sebastian radził mi, żebym pisał własnego bloga, ja jednak zawsze mu odpowiadałem, że wolę komentować jego posty, i robiłem to jako barkarz. Teraz kiedy go nie ma postanowiłem stanąć w szranki, jak to się mówi. Mam świadomość, że pustki po Sebastianie nic nie wypełni, jednak nie mamy wyboru i musimy radzić sobie bez niego. Postaram się chociaż częściowo przejąć na siebie jego rolę. Oczywiście nie mam jego wiedzy i nie jestem tak jak on zaangażowany w życie naszego miasta, dlatego będę to na pewno robił z mniejszą elegancją niż Sebastian. Byłem barkarzem, akwizytorem, portierem, administratorem i zarządcą nieruchomości. Pierwszy raz zetknąłem się z Sebastianem za sprawą Kanału Bydgoskiego i myślę, że ta sprawa będzie często poruszana w moim blogu.