czwartek, 13 listopada 2014
Bydgoszcz - miasto spichrzy
Pewien bydgoski bernardyn – anonimowy
mnich z zacięciem kronikarskim, żyjący na przełomie XVI i XVII wieku napisał,
że każdego lata ze wszystkich stron zwożono do miasta zboże, żeby później
„sposobną porą” spławić je Wisłą do Gdańska.Zboża z pobliskich Kujaw, Krajny, Pałuk,
części Wielkopolski i części Pomorza zwozili do Bydgoszczy właściciele ziemscy
oraz chłopi, którzy mieli nadwyżki e jego produkcji. Widocznie tylko w
Bydgoszczy mogli te zboża sprzedać. W dawnych czasach drogi lądowe były liche,
a pojazdy, za pomocą których odbywał się transport prymitywne. Z pewnością
funkcjonowała jakaś sieć lokalnych dróg, która schodziła się w każdym mieście.
Żeby jednak takimi drogami transportować tony zboża na znaczne odległości – na
przykład z Bydgoszczy do Gdańska nikomu
nie przychodziło nawet do głowy. Jedynym dostępnym w tamtych czasach środkiem
transportu dla dużych ilości towaru były statki rzeczne. Przewoziły one zboże
rzeką Brdą do odległej kilkanaście kilometrów Wisły, a Wisłą do Gdańska.
Stamtąd zapewne do Niemiec, Holandii lub gdzieś indziej.
środa, 12 listopada 2014
Jedyna taka śluza w Polsce
O tym, że sukces był więcej niż połowiczny świadczy fakt, że prostowanie Noteci kontynuowano do ostatnich lat panowania Niemiec na tych terenach. Możemy to śmiało interpretować jako wyraz uznania wyrażonego przez użytkowników kanału dla przeprowadzanych prac. Świadczy to o tym, że kupcy, przedsiębiorcy żeglugowi oraz właściciele statków, pomimo że musieli pokonywać śluzy i płacić opłaty, byli przekonani o konieczności tej modernizacji oraz o tym, że ta modernizacja przynosiła im zyski. Mogli przecież dzięki niej korzystać z coraz większych, coraz głębiej zanurzonych jednostek pływających. Mogli przewozić tą drogą coraz więcej ton ładunków Kręty i płytki nurt Noteci musiał więc być dla nich bardzo dużą niedogodnością. Nawet w późniejszych czasach, gdy funkcjonowały już holowniki parowe ciągnące całe zestawy barek, mijanie się dwóch takich zestawów na zakręcie musiało być niełatwym zadaniem.
poniedziałek, 10 listopada 2014
Rozgałęzienie Wisły
Najkrótsza droga wodna, którą statki śródlądowe mogą się przedostawać z Wisły do portu w Elblągu wiedzie przez śluzę Gdańska Głowa, rzekę Szkarpawę i Zalew Wiślany. Jednak w 1988 roku przez całą wiosnę i lato śluza Gdańska Głowa była remontowana, dlatego statek, na którym pływałem – pchacz „Koziorożec” woził żwir wydobywany z dna Wisły do Elbląga inną drogą. Jest ona trochę dłuższa ale znacznie uciążliwsza, bo znajdują się na niej cztery śluzy, a nasz zestaw czyli pchacz i dwie barki pchane był znacznie dłuższy od śluzy i każdą z nich musieliśmy brać na dwa razy rozpinając i spinając zestaw. Cała trasa była jednak atrakcyjna wiodła przez płaskie Żuławy Wiślane z biegiem rzeki Nogat, przepływając obok zamku w Malborku. Czasami tak się zdarzało, że mieliśmy dopłynąć do portu w Elblągu w piątek wieczorem, więc z góry było wiadomo, że nie będzie wyładunku do poniedziałku. Wtedy zazwyczaj jeden z nas opuszczał statek przed Elblągiem wdrapując się po drabinie, na któryś z mostów i łapiąc auto - stop, a statek płynął dalej.
Cała nasza trasa rozpoczynała się w miejscu
gdzie Nogat ma swój początek, czyli w Białej Górze, która znajduje się na
prawym brzegu Wisły w połowie drogi między Gniewem i Tczewem. Przy Białej Górze
na Wiśle stała pogłębiarka, która wydobywała żwir z dna rzeki i ładowała go na
nasze barki. W Białej Górze jest śluza i jaz, od którego zaczyna się Nogat, a
także wielkie wrota w wale przeciwpowodziowym, które chronią Żuławy przed
wysoką wodą na Wiśle.
Gdy stoi się na moście nad tymi wrotami to
po jednej stronie rozciąga się widok na Wisłę, a po drugiej na Nogat i Żuławy.
Biała Góra często była miejscem naszego
postoju, a pewnego letniego wieczoru doszło do niecodziennego wydarzenia.
Piszę, że było to na postoju, chciałbym
jednak wyjaśnić, że nie mam na myśli definicji miejsca, tylko raczej termin.
Był wieczór po skończonej pracy, nie było tam jednak żadnego miejsca
postojowego z prawdziwego zdarzenia, miejsce w którym staliśmy nie było do tego
przystosowane, ani nawet oświetlone. Przed śluzą w Białej Górze, stając na
postój nocny wpychaliśmy dziób statku w trawiasty brzeg i wiązaliśmy go do
krzaków. Z pokładu przerzucaliśmy na ląd drewniany trap, żeby łatwiej było z
niego schodzić, a szczególnie wchodzić na statek, pokład znajdował się około 1m
nad brzegiem, elektryczność mieliśmy dzięki agregatowi, który hałasował bez
przerwy. Podobnie było w każdym innym miejscu przy naszej trasie z wyjątkiem
portów w Malborku i Elblągu.*Jednego wieczoru śluzowy przyniósł nam
wiadomość, że rybacy zauważyli na Wiśle barkę, która mocno osiadła na piasku
trochę poniżej wjazdu do Babiej Góry. Ściągnęliśmy kapitana, który był akurat w
knajpie na piwie, odwiązaliśmy statek od krzaków, wciągnęliśmy trap i
ruszyliśmy na ratunek. Jeszcze nie było całkiem ciemno, więc bez pomocy
reflektora znaleźliśmy leżącą na piasku barkę z Żeglugi Gdańskiej. Tak mocno wjechała na piach że aż jedna
burta wynurzyła się trochę z wody. Sytuacja była dla nich beznadziejna, nie
zdołaliby sami ściągnąć barki do rana, a przez ten czas woda mogłaby jeszcze
bardziej opaść unieruchamiając ich na kilka dni. Ściąganie ich zajęło nam około
czterech godzin, z początku próbowaliśmy wyszarpnąć ich za pomocą długiej liny
holowniczej, ale nie przyniosło to pożądanych rezultatów, bo barka nawet nie
drgnęła.
W związku z tym, zmieniliśmy plan działania
i przywiązaliśmy statek tyłem do barki, do jej przednich polerów po stronie
przeciwnej niż mielizna, na krótkiej linie. Powoli zwiększając moc silników
żeby niepotrzebnie nie szarpać liną kapitan ustawił statek w ten sposób, żeby strumień wody z naszych
śrub rozmywał piasek pod barką. Po dwóch godzinach takiego rozmywania, podczas
którego za naszą rufą wirowało wielkie kolisko mętnej wody wytwarzane przez
nasze śruby, barka poruszyła się i zmieniła swoje położenie względem nurtu
rzeki. Od tego momentu wszystko poszło gładko popuściliśmy liny i na długim
holu ściągnęliśmy barkę na wodę i zaciągnęliśmy ją do wjazdu do śluzy na
spokojną wodę. Przycumowaliśmy poniżej śluzy przyświecając sobie reflektorem,
bo było już całkiem ciemno.
Nasz kapitan
oderwany wcześniej od piwa miał ochotę jeszcze coś wypić, a na knajpę było już
za późno. Bardzo się, więc ucieszył, gdy przyszli gdańszczanie z
podziękowaniami i przynieśli ze sobą małe co nieco. Podłączyli do nas kabel,
żeby korzystając z naszego agregatu mieć normalny prąd na barce, ale i tak
większą część nocy gościli na naszym statku. Jeden z nich, mechanik, był w
wieku naszego kapitana, a dwaj pozostali mieli po trzydzieści lat. Byli więc od
nas trochę starsi, ale wszyscy okazali się bardzo sympatyczni. Dwaj z nich
związani byli z Żeglugą morską i tylko skomplikowany splot okoliczności sprawił
że znaleźli się na barce i na Wiśle.
Nigdy przedtem
nie płynęli tak wysoko w górę rzeki, bo zazwyczaj pływali do Elbląga przez rzekę
Szkarpawę, a teraz przywiódł ich tutaj remont śluzy Gdańskiej Głowy. Okazało
się, że oni również, podobnie jak my wozili do Elbląga piasek, czym początkowo
byliśmy zszokowani. Okazało się jednak że piasek pisakowi nierówny. Podczas gdy
my woziliśmy piasek wiślany dla budownictwa, oni wozili piach morski, zupełnie
nie nadający się na budowy, za to podobno doskonały dla form odlewniczych w
elbląskim ZAMECHU, który produkował między innymi śruby napędowe dla statków
morskich.
piątek, 31 października 2014
Pływanie po Wiśle nigdy nie było łatwe
Obecnie wożenie towarów tą drogą nie jest możliwe. Małe jednostki turystyczne owszem, mogą Wisłą pływać, chociaż i one przy średnim stanie wody mogą mieć problemy. Dla barki z ładunkiem o zanurzeniu 1,5 – 2 m nie ma takiej możliwości. Głównie z powodu braku wielu znaków nawigacyjnych, ale także dlatego, że wiele ostróg na rzece jest rozmytych, a przez 20 lat nikt ich nie naprawiał. W latach 80-siątych ubiegłego wieku barki po Wiśle jeszcze pływały i na jednej z nich odbywałem praktykę.
Było to pierwsze moje spotkanie z Wisłą, byłem zaskoczony i zachwycony potęgą i ogromem tej wielkiej rzeki. Wisła, którą wcześniej oglądałem tylko z mostu lub z brzegu z poziomu wody wyglądała zupełnie inaczej. Wydawało się że nurt wody płynie całą szerokością koryta, między lewym brzegiem gdzie znajdował się wyjazd ze śluzy w Brdyujściu i nad którym wznosił się fordoński elewator, a prawym pomniejszonym przez odległość i zarośniętym drzewami. Płynąc z prądem, przemieszczaliśmy się szybko i wkrótce minęliśmy Fordon widoczny na wysokim brzegu po naszej lewej stronie i przepłynęliśmy pod mostem. Między Fordonem, a Gdańskiem przepływaliśmy pod siedmioma mostami oraz mijaliśmy dwie przeprawy promowe. Każdy z tych mostów jest inny od pozostałych i o każdym słyszeliśmy różne opowieści. Wszystkie mosty powstawały w różnych okresach i budowane były przez różne firmy z różnych krajów.
Pomimo, że rzeka jest szeroka (do 1 kilometra) i pozornie głęboka, żegluga odbywała się po torze wyznaczonym przez nurt, który wije się od brzegu do brzegu i jest oznaczony specjalnymi znakami nawigacyjnymi poustawianymi na brzegach. Niełatwo było je wypatrzyć wśród zarośli, szukając ich na przeciwległym brzegu. Trzeba było płynąć ukośnie do linii brzegowych rzeki, kierując się prosto na wypatrzony przez lornetkę znak dojścia nurtu do brzegu, mając dokładnie za rufą znak odejścia, stojący na przeciwnym brzegu.
Następnie płynąc blisko brzegu, przy samych główkach,
należało szukać na tym brzegu znaku odejścia. Po dopłynięciu do niego obrócić
dziób barki i skierować go na następny znak dojścia na przeciwnym brzegu,
płynąc znowu ukośnie do osi rzeki. Często zdarzało się, że obydwa znaki:
dojścia i odejścia stały koło siebie, co trochę upraszczało sprawę. Poza tym
wyznaczonym torem można łatwo wejść na mieliznę i stracić mnóstwo czasu i
paliwa próbując z niej spłynąć.
Środek rzeki jest zdradliwy,
często tworzą się na nim ławice piasku, niektóre z nich wystają nad wodę, a
inne nie. Sterując jednostką pływającą trzeba umieć odczytywać z powierzchni
płynącej wody układ dna i głębokość wody w danym miejscu. Drobne zmarszczki
lustra wody wskazują na to, że nurt natrafił na płytsze miejsce. Innego rodzaju
fałdka na wodzie oznacza ostre zakończenie płycizny i głębię. Znaki na brzegach
orientacyjnie wskazwały tor żeglugowy. Nie można jednak było na nich tak do
końca polegać, ponieważ od postawienia znaku, do czasu, kiedy przepływała
tamtędy barka mogły zajść minimalne zmiany w trasie nurtu rzeki. Każde
zboczenie z toru wytyczonego przez nurt, nawet o kilka metrów mogło zakończyć
się władowaniem barki w piach. Dlatego też, każdy sterujący jednostką płynącą
po Wiśle wodniak, musi posiadać intuicję i umiejętność czytania znaków na
powierzchni wody. Przychodzi ona wraz z praktyką nabytą w długoletnim pływaniu.
Nie wszystkie zmarszczki na wodzie oznaczają podwodną przeszkodę, może je
wywoływać także wiatr.
Jeszcze bardziej
niebezpieczne niż piaskowe ławice na środku rzeki, są główki – kamienne
zakończenia faszynowo - kamiennych ostróg regulujących bieg rzeki. Ostrogi
takie zbudowane są na obydwu brzegach, co kilkadziesiąt metrów, prostopadle do
linii brzegowej. Każda ma około 20 m długości i zbudowana jest przeważnie z
faszyny, umocnionej z wierzchu warstwą dużych kamieni. Główną funkcją tych
ostróg jest zapobieganie rozmywania brzegów przez nurt rzeki, między ostrogami
woda jest prawie stojąca i osadza się tam niesiony przez rzekę piasek.
Przyczyniają się one do przesuwania
linii brzegu w kierunku środka rzeki. Za pomocą ostróg również prostuje się
rzekę, ponieważ są one znacznie dłuższe niż gdzie indziej, właśnie na zakolach
rzeki, po zewnętrznej stronie zakrętów, przesuwając w ten sposób cały zakręt w
kierunku środka. O ile zboczenie z kursu na środku rzeki, grozi wjechaniem na
piach to zbyt bliskie podpłynięcie do kamiennych główek, grozi przebiciem dna.
Płynąc pustą barką nie trzeba było zbyt blisko podpływać do główek, ponieważ ma
ona małe zanurzenie. Pełną barką trzeba było płynąć przy samych główkach,
ponieważ właśnie przy nich jest najgłębsze miejsce pomiędzy brzegiem, a płytkim
środkiem rzeki.Dowiedziałem się, że przed
wojną, gdy funkcjonował Lloyd Bydgoski – firma, z której wywodzi się Żegluga
Bydgoska, żegluga na Wiśle odbywała się również nocą. W celu uwidocznienia
kapitanom statków nabrzeżnych znaków nawigacyjnych, w każdą noc wzdłuż obu
brzegów Wisły zapalano specjalne latarnie. Za oświetlenie każdego odcinka
brzegu odpowiedzialny był nadzorca, który otrzymywał za to wynagrodzenie.
Jako pierwsze z miast na naszej trasie oglądaliśmy doskonale
widoczne, rozłożone na wysokim prawym brzegu Wisły Chełmno. Z rzeki widzieliśmy
całe mnóstwo wież średniowiecznych kościołów i klasztorów oraz tarasowo
rozłożone bloki mieszkalne. Ze szczególnym wzruszeniem rozpoznałem poniżej
Chełmna na lewym brzegu wieżę zamku krzyżackiego w Świeciu, położonego w
widłach Wisły i Wdy. Cale dzieciństwo do 18 roku życia, mieszkałem w Świeciu,
tam uczęszczałem do szkoły podstawowej i ogólniaka. Nic, więc dziwnego, że
byłem bardzo przejęty, gdy mijaliśmy ujście Wdy. Samego Świecia nie było
wprawdzie widać, jednakże widok zamku przywołał w pamięci liczne wspomnienia.
Za Świeciem Wisła płynie przy lewej krawędzi pradoliny i prawie przy samym
brzegu wznoszą się wysokie na kilkadziesiąt metrów skarpy porośnięte chaszczami
i urozmaicone żółtymi prostopadłymi ścianami urwisk. Gdy mieszkałem w Świeciu,
często się tu włóczyłem z kolegami, czasami nawet w czasie wagarów, nazywaliśmy
te urwiska Diabelcami. Wysoko na szczycie urwiska, częściowo widoczny z rzeki
znajduje się świecki szpital miejski i przebiega szosa do Gdańska.
W okolicach Grudziądza rzeka
podchodzi do prawego brzegu pradoliny Wisły, z którego przerzucono stalowy
most. Przypatrując się dokładnie prawemu, wysokiemu brzegowi, można dostrzec,
prześwitujące między drzewami fragmenty umocnień grudziądzkiej Cytadeli.
Poniżej mostu doskonale widoczne są budynki grudziądzkiej starówki, których
czerwone, ceglane mury wzmocnione charakterystycznymi przyporami, schodzą
prawie do poziomu rzeki. Za Grudziądzem rzeka rozlewa się szerzej i jest na
niej takie miejsce, z którego widać równocześnie piękną starówkę Grudziądza na
prawym brzegu i miasto Nowe na lewym brzegu, chociaż żeby przejechać z jednego
miasta do drugiego trzeba pokonać kilkanaście kilometrów szosą. Podczas tego
rejsu po raz pierwszy oglądałem z Wisły zamek w Gniewie, o którym wcześniej
nawet nie słyszałem, jest on malowniczo położony na wysokim lewym brzegu Wisły
i mógłby być wielką atrakcją turystyczną. Bardzo oryginalnie wyglądają z rzeki
mosty w Tczewie. Jeden z nich
wyposażony jest w charakterystyczne
wieżyczki.
Woda w rzece była brudna, dlatego podczas rejsu po Wiśle, pomimo
że był lipiec i temperatury wysokie nie mieliśmy ochoty na kąpiel. Przez cały
środek rzeki ciągnęły się usypane ze żwiru wydmy poprzecinane głębiami.
Sternik, który miał już długi staż pracy w żegludze i pływał po niejednej rzece
opowiadał nam, że takie płycizny możemy obserwować tylko na Wiśle. Jest to
jedyna wielka rzeka w Europie, która nie została w całości uregulowana. W swoim
środkowym biegu płynie całkiem dziko, tak jak przed wiekami i nie ma tam
żadnych budowli regulacyjnych. Tylko od Torunia do ujścia do morza brzegi są
umocnione ostrogami i zabezpieczone wałami przeciwpowodziowymi.
Fragment mojej książki:
https://wydawnictwoix.pl/produkt/barkami_po_polsce_i_europie/
Bydgoszcz i żegluga śródlądowa
sobota, 25 października 2014
Dwie szkoły - bydgoska i wrocławska.
We Wrocławiu i Kędzierzynie – Koźlu funkcjonowały właściwie od późnych lat 40-stych ubiegłego wieku zespoły szkół żeglugi śródlądowej, które przez kilkadziesiąt lat wykształciły setki wodniaków. Były to szkoły z własnymi statkami szkoleniowymi i prawie wojskową dyscypliną, w których uczniowie nosili mundury. W Bydgoszczy dopiero w 1979 roku utworzono Policealne Studium Żeglugi Śródlądowej. Wywołało to pewne poruszenie w środowisku. W tamtych czasach Żegluga Bydgoska i o wiele od niej większa żegluga odrzańska ostro ze sobą rywalizowały, chociaż na bydgoskich barkach pływało wielu absolwentów śląskich szkół. Do dzisiaj, chociaż w Polsce nie ma już właściwie żadnej żeglugi śródlądowej absolwenci Technikum Żeglugi we Wrocławiu uważają się za jedynych dobrze wykształconych wodniaków i lekceważąco wyrażają się o absolwentach z Bydgoszczy.






















