czwartek, 5 stycznia 2017

Bydgoska fontanna

Lubię Bydgoszcz, jej kamieniczki i zakamarki, nabrzeża rzeki Brdy i stare spichrze. Miasto z dwóch kultur, budowane przez Niemców i Polaków, katolików i ewangelików. Mieszkam tu i lubię swoje miasto, ta dwoistość jakoś mi w tym lubieniu nie przeszkadza.



















Wielu innych Bydgoszczan też lubi swoje miasto i jego wielokulturowość o czym świadczy odbudowa ze składek mieszkańców słynnej przedwojennej fontanny „Potop”. Fontannę, a właściwie rzeźbę symbolizującą biblijny potop zaprojektował artysta niemiecki, a niemieckie władze miasta uczestniczyły w finansowaniu budowy w 1904 roku. Tak się spodobała ówczesnym mieszkańcom, że natychmiast stała się wizytówką miasta utrwalaną na widokówkach i zdjęciach. Jak się później okazało te liczne zdjęcia bardzo się przydały przy odtwarzaniu, bo podczas okupacji hitlerowcy przetopili rzeźbę na amunicję. Dopiero niedawno udało się odtworzyć ostatni element rzeźby i ustawić całość na dawnym miejscu, a teraz turyści znowu robią sobie przy niej fotografie.







środa, 28 grudnia 2016

Zamek bydgoski

Czy naprawdę tak wyglądał? Czy też jest to tylko bardzo swobodna wizualizacja poparta głównie fantazją? Tego  już się chyba nie dowiemy.



Na szwedzkiej ilustracji  z XVII wieku wygląda jakby trochę inaczej, niestety dzięki porządkowaniu terenu przez Prusaków zniszczono wszystkie ślady po zamku. Podczas swojego panowania w Bydgoszczy zniwelowali oni częściowo wzgórze i umocnili brzegi rzeki tworząc nabrzeża.


Dzisiaj nie ma już nawet fundamentów stojącego kiedyś na wzgórzu zamku. Z budowli widocznych na powyższym fragmencie ilustracji przetrwał do dzisiaj tylko kościół bernardyński.


Nie wiadomo z jakich powodów ktoś wpisał do wikopedii, że bydgoski zamek bardzo przypominał te krzyżackie. Chociaż niektórzy historycy twierdzą, że to właśnie Krzyżacy położyli pod niego pierwsze kamienne fundamenty. Zapewne zamierzali uczynić z ośrodka bydgoskiego placówkę graniczną swego państwa po zabraniu Pomorza Gdańskiego Łokietkowi. Nie zdołali jednak swoich planów zrealizować. Po kilku latach swego panowania zostali z tych terenów usunięci na mocy traktatu pokojowego. Następca Łokietka Kazimierz Wielki zadecydował, żeby zamek bydgoski strzegł polskiej granicy przed Krzyżakami.


piątek, 18 listopada 2016

Żywe pomniki w Bydgoszczy

Często chodząc po naszych miastach i spiesząc się na przykład do pracy, na zakupy, obojętnie przechodzimy obok wspaniałych, wiekowych lub egotycznych drzew, nie zwracając na nie uwagi. Duża ich część jest wprawdzie wpisana na listy pomników przyrody, rzekomo prawem chronione, jest to jednak ochrona dość iluzoryczna. Samorządy nie mają środków, żeby odpowiednio monitorować, pilnować i pielęgnować drzewa. Jedne więc umierają ze starości inne z braku odpowiedniej pielęgnacji, a jeszcze inne usuwane są przez sprytnych deweloperów i różnych inwestorów.
Na szczęście coraz więcej ludzi i instytucji w naszym kraju jest świadomych bezcenności i niepowtarzalności tego unikalnego dziedzictwa. Wiedzą oni, że wycięcie 200-letniego drzewa jest ogromną stratą, więc często sami ich strzegą gotowi walczyć z biernością urzędników i zachłannością deweloperów.
Są w Polsce drzewa rzadko spotykane, zaledwie poi kilka sztuk w skali kraju, które jakimś cudem zaaklimatyzowały się w naszym klimacie. W Bydgoszczy na przykład rośnie kilka sztuk miłorzębu dwuklapowego.


Jedno z tych drzew zadomowiło się na najruchliwszym rondzie w mieście. Zarówno kształt jego konarów, jak i kształt jego liści jest niezwykły i egzotyczny, bo zazwyczaj rośnie ono w lasach południowych Chin. Nie jestem jednak pewien czy wiele osób zwróciło na ten okaz uwagę, chociaż codziennie przechodzą tamtędy i przejeżdżają tysiące ludzi.



Inne egzotyczne okazy to cyprysiki błotne, rosną w Bydgoszczy tylko dwie sztuki. Taki cyprysik to daleki kuzyn sekwoi, ma podobny kształt ale jest w naszym klimacie znacznie mniejszy niż w Ameryce, poza tym dzięki lekkim, pustym w środku korzeniom, przystosowany jest do bagnistego podłoża.






Oprócz takich egzotycznych okazów w każdym mieście w Polsce znajduje się wiele drzew pospolitych w naszym kraju, które znalazły się na liście pomników ze względu na swój sędziwy wiek. Należą do dęby szypułkowe, niektóre potężne i majestatyczne.




Wielkie stare platany, Ich białe plamiste konary i dziwne owoce często zadziwiają przechodniów.




W Bydgoszczy rośnie też największy okaz katalpy jaki kiedykolwiek widziałem i każdej jesieni zwisają z niej długie strąki owoców.



Bożodrzew gruczołowaty pochodzi aż z Chin, a każde z dwu ogromnych egzemplarzy rosnących przed Urzędem Wojewódzkim jest innej płci i inaczej kwitnie.



Duże wrażenie robi też potężny klon srebrzysty, na jego konary trzeba koniecznie popatrzeć z bliska.



Są też inne gatunki  roślin, które nie osiągają zadziwiających rozmiarów ale niektóre egzemplarze dożywają imponującego wieku, jak na przykład zwykły głóg.



Albo winobluszcz porastający całe ściany.



No i oczywiście magnolie, akurat te są już bardzo stare,
Jednak zawsze w maju wielu Bydgoszczan przychodzi oglądać ich kwiaty.




Jak zdążyłem się przekonać niektóre pozycje na bydgoskiej liście pomników przyrody są już nieaktualne. Kiedyś nadawano status pomników pojedynczym drzewom lub całym ich grupom, a po pewnym czasie rodziły się wątpliwości, które dokładnie drzewa należą do grupy. Fakt, że niektóre lokalizacje zaznaczono dokładnie, a inne tylko z grubsza, podając samą nazwę ulicy może świadczyć, że nikt właściwie nie panuje nad całością. Nie ma żadnego systemu, który narzucałby właścicielom gruntów, dbałość o znajdujące się na nich pomniki. Poza wszystkim wiele z tych drzew – pomników, to staruszki i chociaż żyją dłużej niż ludzie, w końcu się przecież wykruszą. Warto więc wyeksponować je zrobić foldery, dokumentację fotograficzną i odpowiednio je rozreklamować, żeby jak najwięcej mieszkańców zdążyło je podziwiać. 


czwartek, 6 października 2016

Bydgoszczanin z wyboru

Okres międzywojenny w Bydgoszczy przebiegał zupełnie inaczej niż w pozostałych polskich miastach. W naszym mieście było wtedy największe skupisko mniejszości niemieckiej w całym naszym kraju. Pomimo że było ich tylko około 10 tysięcy mieli w swoich rękach co najmniej 50% bydgoskiego kapitału, to znaczy fabryk, sklepów i kamienic. Doskonale prosperowali dzięki niemieckim bankom i preferencyjnym kredytom spłacanym częściowo przez rząd w Berlinie w ramach wspierania niemieckości, podczas gdy polscy przedsiębiorcy musieli borykać się z chciwością banków. Niemcy integrowali się i zrzeszali we własnym gronie, między innymi w loży masońskiej, do której nie dopuszczali obcych. Nie zamierzali też uczyć się polskiego, mieli niemieckie szkoły, kliniki, gazetę, kluby sportowe, stowarzyszenia, szyldy … 

 



Tamte czasy widział jako dziecko starał się pokazać w powieści „Most Królowej Jadwigi” Jerzy Sulima – Kamiński, trzeba jednak pamiętać że był on wtedy bardzo młody, więc jego postrzeganie rzeczywistości było ograniczone. Zresztą każdy kto go znał i z nim rozmawiał w latach 90-siątych XX wieku mógł stwierdzić, że wiele ze swoich wspomnień widział poprzez pryzmat późniejszych wydarzeń.

Zbigniew Raszewski, który również opisał okres międzywojenny w Bydgoszczy w „Pamiętniku gapia”, również był w tamtym czasie bardzo młody i trudno byłoby powiedzieć, że był uczestnikiem życia społecznego – miał 14 lat w chwili wybuchu II wojny.  Na podstawie ich relacji nie można więc twierdzić, że poznaliśmy Bydgoszcz w tym ciekawym okresie.

Dlatego właśnie bardzo cenne wydają mi się relacje Władysława Czarnowskiego autora zbioru felietonów z okresu międzywojennego „Ze wspomnień starego Bydgoszczanina”, bo uczestniczył on w życiu społecznym i towarzyskim naszego miasta, osiadł w Bydgoszczy w 1918 roku. Miał wtedy 28 lat, był więc osobą dorosłą i w pełni świadomą swych obserwacji. Jest więc na pewno bardziej wiarygodny niż wyżej wymienieni.
W 1918 roku, więc jeszcze podczas zaboru otworzył w mieście gabinet lekarski i rozpoczął praktykę. Polski lekarz w niemieckim mieście, sam w sobie jest ciekawą postacią, chociaż jakby trochę zapomnianą. Książka wydana jest wprawdzie w niewielkim nakładzie ale dostępna prawie we wszystkich filiach bydgoskiej bibliotek.
Pomimo, że urodził się w Opolu, uczył się w Poznaniu i studiował w Bonn, osiadł w naszym mieście nad Brdą i mówił o  sobie, że jest Bydgoszczaninem. To co opisuje jest  unikatowe, prowadził praktykę lekarską w naszym mieście przez całe 20-lecie międzywojenne, uciekł z Bydgoszczy w styczniu 1940 roku przed hitlerowcami, którzy mordowali wszystkich wykształconych Polaków. Wrócił po wyzwoleniu do swojego mieszkania przy ulicy Długiej i dalej leczył Bydgoszczan, aż do swojej śmierci w 1966 roku.