Brda jest
jedyną rzeką na terenie dzisiejszej Polski, na której Niemcy korzystali z
holowników łańcuchowych. Stało się tak z powodu konieczności transportu tratew
pod prąd rzeki od Brdyujścia do śluzy Miejskiej. Początkowo funkcjonowały dwa
takie statki, jeden poruszał za pomocą łańcucha ułożonego na dnie Brdy od portu
wewnętrznego, czyli obecnego Toru Regatowego do śluzy Kapuściska – do dzisiaj zachowała się po tej
śluzie jedna ściana i domek śluzowego nie wiadomo czy była tak samo szeroka jak
ta w Brdyujściu. Za śluzą czekał na tratwy drugi holownik łańcuchowy, który
podciągał się powoli na łańcuchu, żeby umożliwić doczepianie kolejnych
prześluzowanych tratew. Gdy prześluzowano wszystkie, zazwyczaj było ich kilkadziesiąt
ciągnął je po łańcuchu do śluzy Miejskiej. Później zastosowano w Czersku Polskim innowacyjny w tamtym czasie jaz walcowy, który podniósł poziom wody ta wysoko, że stopień wodny Kapuściska przestał już być potrzebny. Rozebranie śluzy i całego stopnia
wodnego Kapuściska znacznie uprościło i przyspieszyło transport tratew, nie
trzeba było ich nigdzie przepinać.

Holowniki
łańcuchowe zaczęły być stosowane w ostatnich dekadach XIX wieku na niektórych szybko
płynących rzekach Cesarstwa Niemieckiego, które właśnie zostało utworzone poprzez przyłączenie do Prus lub
wchłonięcie przez Prusy Związku Państw Niemieckich. Okazało się, że wyposażone
w mało wydajne silniki parowe (do 50 KM) statki o napędzie boczno lub tylno
kołowym, które doskonale radziły sobie na stojącej wodzie kanałów i jezior
płynąc pod prąd rzeki były w stanie holować zaledwie jedną załadowaną barkę. Było
to bardzo nieekonomiczne, dlatego ówcześni konstruktorzy wykombinowali, żeby
napędzać statki czymś w rodzaju windy kotwicznej. W ten sposób holownik
wyposażony w mało wydajny silnik napędzający bęben, na który nawijał się
łańcuch podnoszony z dna rzeki był w stanie ciągnąć pod prąd rzeki pięć, a nawet
więcej barek.
Taki łańcuch o
długości kilkuset kilometrów leżał na dnie rzeki Łaby, która wraz z
portem w Hamburgu miała dla Cesarstwa duże znaczenie gospodarcze. W Bydgoszczy,
a raczej Brombergu tego typu holowniki zastosowano wyłącznie ze względu na
transport drewna. Z dzisiejszej perspektywy spławianie tratew może się komuś
wydawać transportem drugorzędnym i mało ważnym, a prawdziwie cenne towary zdają
się byś ukryte w ładowniach barek ale to mylne przekonanie. W czasach gdy nie
istniał jeszcze plastik, a zbrojony beton jeszcze się nie upowszechnił i był drogą
nowinką to drewno było dla gospodarki tym czym jest woda dla życia. Rosły miasta, a
coraz wyższe budynki, które budowano używając drewnianych rusztowań miały
drewniane stropy, podłogi, schody, dachy i stolarkę okienną oraz drzwiową.
Drewniane były szopy, magazyny, płoty, łodzie, statki ….. Drewna używano i
dalej się używa do produkcji mebli, papieru, narzędzi, instrumentów muzycznych.
Poza tym wykorzystywano je jaklo elementy broni, pojazdów, wagonów kolejowych,
wiele lasów wycięto robiąc z nich podkłady kolejowe. Z drewna robiono również
opakowania – beczki, skrzynie, pudełka itd.
W Brombergu pod
koniec XIX wieku funkcjonowało 12 tartaków usytuowanych nad rzeką - każdy z
nich miał własny port drzewny - oraz 80 zakładów stolarskich, które zatrudniały
tysiące robotników i przerabiały tysiące metrów sześciennych drewna rocznie. Zapotrzebowanie
miasta na drewno było jednak duże, budowano przecież całe Śródmieście na lewym
brzegu Brdy. Do dzisiaj to drewno tam, tkwi w kamienicach Śródmieścia, Bielaw,
Bocianowa, Okola, Szwederowa w ich dachach, schodach i stropach, czasami w zachowanych
oryginalnych bramach. Jednak nie tylko w Brombergu było takie duże zapotrzebowanie
na drewno, inne miasta również w tym czasie rosły, a drewno przez Kanał Bydgoski
docierało do Sztetina i Berlina.
Drewniane tratwy
były spławiane dopływami Wisły i samą Wisłą niesione nurtem bez konieczności
korzystania z dodatkowego napędu aż do ujścia Brdy, gdzie pojedyncze tratwy
były „łapane” przez holownik o napędzie
bocznokołowym i wpychane do portu ‘zewnętrznego” zbudowanego poniżej śluzy w
Brdyujściu.
Śluza ta została specjalnie rozbudowana i jest
dwa razy szersza od innych właśnie ze względu na tratwy, których podczas
jednego śluzowania miało do niej się zmieścić maksymalnie dużo.
Za
Bydgoszczą tratwy mogły płynąć po
stojącej wodzie Kanału przy użyciu niewielkiej siły pociągowej, a za Kanałem
Bydgoskim na Noteci znowu niósł je nurt rzeki. Jedyny odcinek w drodze na
zachód przez który musiały być przeciągane pod prąd walcząc z nurtem rzeki była
Brda od Brdyujścia do Kanału Bydgoskiego.
Dzięki holownikom, łańcuchowym, które
były w stanie ciągnąć pod prąd rzeki jednocześnie nawet kilkadziesiąt tratew jednocześnie nie
tylko zaopatrywane były miejscowe tartaki ale również zapewniony był tranzyt drewna
na zachód. To dzięki tym holownikom przez Kanał Bydgoski przetransportowano
kilka milionów ton drewna.