sobota, 22 listopada 2014
czwartek, 20 listopada 2014
Eksperymentalna śluza w Bydgoszczy
Po
doprowadzeniu Kanału Bydgoskiego do Brdy okazało się, że jest ona zbyt płytka
dla załadowanych szkut i trzeba ją spiętrzyć. Nie stwarzało to dużego problemu,
bo sprzyjało temu naturalne ukształtowanie koryta rzeki, która zresztą już była
częściowo spiętrzona dla potrzeby młynów. Trzeba było tylko istniejące
spiętrzenie zwiększyć i zbudować śluzę. Właśnie z tą śluzą budowniczowie kanału
borykali się przez 100 lat. Okazało się, że budowanie śluzy na stojącej wodzie
kanału to zupełnie inna rzecz niż budowanie śluzy w bystrym nurcie Brdy. Tym
bardziej, że nie było jeszcze wtedy zapory w Pieczyskach, tworzącej teraz
Zalew Koronowski. W XIX wieku Brda była
dziką rzeką i poziom jej wody był jesienią i wiosną o 4 metry wyższy niż latem.
Nic więc dziwnego, że wszystkie kolejno budowane śluzy rozpadały się, aż do
1884 roku.
W
tym właśnie roku została oddana do użytku śluza w kształcie trapezu. Była ona
niepodobna do żadnej z budowanych wówczas na świecie śluz, zbudowano ją tylko w
Bydgoszczy i właściwie eksperymentalnie. Osobliwy był nie tylko trapezowy
kształt tej śluzy, ale również jej konstrukcja i sposób funkcjonowania. Otóż
północna ściana śluzy – najbardziej wystawiona na napór nurtu rzeki stanowiła
najkrótszy bok trapezu i była litą ścianą. Górne wrota śluzy były natomiast od
nurtu całkowicie zasłonięte. Widać to na poniższym schemacie.
Można
powiedzieć, że ta śluza zdała egzamin. Funkcjonowała w Bydgoszczy przez 30 lat
i nie zniszczyła jej rzeka. Przebudowali ją dopiero ludzie, modernizując drogę
wodną Odra – Wisła. Pomimo tego, że śluza trapezowa funkcjonowała dość długi
okres niewiele jej zdjęć się zachowało, może dlatego, że fotografia była
jeszcze wtedy we wczesnej fazie rozwoju.
Zastosowanie i usytuowanie śluzy trapezowej miało jednak także wady. Każda jednostka wypływająca ze śluzy,
żeby wpłynąć na kanał musiała przepłynąć w poprzek silnego nurtu rzeki,ponieważ wylot kanału znajdował się naprzeciw śluzy po drugiej stronie rzeki. Wiązało
się to z poważnym utrudnieniem żeglugi, zwłaszcza, że w tamtych czasach musiały
tamtędy przepływać nie tylko statki z własnym napędem ale również barki holowane
za pomocą siły pociągowej z brzegu oraz tratwy, których zdolność manewrowania w
nurcie rzeki była mocno ograniczona. W ciągu trzydziestu kilku lat
funkcjonowania śluzy trapezowej często dochodziło więc, do niebezpiecznych
wypadków.
Niesłychanie
uciążliwa była również konieczność obracania barek, wpływając do śluzy
trapezowej przodem barka musiała wypłynąć z niej tyłem, dlatego każdą
wypływającą ze śluzy barkę trzeba było obrócić. Najbliższym śluzy miejscem na
Brdzie dość szerokim, żeby obrócić barkę było w tamtych czasach rozszerzenie
rzeki poniżej mostu Bernardyńskiego do dziś nazywane Obracanką.
Zarządcy
Kanału podjęli decyzję o przebudowie śluzy i modernizacji Kanału w 1906 roku
skłonieni do tego zarówno skargami armatorów jednostek pływających na niebezpieczną
śluzę, jak i żądaniami polepszenia parametrów żeglugowych Kanału. Śluzy Kanału
Bydgoskiego miały w tamtym czasie szerokość 5 metrów i wyglądały tak jak te na
starym odcinku kanału, które możemy do dziś oglądać. Barki typu wrocławskiego,
pływające wówczas po Odrze które miały przypływać do Bydgoszczy były dwa razy
szersze od tych śluz. Trzeba więc było podwoić szerokość wszystkich śluz na
Kanale i Noteci.
Zlikwidowanie utrudnień, wynikających z niewygodnego i
niebezpiecznego połączenia Brdy z Kanałem, osiągnięto przez przekopanie
nowego 1,6 kilometrowego odcinka kanału. Niemcy połączyli go z rzeką powyżej
mostów kolejowych, kończąc całą modernizację w 1915 roku i tak już zostało do
dzisiaj. Dzięki temu mogli zlikwidować śluzę trapezową i zbudować normalną w
obecnym miejscu przesuwając ją w górę rzeki poprzez przedłużenie grobli.
Dzięki
przesunięciu miejsca połączenia Kanału z rzeką udało się osiągnąć jeszcze jedną
korzyść, a mianowicie zmniejszenie ilości śluz. Zarządcy poprowadzili Kanał po
zboczu doliny Brdy o bardziej niż dotychczas stromym profilu. Dzięki temu zamiast 5 śluz o małym spadku, mogli zastosować dwie
potężne śluzy w Okolu i Czyżkówku, które przenoszą statki prawie po 8 metrów w
górę lub w dół.
Doskonale
widoczne są na powyższym zdjęciu śluzy Czyżkówko zbiorniki oszczędnościowe. Po
lewej stronie zdjęcia widać miejsce, w którym odgałęzia się stary kanał. Stary
odcinek kanału został wyeliminowany z normalnej żeglugi, chociaż pozostał w
pełni sprawny. Pomimo, że wpłynięcie na niego z Brdy było mocno utrudnione, był
awaryjnie wykorzystywany, ostatni raz po II wojnie, gdy jedna z wielkich śluz
była uszkodzona.
sobota, 15 listopada 2014
Niezwykła śluza
Dużo się zmieniło na gorsze na polskich drogach śródlądowych od czasu kiedy pierwszy raz przepływałem na barce granicę między Polską i NRD, a minęło od tego czasu 27 lat. Trochę to dziwne, bo niby jesteśmy w tej samej Unii co Niemcy, a żegluga śródlądowa kończy się na naszej granicy i to nawet bardziej się kończy niż kiedyś, gdy bydgoskie barki woziły ładunek za granicę z Ujścia, Krzyża, Kostrzyna. Teraz towary masowe można wozić barkami do Czech, Węgier, .... do Polski tylko TIR-ami. Trochę się poprawiła przez te lata śródlądowa infrastruktura turystyczna, ale turyści wodni z Niemiec nadal uważają polskie drogi wodne za dzikie i niebezpieczne. Chyba nie można się im za bardzo dziwić, bo pływanie jachtami to ich ulubiony sposób spędzania weekendów. Infrastruktura dla turystów wodnych jest bardzo rozbudowana. Nawet osiedla mieszkaniowe budują w ten sposób, żeby mieszkańcy mieli do przystani nie dalej niż do parkingu.
Gdy płynąłem do Niemiec po raz pierwszy istniała jeszcze NRD, a więc bratnia republika socjalistyczna, a stan niemieckich dróg śródlądowych był tak skrajnie różny od naszych, że wywoływał szok Istniała jednak jeszcze wtedy polska żegluga śródlądowa. Pływało kilkaset polskich barek i innych statków. Na Odrze panował duży ruch, w Szczecinie po obydwu stronach Mostu Długiego zawsze stało kilkadziesiąt barek i wiele z nich pływało do Niemiec.
Jedyny most na naszej trasie mijaliśmy, przepływając niedaleko miasteczka Szwedt, położonego po naszej prawej, czyli zachodniej stronie. Jest to most drogowy, przez który przechodzi trasa z Krajnika Dolnego. Przed dopłynięciem do niego musiałem pójść na przód barki i położyć maszt z naszą flagą, który był postawiony od Szczecina. Po przepłynięciu około 30 km od mostu dotarliśmy do śluzy w miejscowości Hohensaaten w skrócie mówiliśmy o niej Zady. Znajdują się w tej miejscowości dwie śluzy – ta, do której właśnie przypłynęliśmy, wysunięta na północ, oraz druga wschodnia, łącząca Starą Odrę z Odrą graniczną. W Zadach była również odprawa celna, dla statków przypływających z Odry granicznej, my ją jednak ominęliśmy, bo byliśmy już odprawieni.
Obydwie śluzy w Zadach mają niezwykły wygląd, który mnie zaskoczył, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego. Niezwykłość polegała na tym, że nie mają one wrót takich jak śluzy, które widziałem w Polsce. Zastępują je całkiem płaskie stalowe zasuwy, potężne i wzmocnione kształtownikami. Są one podnoszone do góry, ale nie pionowo tylko wykonując ruch po 1/4 części okręgu. Po uniesieniu zawieszone są nad wjazdem do śluzy, w pozycji poziomej. Urządzenia służące do ich podnoszenia i opuszczania umieszczone są w betonowo - szklanych wieżach. Zbliżając się do śluzy widziałem wznoszące się nad nią po obu bokach wjazdu, dwie potężne, chyba 10 metrowe wieże i wiszącą pomiędzy nimi olbrzymią taflę bramy. Gdy barka pod nią przepływała, kapała z niej jeszcze woda. Długość śluzy, jest jeszcze większa, niż długość śluzy we Włocławku, mogłyby do niej wejść trzy takie barki jak nasza. Podczas tego pierwszego mojego rejsu za granicę, wiele rzeczy miało mnie jeszcze zadziwić i zaskoczyć.
Przy tej pierwszej DDR-owskiej śluzie zauważyłem infrastrukturę śródlądową, z którą nie zetknąłem się wcześniej w naszym kraju. W Polsce umocnione i oświetlone brzegi i bulwary widziałem tylko w portach i w niektórych dużych miastach. Tutaj znajdowaliśmy się właściwie na odludziu, nie było w pobliżu żadnego miasta ani nawet wsi, a pomimo to brzegi kanałów dopływowych do śluzy i jazu są umocnione metalowymi grodzicami, czyli larsenami. Stalowe szyny wbite jedna obok drugiej tak, że tworzą ścianę, zabezpieczają brzeg przed rozmywaniem. Umożliwiają przycumowanie nawet głęboko zanurzonej jednostki do samego brzegu i wychodzenia z niej na ląd, bez konieczności korzystania z trapu. Na poziomie ziemi ściana larsenów zakończona jest metalową, zamocowaną poziomo listwą, a co kilka metrów rozmieszczone są, metalowe pachołki cumownicze, na które można zakładać liny.
Dopiero przy tej śluzie po raz pierwszy w pełni zdałem sobie sprawę jak powinien wyglądać awanport, w jaki powinien być wyposażony każdy dojazd do śluzy. W Polsce na Kanale Bydgoskim i Noteci, takie dojazdy wyposażone były przeważnie w kilka dalb lub słupów. Można było przycumować podczas oczekiwania na śluzowanie, jednakże przeważnie bez możliwości wyjścia na brzeg. Jeżeli śluza była akurat nieczynna trzeba było urządzić postój w innym miejscu, a żeby wyjść na brzeg trzeba było przerzucać trap. Tutaj, nie tylko przy śluzach ale wszędzie w zasięgu wzroku nabrzeża były umocnione i dobrze oświetlone. Tworzyły przystanie, a w niektórych miejscach stały przy nich barki lub inne statki. Później przekonałem się, że każda następna śluza na naszej trasie wyposażona była w podobne, czasami nawet w jeszcze dogodniejsze miejsca postojowe dla barek i statków Wspominając moje niedawne pływanie po Wiśle i Nogacie, przywiązywanie statku do drzew. Przymierzanie, czy aby trap sięgnie do brzegu, do którego nie można było podpłynąć z powodu małej głębokości i kamieni, poczułem się tak jakbym przypływał z zacofanego kraju trzeciego świata.
Fragment mojej książki:
https://wydawnictwoix.pl/produkt/barkami_po_polsce_i_europie/
Śluzy w Hohensaaten są ewenementem, nie widziałem żadnych
podobnych ani w Niemczech, ani w Holandii, ani w Belgii. Owszem wiele z nich
zamykana jest stalowymi zasuwami,
jednak wznoszą się one nad wodą pionowo.
czwartek, 13 listopada 2014
Bydgoszcz - miasto spichrzy
Pewien bydgoski bernardyn – anonimowy
mnich z zacięciem kronikarskim, żyjący na przełomie XVI i XVII wieku napisał,
że każdego lata ze wszystkich stron zwożono do miasta zboże, żeby później
„sposobną porą” spławić je Wisłą do Gdańska.Zboża z pobliskich Kujaw, Krajny, Pałuk,
części Wielkopolski i części Pomorza zwozili do Bydgoszczy właściciele ziemscy
oraz chłopi, którzy mieli nadwyżki e jego produkcji. Widocznie tylko w
Bydgoszczy mogli te zboża sprzedać. W dawnych czasach drogi lądowe były liche,
a pojazdy, za pomocą których odbywał się transport prymitywne. Z pewnością
funkcjonowała jakaś sieć lokalnych dróg, która schodziła się w każdym mieście.
Żeby jednak takimi drogami transportować tony zboża na znaczne odległości – na
przykład z Bydgoszczy do Gdańska nikomu
nie przychodziło nawet do głowy. Jedynym dostępnym w tamtych czasach środkiem
transportu dla dużych ilości towaru były statki rzeczne. Przewoziły one zboże
rzeką Brdą do odległej kilkanaście kilometrów Wisły, a Wisłą do Gdańska.
Stamtąd zapewne do Niemiec, Holandii lub gdzieś indziej.
Zwózka odbywała się pod koniec lata i wczesną jesienią, pewna część zboża przewożonego do Bydgoszczy przybywała w innym celu niż eksport do Gdańska, bo w mieście funkcjonowało przynajmniej kilka dość wydajnych młynów wodnych, w których mielono je na mąkę i kaszę dla miejscowych potrzeb. Większość zboża jednakże przeznaczona była na handel. O tej porze roku, czyli koniec lata – początek jesieni, statki rzeczne nie mogły po Brdzie pływać, ponieważ w rzece nie było wody. Zapewne w wielu miejscach można było przez nią przejść, nie mocząc kolan. Okazuje się, że zapisane przez mnicha słowa „sposobną porą” są kluczem i oznaczają późną jesień. Niezbędne więc było przechowanie zboża do późnej jesieni, aż woda w Brdzie zrobiła się na tyle głęboka, że pełne zboża szkuty mogły nią bezpiecznie spłynąć do Wisły.To właśnie były powody powstania w Bydgoszczy licznych spichrzy zbożowych.Powstawało ich bardzo dużo, całe rzędy spichrzy usytuowane były po obydwu stronach rzeki. Kilka z nich przetrwało do dzisiaj, bo budowano je jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku.
Dopiero w drugiej połowie XIX wieku gospodarujący miastem i rzeką Prusacy rozwiązali ten problem i definitywnie zaprzestano spichrze budować. Nie wozili wprawdzie zboża do Gdańska tylko inne ładunki i musiało im mocno dokuczać to, że mimo zbudowania Kanału Bydgoskiego nie są w stanie zapewnić latem komunikacji między Bydgoszczą, a Wisłą. Dlatego zbudowali przy ujściu Brdy do Wisły stopień wodny. Spiętrzyli wodę w Brdzie i podwyższyli jej poziom nie pozwalając na jej nadmierne spłycenie w porze letniej. Ten stopień wodny funkcjonuje do dzisiaj.
Podniesiony o 4 metry poziom wody sprawił, że Brda zalała niżej położone tereny nadrzeczne, tworząc szerokie zalewy, porty i tor regatowy.
Od tamtego czasu nie trzeba było już nic w Bydgoszczy magazynować w oczekiwaniu na wodę. Pełne barki mogły pływać po Brdzie o każdej porze roku i wypływać na Wisłę przez śluzę w Brdyujściu.
W miejscu gdzie kiedyś stały stare spichrze funkcjonuje BRE Bank, musiał jednak dostosować zewnętrzny wygląd swojej siedziby do stylu starych zabudowań, nawiązując wyglądem zewnętrznym do spichrzy
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























.jpg)


















