sobota, 9 stycznia 2010

Trochę historii nikomu nie zaszkodzi

Bardzo interesujących rzeczy można się dowiedzieć ze starych inwentarzy naszego miasta, które sporządzano podczas zmian dzierżawców starostwa.



Wyczytać w nich można na przykład, że wylewy Brdy były w tamtych czasach dość powszechne, ponieważ zapisano, że: „Podczas nawałności wody i zepsucia grobel, powinni wszyscy (Bydgoszczanie) pomagać i na gwałt wyjść do zasypywania onych”
Dokładnie opisane są dwa bydgoskie młyny na wyspie, jeden mielił pszenicę i żyto na mąkę, drugi produkował kaszę, słód i zasilał folusz. Oprócz młynów był jeszcze tartak, węgornia i łosośnia z zastrzeżeniem, że wszystkie łososie i węgorze odławiano na potrzeby zamku.
Znajduje się również w inwentarzu bardzo pobieżny opis czegoś co autor inwentarza nazwał śluzą. Z opisu wynika, że śluzą nazywano miejsce, w którym można było częściowo rozebrać górną część zapory na rzece i przepuszczać tamtędy płynące z góry rzeki drewno.
Kolejny dowód na częste wylewy rzeki można napotkać przy opisie wsi Łęgnowo. Napisane tam jest, że gospodarze tej wsi mają prawo „... do połowu ryb w rowach swoich ... a jeśliby dla wielkości wody na gruncie swoim bydła chować nie mogli, tedy póki woda nie spadnie, na pański bór bydło wyganiać mogą.”
Można znaleźć wzmiankę o prawie każdej dzielnicy Bydgoszczy, mnie zainteresowała notatka o wsi Bielice, bo od niej zapewne wzięła nazwę ulica Bielicka. Inwentarz umiejscawia Bielice pomiędzy wsią Glinki, folwarkiem Szwidrowo i folwarkiem Biedaszewicz.
Przy opisie każdej wsi widnieją w inwentarzu wymiary podatku płaconego przez mieszkańców. Wszyscy płacili czynsz, pogłówne, gajowe i hibernę, a niektórzy jeszcze dziesięcinę.

niedziela, 13 grudnia 2009

Bydgoska księga radziecka z XVII wieku

Jedyna zachowana do naszych czasów księga radziecka – Księga Rady Miejskiej w Bydgoszczy z okresu przedrozbiorowego. Rękopis przechowywany jest w Archiwum Państwowym.



Tekst został opublikowany tylko jeden raz, w nakładzie 400 + 80 sztuk. Niestety autorzy nie zadali sobie trudu tłumaczenia i w ¾ jest napisany po łacinie, a cała reszta specyficzną, starą polszczyzną. Mimo tego mankamentu jest bardzo interesującą lekturą, bo w języku polskim napisane są wszystkie uchwały rajców bydgoskich, a po łacinie pisma procesowe. Można się z tej księgi dowiedzieć za co ówcześni bydgoszczanie płacili podatki i jakie mieli problemy. Trudno jednak tę książkę znaleźć w bydgoskich bibliotekach, prawdę mówiąc natrafiłem tylko na jeden egzemplarz w Bibliotece Pedagogicznej. Dziwnym też się wydaje, że nie miał pojęcia o istnieniu tej publikacji ani jeden bydgoski nauczyciel, z którym rozmawiałem.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Stary Kanał odżyje?

Rewitalizacja Starego Kanału Bydgoskiego ma być tym razem wspierana i dofinansowana przez program europejski i ma się zacząć, jak zapewnia „Express Bydgoski”, już wkrótce.

Pomysł bardzo atrakcyjny, aczkolwiek nieco spóźniony. Przy obecnym rozwiązaniu komunikacyjnym Ronda Grunwaldzkiego i ul. Focha nie ma możliwości połączenia Kanału z Brdą, a bez tego Kanał nie ożyje. Gdyby Ratusz zaplanował i przewidział ewentualność odbudowy Kanału zanim wydał zgodę na lokalizację „Multikina” i stacji benzynowej na ul. Świętej Trójcy, można by było jeszcze coś pokombinować. Teraz pomiędzy tymi dwiema budowlami jest za mało miejsca na Kanał, ulicę i szyny tramwajowe.

Urząd Miejski planuje zalanie rowu pomiędzy ul. Wrocławską i Rondem Grunwaldzkim, żeby, jak donosi „Express”, uatrakcyjnić ofertę turystyczną Bydgoszczy. Oby się to tylko źle nie skończyło, bo wszystko może się zdarzyć, gdy za „uatrakcyjnianie Kanału” wezmą się ludzie niekompetentni. Zalanie tego „rowu”, który jest pozostałością po starym kanale oznacza wyrównanie poziomu wody powyżej śluzy przy ul. Wrocławskiej z poziomem wody poniżej tej śluzy. W ten sposób śluza zostanie na stałe zalana, nic złego się jednak nie wydarzy. Pewien niepokój może jednak wzbudzić fakt konieczności odbioru wody przez rurociąg pod Rondem Grunwaldzkim.

W tej chwili struga wyciekająca z Kanału płynie po jego dnie i nie wyrządza mu żadnej krzywdy. Sytuacja może się jednak zmienić gdy woda popłynie całym przekrojem rury, budowano go przecież 40 lat temu i nie wiadomo z jaką solidnością.

Tak czy owak z Kanałem, a raczej jego pozostałością coś trzeba będzie zrobić, poza strzyżeniem trawy i malowaniem starych śluz, niedługo drewniane wrota przegniją i przestaną trzymać wodę.


Decyzja o przyszłości Kanału nie jest łatwa i nie zazdroszczę tym, którzy będą musieli ją podjąć.

sobota, 7 listopada 2009

Przystań

W marinie na Czyżkówku, podobno w ciągu 6 miesięcy 2009 roku przybiły aż 63 jachty. Powstanie w Bydgoszczy mariny o europejskim standardzie to niewątpliwy i bezsprzeczny sukces. Doceniam ogromny wysiłek organizacyjny i finansowy włożony w jej tworzenie, widziałem wygodne pomosty i skrzynki z prądem. Żałuję tylko, że cały ten wysiłek i wkład dobrej woli został po części zmarnotrawiony, bo pewna grupa osób przeforsowała taką, a nie inną lokalizację przystani i wkurza mnie to.

Czytałem w internecie kilka opinii na temat tej przystani. Pisały o niej załogi zatrzymujących się tam jachtów. Wszyscy oni zastanawiali się kto wpadł na taki niemądry pomysł dotyczący jej lokalizacji. Daleko od centrum, jeździ tam tylko autobus 56 do którego trzeba dojść. Jeżeli do Bydgoszczy przypływa jacht z Wisły, to przecież zatrzyma się w mieście, żeby załoga mogła je obejrzeć, nie będzie śluzował trzech śluz tylko po to, żeby obejrzeć nową przystań.

Jeżeli jacht przypłynie z Noteci, jego załoga też bardziej będzie wolała płynąć do Bydgoszczy jachtem, niż szukać autobusu, tym bardziej że smród wody w kanale jest trudny do wytrzymania. Szkoda, że słabo znam niemiecki bo chętnie poczytałbym w Internecie jaką opinię na temat lokalizacji przystani mają niemieccy turyści i czy naprawdę polecają Bydgoszcz.

O ile większy pożytek przyniosłaby taka marina na Brdzie, ile razy więcej jachtów by do niej przybijało, dokładnie wiedzą członkowie bydgoskich klubów żeglarskich i motorowodnych ale czy ktoś ich o to pytał? Jest ich w naszym mieście kilka. Przede wszystkim jednak Bydgoszcz to miasto wioślarzy i kajakarzy, działa tu kilka dużych klubów wioślarskich i głównie dla wioślarzy powinna być tworzona infrastruktura turystyczna. Każdego roku setki ludzi ogląda miasto z kajaków i są to nie tylko Bydgoszczanie, nie tylko Polacy. Tymczasem oprócz kilku przystani klubowych nie ma w Bydgoszczy ani kawałka przyjaznego dla kajakarzy brzegu.

sobota, 31 października 2009

Mogiła

Odszukałem wreszcie dzisiaj miejsce wiecznego spoczynku Sebastiana Malinowskiego na cmentarzu Starofarnym i zapaliłem mu znicz. Był dobrym przyjacielem, nie tylko moim ale wielu ludzi, należał chyba do wszystkich organizacji społecznych w naszym mieście. Wszędzie go było pełno, mimo młodego wieku pasjonował się historią, szczególnie Bydgoszczy, ale nie tylko. Jednym z jego wielu zainteresowań była historia cmentarza Starofarnego, którą badał z charakterystyczną u niego pasją.

Byłem na pogrzebie Sebastiana na Wiślanej i tam szukałem początkowo jego mogiły, dowiedziałem się jednak, że została przeniesiona na Grunwaldzką. Dość długo nie mogłem jej odnaleźć, dopiero dzisiaj wskazała mi ją starsza pani krzątająca się przy pobliskim nagrobku Jerzego Sulimy Kamińskiego.

środa, 23 września 2009

Zapomniana śluza

Ustaliłem ostatecznie miejsce usytuowania dawnej śluzy. Znajdowała się ona za wyspą na Brdzie przy giełdzie samochodowej. Pozostałością po niej jest domek śluzowego i jedna ściana, dzięki której znamy jej dokładne położenie. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że płytka obecnie odnoga Brdy po tej stronie wyspy gdzie jest giełda, była w przeszłości kanałem dojazdowym do śluzy. Po drugiej stronie wyspy płynęła woda do jazu.

Mieszkaniec dawnego domu śluzowego, twierdzi że po przeciwnej stronie rzeki niż pozostałość śluzy można jeszcze znaleźć elementy jazu. Cały ten stopień wodny funkcjonował około 20 lat. Zbudowany został razem ze stopniem wodnym w Brdyujściu w 1879 roku, jako stopień pomocniczy. Stopień wodny przy ujściu Brdy był wtedy o wiele niższy niż obecnie, a odcinek rzeki między śluzą Miejską i ujściem Brdy jest na tyle długi, że wymagał w środku dodatkowego spiętrzenia, żeby zapewnić odpowiednią głębokość.

Stopień ten został rozebrany gdy unowocześniono jaz w ujściu Brdy i znacznie zwiększono wysokość spiętrzenia, dzięki zastosowaniu bardzo nowoczesnego na przełomie XVIII i XIX wieku, jazu walcowego. Stopień wodny przy giełdzie stał się niepotrzebną zawadą. Obecnie pozostawiona ściana śluzy służy jako przystań.

poniedziałek, 21 września 2009

Ostatnia taka barka

„Taka” czyli holowana, bez własnego napędu. Stoi w Brdyujściu na Torze Regatowym jako pływająca przystań Klubu Motorowodnego „MORS”


 


 Funkcję przystani pełni dopiero (!!!) 29 lat i tylko dzięki temu przetrwała do dzisiejszych czasów. Dzięki staraniom „morsów” ciągle utrzymuje się na wodzie i ciągle jest w dobrym stanie technicznym. W przeciwieństwie do wszystkich innych barek tego typu posiadanych w przeszłości przez Żeglugę Bydgoską, które zostały pocięte i sprzedane jako złom.

Barka, która obchodzi w tym roku swoje 80-siąte urodziny ma oczywiście długą i bogatą w wydarzenia historię. Zbudowana w 1929 roku w Gdańsku, zwodowana została jako „ELLA” – własność szypra z Bydgoszczy. Eksploatowana była przy wożeniu towarów po Wiśle do wybuchu wojny i podczas okupacji. Była wtedy bardzo nowoczesną jednostką, można było na nią załadować jednorazowo około 700 ton ładunku. Po wojnie została oddana Polakom przez bratnią armię radziecką, w jakim stanie, dokładnie nie wiadomo. Przemianowana na „Ż 6004” służyła przez pewien czas na Odrze, a później znowu wróciła na Wisłę i pływała w Żegludze Bydgoskiej do 1978 roku.

Obecnie jest przystosowana do funkcji, które pełni, przystani i hangaru. Dobudowano do niej specjalny pomost, wszystkie jej 4 ładownie zostały połączone wewnętrznym korytarzem. Zamontowany na niej elektryczny dźwig służy do wyciągania z wody jachtów i wkładania ich do ładowni, gdzie są hangarowane poza sezonem. W pomieszczeniach rufowych znajduje się świetlica i warsztat.

Barka jest unikatowa w skali kraju, ale w Bydgoszczy niewielu ludzi o niej wie. Zapewne inaczej by to wyglądało gdyby „MORS” nie został wykolegowany z Wyspy Młyńskiej, bo taka barka to przecież duża atrakcja, prawdziwy relikt. Tymczasem Urząd Miejski zamierza sprowadzić do centrum Bydgoszczy inną mniejszą barkę holowaną, za którą dopiero będziemy musieli zapłacić.