czwartek, 30 września 2010

Bydgoskie tradycje

Naszą niewątpliwą tradycją są barki, żegluga śródlądowa i Kanał Bydgoski, którym miasto zawdzięcza swój rozwój. Wprawdzie niewiele z tej żeglugi przetrwało do dzisiejszych dni ale jej pozostałości można tu i ówdzie zaobserwować.


Był czas gdy Żegluga Bydgoska konkurowała z żeglugą na Odrze, chociaż tradycje śródlądowe są we Wrocławiu i na całej Odrze znacznie rozleglejsze. Co ważniejsze żegluga odrzańska dysponowała znacznie lepszym zapleczem. Miała szkoły żeglugowe z prawdziwego zdarzenia i dobrze rozwiniętą jeszcze przed wojną infrastrukturę, czyli drogi śródlądowe, porty, stocznie, no i oczywiście towar do wożenia – węgiel ze Śląska.


Żegluga Bydgoska takiego zaplecza nie miała, szkół nie było, a większość ludzi związanych z barkami po wojnie z Bydgoszczy odeszła. Infrastrukturę, czyli porty i stocznie dopiero po wojnie zaczęto tworzyć w oparciu o istniejące drogi wodne - Kanał Bydgoski, Noteć i dolną Wisłę. Brakowało także towarów do przewożenia. Wszystkie te czynniki spowodowały, że żegluga wyniosła się z Bydgoszczy i zaczęła wozić towary na zachodnich drogach śródlądowych. Obsługiwała również eksport polskich towarów w oparciu o porty w Szczecinie, Krzyżu, Ujściu i Kostrzynie.


Reforma ustrojowa uśmierciła wszystkie polskie drogi śródlądowe. Nasze państwo wycofało się z finansowania budowy oraz konserwacji budowli i urządzeń hydrotechnicznych. Zlikwidowano prawie wszystkie Przedsiębiorstwa Budownictwa Wodnego jako nieopłacalne, zaprzestano pogłębiania szlaków wodnych, naprawy wałów przeciwpowodziowych i ostróg, czyli tak zwanych główek. W krótkim czasie Odra przestała być przejezdna, a Śląsk został odcięty od Pomorza, praktycznie zanikł przewóz towarów na Odrze. Do Kanału Bydgoskiego można obecnie dopłynąć tylko od strony Wisły. Cała Noteć nie nadaje się do przewozu towarów, nawet małe jednostki turystyczne przedzierają się przez nią z trudem.


Okazuje się, że nie można bezkarnie odstąpić od finansowania utrzymywania w dobrym stanie dróg śródlądowych i okazuje się, że wiedzą o tym wszystkie rządy na całym świecie. Nikt nie naprawia główek i nie pogłębia rzek po to, żeby mieć z tego zyski tylko po to, żeby nie mieć strat. Rozmyte główki podnoszą dno rzeki i sprawiają, że nie tylko statki nie mogą po niej pływać, ale nie spływa również woda, a wały przeciwpowodziowe stają się zbyt niskie. Ostatnio co roku mamy w Polsce powodzie więc może kiedyś do polskiego rządu dotrze, że tak jak we wszystkich innych krajach w Polsce również drogi wodne trzeba utrzymywać.


Po reformie polskie żeglugi śródlądowe zaczęły ograniczać zatrudnienie załóg pływających do niezbędnego minimum, a później odeszły całkowicie od zatrudniania. Zaczęły dzierżawić i sprzedawać jednostki pływające prywatnym armatorom. Obecnie pływają już tylko resztki dawnego taboru i każda z tych jednostek ma prywatnego dzierżawcę lub właściciela. Kilka z nich widziałem w Szczecinie i na śródlądowych drogach Niemiec. 


piątek, 10 września 2010

Pięć pytań

Jak każdy mieszkaniec Bydgoszczy chciałbym, żeby w naszym mieście powstał aquapark i chciałbym z niego korzystać, a żeby z niego korzystać trzeba do niego przede wszystkim dojechać. Nie wszyscy przecież mają własne pojazdy. Dlatego pierwsze moje pytania dotyczą lokalizacji.

1. Dlaczego obiekt ma powstać właśnie w Myślęcinku, a nie bliżej miasta w miejscu gzie dojeżdżają przynajmniej trzy różne linie komunikacji miejskiej?
2. Czy w związku z zaplanowaną lokalizacją będą utworzone nowe połączenia komunikacyjne?

Budowa aquaparku to duże wyzwanie i zmaga się z nim wiele samorządów, zabiegają o dotacje unijne, itp. Poznań na przykład zabiega o inwestorów, Olsztyn dostał wielomilionową dotację z Ministerstwa Kultury i Sportu, Szczecin wynegocjował współfinansowanie budowy od Carrefoura w zamian za grunty pod market, Łódź weszła do spółki Aquapark wnosząc w aporcie grunt pod obiekt, itd., itp.

3. Dlaczego nasze władze nie szukają żadnych tego typu rozwiązań? Czy jesteśmy tak bogatym miastem, że stać nas na samodzielne zaciąganie drogiego (ma kosztować 105 milionów) kredytu? Przecież za 105 milionów można zbudować osiedle mieszkaniowe.

Obawiam się, że wyśmieją nas mieszkańcy innych miast i być może będą zarzucać naszym władzom niekompetencję, lenistwo lub łapownictwo z powodu wyjątkowo wysokich kosztów budowy. Aquapark w Suwałkach ma kosztować około 50 milionów złotych, a najnowocześniejszy w Polsce Aquapark, który buduje we Wrocławiu niemiecka firma, będzie kosztował 25 milionów euro.

4. Dlaczego więc Bydgoszcz chce wydać na budowę aż 355 milionów? Koszty kredytu też są przecież kosztami inwestycji.

W całej Polsce powstają Aquaparki, każde większe miasto chce mieć swój własny, więc trzeba się liczyć z konkurencją cenową. Do naszego miasta będzie można ściągnąć z innych miast użytkowników aquaparku tylko niskimi cenami biletów. Nawet mieszkańcy Bydgoszczy mogą wybrać tańsze aquaparki w innych miastach. Z drugiej strony utrzymanie takiego obiektu nie jest tanie i nie można bez końca obniżać cen biletów.

5. Czy ktoś sporządził jakąś symulację i analizę prognozowanych ilości użytkowników aquaparku i zestawił to z kosztami jego utrzymania? Jeżeli tak, to na jakiej podstawie i jak ona wygląda?