czwartek, 27 maja 2010

Zanim powstaną bulwary

Władze Bydgoszczy oraz nasze media poświęcają ostatnio dużo uwagi Brdzie jej czystości i nabrzeżom wokół Wyspy Młyńskiej i chwała im za to.
Do bulwarów wzdłuż lewego brzegu od opery do Mostu Jerzego Sulimy Kamińskigo jeszcze wprawdzie długa droga, ale można powiedzieć, że przedsięwzięcie zostało dobrze rozpoczęte. Ostatnio nowe umocnienia brzegów przeszły poważny sprawdzian, bo takiej wysokiej wody jak w tym tygodniu dawno w Brdzie nie było.

Bulwary zapewne wkrótce powstaną, chociaż ich budowa pochłonie jeszcze dużo pieniędzy.. Trzeba przecież zainstalować lampy, zbudować trotuar, postawić ławki i kosze na śmieci, najlepiej trwale związane z gruntem, z wiadomych powodów Nowe bulwary będą czymś widocznym i spektakularnym. Media je pokażą i opiszą jako sukces urzędującej ekipy.

Takie już te media są, ekscytują się sensacjami i zjawiskami dobrze wyeksponowanymi, widowiskowymi, zupełnie jakby samo pokazanie czyjegoś sukcesu czyniło z mediów jego udziałowców.
W ubiegłym roku gazety dużo pisały na temat czyszczenia dna, czyli bagrowania Brdy, drukowały wywiady z pracownikami MWiK, którzy zapewniali, że po bagrowaniu woda w Brdzie będzie czysta jak łza. Ciekawe czy ktoś tą czystość sprawdzi, bo media się na ten temat nie wypowiadają. Mam nadzieję, że skoro na czyszczenie rzeki wydano taką ilość pieniędzy o jakiej czytałem, a część z nich to pieniądze publiczne, ktoś to jednak będzie sprawdzał.

środa, 19 maja 2010

Pan premier

Słusznie zauważył, że żaden europejski rząd (chyba miał na myśli Europę zachodnią) nie zapewniłby swoim obywatelom bezpieczeństwa PO takich katastrofalnych opadach jakie mamy w południowych województwach. Dużo w tych słowach prawdy, ponieważ każdy rozsądny rząd zapewnia bezpieczeństwo na wypadek powodzi PRZED jej nastąpieniem, a właściwie zapobiegając jej nastąpieniu.
Podstawowe działania w tym kierunku to regulacja i utrzymanie w dobrym stanie naturalnych cieków wodnych, czyli rzek, rzeczek, potoków, zapewnienie ich przepustowości, pogłębianie, budowa kanałów burzowych, nadzorowanie terenów zalewowych – nikt nie powinien się na nich osiedlać.
Wystarczy pójść na spacer nad Wisłę żeby przekonać się w jakim stanie znajdują się najprostsze budowle regulacyjne, czyli tak zwane „główki”. Pamiętam, że w latach 80-tych takie budowle – nazywają się ostrogi - były naprawiane, sam to widziałem. Ich zadaniem jest stopniowe prostowanie rzeki. Dzięki nim woda płynie (płynęła, bo w Polsce nikt ostróg nie naprawia od 20 lat i woda dawno je rozmyła) środkiem rzeki , nie podmywa brzegów i nie spłyca koryta.

Gdy pływałem w 1985 roku z Bydgoszczy do Gdańska takie ostrogi były na obu brzegach Wisły i jeżeli, któraś została uszkodzona podczas wysokiej wody, natychmiast ją reperowali pracownicy PBW. Dzisiaj można zauważyć tylko ślady po nich, woda je poprzerywała i rozmyła. Podobnie jest na innych polskich rzekach, które są coraz płytsze. Jedyne dobrze utrzymane ostrogi można obejrzeć na Odrze granicznej, po niemieckiej stronie rzeki. Niemcy od lat mają pretensje, że polski brzeg jest dziki.
Nadzór nad regulacją i zapewnieniem przepustowości rzek i rzeczek mają Krajowy i Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej. Niekompetencja tych instytucji jest legendarna, pisałem już o tym wielokrotnie. Zatrudniani tam przeważnie z klucza partyjnego dyrektorzy traktują swoje posady jako wygodne fotele, w których mogą nic nie robić i pobierać niemałe uposażenie. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy w Gospodarce Wodnej są niekompetentni, znam wielu pracowników niższego szczebla, którzy są prawdziwymi fachowcami.
Otóż ci dyrektorzy zamiast organizować, nadzorować i częściowo finansować regulację rzek, co roku od nowa dziwią się, że znowu mamy powódź. Woda nie chce płynąć płytkimi i zarośniętymi korytami rzeczek i rzek, znajduje sobie inną drogę. Na terenach zalewowych mieszkają ludzie, których tam nie powinno być.