poniedziałek, 11 stycznia 2010

REURIS po raz drugi

Tym pilotażowym europejskim programem mają być objęte między innymi dwa polskie miasta: Katowice i Bydgoszcz. Polską część projektu koordynuje Główny Instytut Górnictwa w Katowicach.
W Bydgoszczy w ramach tego projektu mają być rewitalizowane tereny rekreacyjne parku nad Starym Kanałem oraz przebudowana i zmodernizowana część tych terenów wzdłuż nieistniejącego już odcinka kanału pomiędzy Rondem Grunwaldzkim i śluzą przy ulicy Wrocławskiej.

Przeprowadzone tam prace ziemne i zbudowanie bulwarów i chodników mają umożliwić bydgoszczanom spacerowanie nad płynącą dnem rowu wodą. Całość inwestycji ma kosztować 350 tysięcy euro, czyli przy dzisiejszym kursie 1,4 miliona złotych, 15% tej kwoty ma pokryć gmina, czyli my. Takie są założenia, niewątpliwie są to sumy duże, więc tym rozważniej należałoby je wydawać. Każda rewitalizacja terenów zielonych cieszy mieszkańców miasta, ale martwić musi marnotrawstwo i tak skąpych środków, bo każdy by chciał, żeby były wykorzystane sensownie. Czy wycięcie kilku krzewów i nasadzenie kilku innych oraz ułożenie nowych chodników rzeczywiście ściągnie nad Kanał tłumy? Przecież mamy już trasy spacerowe, jednak Bydgoszczanie wolą spacerować w pewnej odległości od Kanału.

W tej chwili największym problemem Starego Kanału w Bydgoszczy jest śmierdząca woda. Nikogo nie przyciągną na tereny przykanałowe żadne wizualne atrakcje, jeżeli będzie zmuszony do wdychania tego odoru. Jeżeli komuś się wydaje, że wybudowanie pięknych bulwarów nad tym ściekiem ściągnie tłumy spacerowiczów, to jest w błędzie. Mogą o tym coś powiedzieć kajakarze, którzy tamtędy przepływają i mają niezapomniane wrażenia zapachowe. Ścieki, które przez kilkadziesiąt lat odprowadzano do kanału utworzyły na jego dnie toksyczny osad i bez jego usunięcia kanału nie da się wykorzystać rekreacyjnie.

Oczyszczenie dwóch istniejących odcinków kanału o łącznej długości około 2,5 km nie byłoby nawet zbyt kosztowne. Trzeba powoli spuścić z nich wodę, koparkami oczyścić dno, umocnić brzegi, a później znowu zalać. Gdyby przy okazji przeprowadzania tych prac udało się wyremontować istniejące, zabytkowe śluzy, na przykład za pieniądze sponsorów, byłoby fajnie, ale chodzi głównie o wodę.
Gdy będzie już w kanale czysta woda i dno, bydgoszczanie będą tam przychodzić się opalać i nawet kąpać, i miastu pozostanie tylko urządzenie wypożyczalni łódek, punktów małej gastronomii, zbudowanie pomostów, itp. W Łodzi na przykład mieszkańcy mają do dyspozycji tylko kilka stawów wielkości naszego osiedlowego Balatonu, a potrafili je wspaniale zagospodarować.
Pieniądze unijne, w ramach projektu REURIS przyznane zostały Bydgoszczy na podstawie wniosku Urzędu Miejskiego. Ktokolwiek pisał ten wniosek nie popisał się znajomością problemu i widocznie nic nie napisał o prawdziwych potrzebach skoro Bydgoszcz otrzymała na rewitalizację kanału tylko 1/3 część tej dotacji, którą otrzymały Katowice na rewitalizację strumyka Ślepiotki.
Oczywiście oprócz niekompetencji bydgoskich urzędników drugą przyczyną takiego dziwnego podziału środków unijnych jest fakt, że koordynatorem polskiej części
projektu jest Główny Instytut Górnictwa właśnie w Katowicach.

sobota, 9 stycznia 2010

Trochę historii nikomu nie zaszkodzi

Bardzo interesujących rzeczy można się dowiedzieć ze starych inwentarzy naszego miasta, które sporządzano podczas zmian dzierżawców starostwa i wójtostwa bydgoskiego.



Wyczytać w nich można na przykład, że wylewy Brdy były w tamtych czasach dość powszechne, ponieważ zapisano, że: „Podczas nawałności wody i zepsucia grobel, powinni wszyscy (Bydgoszczanie) pomagać i na gwałt wyjść do zasypywania onych”
Dokładnie opisane są dwa bydgoskie młyny na wyspie, jeden mielił pszenicę i żyto na mąkę, drugi produkował kaszę, słód i zasilał folusz. Oprócz młynów był jeszcze tartak, węgornia i łosośnia z zastrzeżeniem, że wszystkie łososie i węgorze odławiano na potrzeby zamku.
Znajduje się również w inwentarzu bardzo pobieżny opis czegoś co autor inwentarza nazwał śluzą. Z opisu wynika, że śluzą nazywano miejsce, w którym można było częściowo rozebrać górną część zapory na rzece i przepuszczać tamtędy płynące z góry rzeki drewno.
Kolejny dowód na częste wylewy rzeki można napotkać przy opisie wsi Łęgnowo. Napisane tam jest, że gospodarze tej wsi mają prawo „... do połowu ryb w rowach swoich ... a jeśliby dla wielkości wody na gruncie swoim bydła chować nie mogli, tedy póki woda nie spadnie, na pański bór bydło wyganiać mogą.”
Można znaleźć wzmiankę o prawie każdej dzielnicy Bydgoszczy, mnie zainteresowała notatka o wsi Bielice, bo od niej zapewne wzięła nazwę ulica Bielicka. Inwentarz umiejscawia Bielice pomiędzy wsią Glinki, folwarkiem Szwidrowo i folwarkiem Biedaszewicz.
Przy opisie każdej wsi widnieją w inwentarzu wymiary podatku płaconego przez mieszkańców. Wszyscy płacili czynsz, pogłówne, gajowe i hibernę, a niektórzy jeszcze dziesięcinę.