środa, 23 września 2009

Zapomniana śluza

Ustaliłem ostatecznie miejsce usytuowania dawnej śluzy. Znajdowała się ona za wyspą na Brdzie przy giełdzie samochodowej. Pozostałością po niej jest domek śluzowego i jedna ściana, dzięki której znamy jej dokładne położenie. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że płytka obecnie odnoga Brdy po tej stronie wyspy gdzie jest giełda, była w przeszłości kanałem dojazdowym do śluzy. Po drugiej stronie wyspy płynęła woda do jazu.

Mieszkaniec dawnego domu śluzowego, twierdzi że po przeciwnej stronie rzeki niż pozostałość śluzy można jeszcze znaleźć elementy jazu. Cały ten stopień wodny funkcjonował około 20 lat. Zbudowany został razem ze stopniem wodnym w Brdyujściu w 1879 roku, jako stopień pomocniczy. Stopień wodny przy ujściu Brdy był wtedy o wiele niższy niż obecnie, a odcinek rzeki między śluzą Miejską i ujściem Brdy jest na tyle długi, że wymagał w środku dodatkowego spiętrzenia, żeby zapewnić odpowiednią głębokość.

Stopień ten został rozebrany gdy unowocześniono jaz w ujściu Brdy i znacznie zwiększono wysokość spiętrzenia, dzięki zastosowaniu bardzo nowoczesnego na przełomie XVIII i XIX wieku, jazu walcowego. Stopień wodny przy giełdzie stał się niepotrzebną zawadą. Obecnie pozostawiona ściana śluzy służy jako przystań.

poniedziałek, 21 września 2009

Ostatnia taka barka

„Taka” czyli holowana, bez własnego napędu. Stoi w Brdyujściu na Torze Regatowym jako pływająca przystań Klubu Motorowodnego „MORS”

Funkcję przystani pełni dopiero (!!!) 29 lat i tylko dzięki temu przetrwała do dzisiejszych czasów. Dzięki staraniom „morsów” ciągle utrzymuje się na wodzie i ciągle jest w dobrym stanie technicznym. W przeciwieństwie do wszystkich innych barek tego typu posiadanych w przeszłości przez Żeglugę Bydgoską, które zostały pocięte i sprzedane jako złom.
Barka, która obchodzi w tym roku swoje 80-siąte urodziny ma oczywiście długą i bogatą w wydarzenia historię. Zbudowana w 1929 roku w Gdańsku, zwodowana została jako „ELLA” – własność szypra z Bydgoszczy. Eksploatowana była przy wożeniu towarów po Wiśle do wybuchu wojny i podczas okupacji. Była wtedy bardzo nowoczesną jednostką, można było na nią załadować jednorazowo około 700 ton ładunku. Po wojnie została oddana Polakom przez bratnią armię radziecką, w jakim stanie, dokładnie nie wiadomo. Przemianowana na „Ż 6004” służyła przez pewien czas na Odrze, a później znowu wróciła na Wisłę i pływała w Żegludze Bydgoskiej do 1978 roku.

Obecnie jest przystosowana do funkcji, które pełni, przystani i hangaru. Dobudowano do niej specjalny pomost, wszystkie jej 4 ładownie zostały połączone wewnętrznym korytarzem. Zamontowany na niej elektryczny dźwig służy do wyciągania z wody jachtów i wkładania ich do ładowni, gdzie są hangarowane poza sezonem. W pomieszczeniach rufowych znajduje się świetlica i warsztat.

Barka jest unikatowa w skali kraju, ale w Bydgoszczy niewielu ludzi o niej wie. Zapewne inaczej by to wyglądało gdyby „MORS” nie został wykolegowany z Wyspy Młyńskiej, bo taka barka to przecież duża atrakcja, prawdziwy relikt. Tymczasem Urząd Miejski zamierza sprowadzić do centrum Bydgoszczy inną mniejszą barkę holowaną, za którą dopiero będziemy musieli zapłacić.

wtorek, 15 września 2009

„Rewitalizacja drogi wodnej Wisła-Odra szansą dla gospodarki regionu”

Sympozjum o takiej tematyce organizowane w Bydgoszczy już po raz trzeci może i byłoby szansą dla naszego regionu, gdyby wiedziało o nim więcej ludzi. Nie miało jednak takiej szansy. Odbyło się prawie niezauważalnie, wszystkie bydgoskie media je przegapiły.
Zorganizowane zostało w dniach 11 i 12 września przez Instytut Geografii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Starostwo Powiatowe w Nakle nad Notecią, Żegluga Bydgoska OdraTrans S.A. , Zespół Szkół Żeglugi Śródlądowej w Nakle nad Notecią.
Miało w tym roku charakter międzynarodowy, bo jego tematyka zahaczała o problemy żeglugi śródlądowej Rosji i Białorusi. Najwięcej jednak czasu i uwagi poświęcono, podobnie jak w latach ubiegłych międzynarodowej drodze wodnej E-70.

Rozważano szanse na rewitalizację szlaku, powrót żeglugi towarowej i pasażerskiej, nowe inwestycje, problemy ekologiczne. Działanie lokalnych samorządów, ich związków oraz konwentów. Powstający "klaster" turystyczny. Środki finansowe (z UE, krajowe, wojewódzkie i lokalne) faktycznie już pozyskane na inwestycje i promocję.
Wielka szkoda, że sympozjum było tak słabo rozreklamowane, przecież poruszane na nim kwestie były dosyć istotne dla rozwoju naszego miasta. Powinny być znane szeroko rozumianej opinii publicznej, być może dotarłyby wtedy do świadomości przynajmniej części Polaków. Tymczasem wszystko odbyło się jakby w tajemnicy i zwykli obywatele nadal nie mają pojęcia o problemach śródlądzia. Nie ma nawet nigdzie żadnej ogólno dostępnej relacji z poczynionych na sympozjum ustaleń.

poniedziałek, 14 września 2009

Spływ Kajakowy Odrodzonym Kanałem Bydgoskim

W tym roku odbył się po raz czwarty i gdyby policzyć wszystkich jego uczestników wyszłoby pewnie ze dwie setki . Można powiedzieć, że spływ nie był zamkniętą bydgoską imprezą, bo oprócz Duńczyków i Włocha, uczestniczyły w nim osoby z Poznania, Torunia, Piły, Grudziądza i Chełmna.
Spływ ma już charakter imprezy cyklicznej organizowanej co roku z coraz większym rozmachem przez Sekcję Turystyki Kajakowej przy RTW BYDGOSTIA. Współorganizatorem jest tradycyjnie już Wyższa Szkoła Gospodarki, a patronem honorowym Prezydent Miasta Bydgoszczy. W tym roku obok licznych prywatnych partnerów wspierała spływ również gmina Białe Błota, która przygotowała uczestnikom spływu niezwykle gościnne przyjęcie na śluzie w Lisim Ogonie na Kanale Górnonoteckim.
Cały spływ trwał trzy dni 11 – 13 września, a rozpoczął się przy III LO na bulwarze nad starym Kanałem Bydgoskim, któremu nadano nazwę „Bulwar Sebastiana Malinowskiego”.
Uczestnicy przepłynęli istniejącą częścią starego kanału do śluzy Czyżkówko, a stamtąd do Brdy i zakończyli etap na przystani BYDGOSTII, przy ulicy Żupy. Etap zakończył się grillowaniem i gitarowym występem Wojciecha Ślusarczyka.
Drugi etap rozpoczął się w Janowie, skąd uczestnicy spływu przepłynęli do Bydgoszczy, urządzając po drodze regaty kajakowe. Przy śluzie Miejskiej mieli rzadką okazję obejrzenia dużego pasażerskiego statku „Kościuszko, który z nieznanych przyczyn pojawił się na Brdzie.

Na ląd wyszli w WSG – najdynamiczniej rozwijającej się uczelni w Bydgoszczy, którą zwiedzili łącznie z mieszczącym się na jej terenie Muzeum Fotografi. Po obiedzie zwiedzili bydgoską starówkę oprowadzani przez zawodowego przewodnika i pomaszerowali do przystani BYDGOSTII, gdzie odbyły się zawody w strzelaniu z wiatrówki, wręczenie nagród zwycięzcom regat i wspólna zabawa.
Trzeci etap rozpoczęto na śluzie Lisi Ogon od dokładnego obejrzenia wszystkich elementów zabytkowych, liczących przeszło 150 lat stopni wodnych Lisi Ogon i Łochowo.

Oprócz śluz stopnie te składają się z jazów i przepławek dla ryb.

Na śluzie powitał i uraczył uczestników spływu ciepłym posiłkiem przedstawiciel gminy Białe Błota, pan Ludwik Guzowski. Prelekcję na temat historii Kanału Bydgoskiego i Górnonoteckiego wygłosił Tomasz Izajasz – kustosz Muzeum Kanału.

Po prześluzowaniu Lisiego Ogona uczestnicy spływu dopłynęli do Kanału Bydgoskiego i skręcili w kierunku Bydgoszczy. Prześluzowali śluzę Osowa Góra, a w następnej śluzie – Prądy, dogonił ich płynący z Nakła do Bydgoszczy statek szkolny „Władysław Łokietek”, przy wspólnym śluzowaniu nastąpiła wymiana pozdrowień.

Dalej po prześluzowaniu Czyżkówka i Okola,

dwóch największych śluz Kanału Bydgoskiego kajakarze wypłynęli na czyste wody Brdy. Stanowiło to miłą odmianę po zarośniętej rzęsą, czarnej i cuchnącej wodzie w Kanale. Pomimo niedogodności spowodowanych miejscami trudnym do przepłynięcia kożuchem rzęsy wodnej i nieprzyjemnym zapachem wody, kajakarze opuszczali Kanał bardzo usatysfakcjonowani możliwością obejrzenia tej niezwykłej budowli. Ten etap był zarazem ostatnim etapem spływu i zakończył się na przystani BYDGOSTII myciem kajaków.

niedziela, 13 września 2009

Tama w Czyżkówku?

Nie wiadomo do końca komu jest potrzebna, a kto będzie z niej miał pożytek i na niej zarobi. Wiadomo tylko dokładnie, że wszyscy Bydgoszczanie zostaną wmanewrowani w finansowanie jej budowy.
Sam w sobie taki pomysł nie jest niczym uzasadniony ani ekonomicznie, ani ekologicznie. Wyciągnęły go na światło dzienne nasze MWiK i wciągnęły w całą sprawę Urząd Miejski, bo nie zamierzają angażować się finansowo. Projekt jest już mocno zaawansowany, wybrano miejsce budowy, tama ma być zlokalizowana tak, żeby przeprawa drogowa, przebiegająca po koronie zapory, połączyła ulicę Saperów z ulicą Byszewską na wysokości Jęczmiennej. MWiK zleciły także studium wykonalności inwestycji, które już jest prawie gotowe, nie jest jasne kto za wykonanie tego studium zapłaci.
Wodociągi bardzo zręcznie wciągnęły w sprawę mieszkańców Czyżkówka i Jachcic, kusząc ich budową przeprawy drogowej za pieniądze unijne. Kupiły sobie przychylność tych mieszkańców dla swojego projektu do tego stopnia, że nie zdają sobie oni sprawy, że tak naprawdę wcale nie potrzebują i nie pragną zapory i zbiornika, potrzebują tylko mostu drogowego. Oczywiście jest grupa mieszkańców zainteresowana budową zapory, bo ich działki przylegają do brzegu i trzeba je będzie wykupić. Wykupić za pieniądze wszystkich Bydgoszczan, bo nawet zakładając, że Unia w jakiejś części dofinansuje inwestycję, co wcale nie jest pewne, trzeba sobie zdawać sprawę, że postawienie mostu jest znacznie mniej kosztowne niż włożenie udziału własnego w dofinansowaną przez Unię inwestycję budowy zapory. Trzeba przecież wliczyć w inwestycję koszt wykupu gruntów i wypłatę odszkodowań, a roszczenia właścicieli nieruchomości z powodu podmywania, mogą się pojawić po kilku latach od zakończenia budowy. Nie wiadomo co będzie jeżeli Unia się jednak nie dołoży, przecież za wykonane już prawie studium … trzeba będzie zapłacić, z czyich pieniędzy?
Marnym uzasadnieniem budowy tamy jest elektrownia wodna, bo nawet zakładając że będzie ona produkować tyle prądu co Smukała (4 MW) nie usprawiedliwia to tak wielkiej inwestycji. Przekonanie, że tama zwiększy czystość wody również jest złudne, bo spowolnienie biegu rzeki spowoduje jej szybsze zarastanie i osadzanie się brudów.
Jak na razie projekt MWiK zjednoczył przeciw budowie naturalnych, zdawałoby się wrogów –kajakarzy i wędkarzy. Wędkarzy, bo zapora zniszczy siedlisko ryb łososiowatych, które żyją tylko w szybko płynącej wodzie. Kajakarzy, bo zbudowanie tamy zlikwiduje jedyny odcinek Brdy szybko płynącej, na którym ma ona cechy rzeki górskiej.

Powyżej Smukały Brda przypomina raczej pasmo jezior niż rzekę.