sobota, 19 grudnia 2009

Projekt REURIS

Już wkrótce ma być realizowany europejski program rewitalizacji Starego Kanału Bydgoskiego pod nazwą REURIS.
Rewitalizacja Starego Kanału Bydgoskiego wydaje mi się już w tej chwili niemożliwa bez ogromnych nakładów finansowych, które w obecnych realiach i w aktualnej sytuacji gospodarczej muszą się wydać nieuzasadnione ekonomicznie. Trudności i kosztowność ewentualnej rewitalizacji tkwi w konieczności pokonywania różnicy poziomów wody. Kanały śródlądowe, także ten przedmiotowy, służą bowiem nie tyle pokonywaniu odległości, co raczej różnicy poziomów wody. Stary Kanał Bydgoski łączył Kanał Bydgoski powyżej śluzy Czyżkówko, a konkretnie 4,1 kilometrowy odcinek tego Kanału znajdujący się pomiędzy śluzą Prądy a śluzą Czyżkówko z rzeką Brdą w pobliżu ulicy Focha.

Obecnie nowy Kanał Bydgoski łączy ten 4,1 km odcinek z rzeką Brdą w pobliżu mostu Hypszera dzięki zastosowaniu 2 dużych śluz i jednego 1,1 kilometrowego odcinka pomiędzy nimi. Poziom wody w drugim 1 kilometrowym odcinku między śluzą Okole, a rzeką Brdą, jest już taki sam jak w Brdzie. Różnica poziomów wody, którą pozwalają pokonać te dwie śluzy, wynosi 15,2 m. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że rzeka ma naturalny spadek (inaczej by nie płynęła). Od mostu Hypszera do mostów Solidarności jest około 3 kilometry, więc różnica poziomów pomiędzy 4,1 kilometrowym odcinkiem Kanału Bydgoskiego znajdującym się pomiędzy śluzą Prądy a śluzą Czyżkówko a rzeką Brdą w pobliżu mostu Hypszera jest mniejsza niż różnica poziomów między tym odcinkiem a Brdą w pobliżu Mostów Solidarności. Stary Kanał musiał więc umożliwić pokonanie większej różnicy poziomów niż nowy, nie było to 15,2 m, ale około 17 metrów ale też jego długość była 2 razy większa niż długość nowego odcinka.

Pokonanie takiej różnicy poziomów umożliwiało pięć śluz, z których każda podnosiła lub opuszczała jednostki pływające na około 3,5 m. Kanał składał się więc z 4 odcinków pomiędzy tymi śluzami. 1,5 km odcinek pomiędzy śluzą przy ul. Bronikowskiego a śluzą przy Czarnej Drodze, poziom wody w tym odcinku znajduje się około 14 m nad poziomem Brdy przy Mostach Solidarności. 1 km odcinek pomiędzy śluzą przy Czarnej Drodze, s śluzą przy ul. Wrocławskiej, poziom wody w tym odcinku znajduje się około 11 m powyżej poziomu Brdy. 0,2 km odcinek pomiędzy śluzą przy ul. Wrocławskiej a śluzą, która znajdowała się w pobliżu dzisiejszego wejścia do RONDA, poziom wody w tym odcinku znajdował się około 7 m wyżej niż poziom Brdy. ). 0,4 km odcinek pomiędzy śluzą, która znajdowała się w pobliżu dzisiejszego wejścia do RONDA, śluzą która znajdowała się w pobliżu Mostów Solidarności, poziom wody w tym odcinku znajdował się około 3,5 m wyżej niż poziom Brdy.

Ten najniżej położony i najbliższy Brdzie odcinek kanału oraz śluza łącząca go z rzeką i śluza przy Rondzie Grunwaldzkim zostały zasypane pod koniec lat 60. i na początku lat 70. XX wieku. W celu pokonania kanału przez ulice i tramwaj, niezbędnym byłoby zbudowanie co najmniej kilku mostów. Zasypanie wydawało się wtedy najprostszym i najmniej kosztownym wyjściem. Musimy pamiętać, że budowa nawet niewielkich mostów, niezbędnych do przeprowadzenia nad kanałem dróg kołowych, wydawała się w tamtych czasach skomplikowana i kosztowna. Ludzi, którzy umieli projektować i budować mosty nie było w Polsce zbyt wielu, a o przeznaczeniu Kanału do celów turystycznych nikt nie myślał.

Ci, którzy zasypywali kanał, byli jednak na tyle przewidujący, że przed jego całkowitym zasypaniem, ułożyli na dnie kolektor ściekowy, którym cienkim strumykiem płynie woda, przepływająca przez cały Stary Kanał. Dzięki tej odrobinie świeżej wody, życie w poszczególnych odcinkach Kanału jeszcze do końca nie zamarło, chociaż słaby przepływ przyczynia się do tego, że woda w tych odcinkach coraz bardziej śmierdzi. Puszczenie wody większym strumieniem jest jednak ryzykowne, bo znajdujący się pod Rondem Grunwaldzkim kolektor był budowany 40 lat temu i nie był przeznaczony do odbioru dużych ilości wody. W celu przywrócenia życia Kanałowi trzeba by było przywrócić jego połączenie z Brdą, a na to po prostu nie ma miejsca.

Można jedynie rewitalizować te dwa odcinki, które ocalały. Powoli spuścić z nich wodę i koparkami oczyścić dno, umocnić brzegi i urządzić przystanie, a później znowu zalać. Można by nawet było wyremontować i uruchomić dwie śluzy, tą przy Bronikowskiego i tą przy Czarnej Drodze. Śluzowania trwałyby wprawdzie bardzo długo, żeby woda zdążyła wypłynąć przez kolektor, ale stałyby się wielką atrakcją, a przy okazji dodatkowo oczyszczałyby wodę. Nie ożywiłoby to Kanału ale na pewno ożywiłoby ruch n a nim i nad nim. Byłoby to może przedsięwzięcie mniej spektakularne od tego, które planuje nasz ratusz w ramach projektu REURIS, ale na pewno sensowniejsze i pożyteczniejsze. Ratusz potrzebuje widocznego sukcesu, chce przebudować koryto między Rondem Grunwaldzkim, a śluzą przy Wrocławskiej i pozostawić zabagnione dno Kanału, śmierdzącą wodę i walące się śluzy w spokoju.

niedziela, 13 grudnia 2009

Zapiski

Jedyna zachowana do naszych czasów księga radziecka – Księga Rady Miejskiej w Bydgoszczy z okresu przedrozbiorowego. Rękopis przechowywany jest w Archiwum Państwowym.



Tekst został opublikowany tylko jeden raz, w nakładzie 400 + 80 sztuk. Niestety autorzy nie zadali sobie trudu tłumaczenia i w ¾ jest napisany po łacinie, a cała reszta specyficzną, starą polszczyzną. Mimo tego mankamentu jest bardzo interesującą lekturą, bo w języku polskim napisane są wszystkie uchwały rajców bydgoskich, a po łacinie pisma procesowe. Można się z tej księgi dowiedzieć za co ówcześni bydgoszczanie płacili podatki i jakie mieli problemy. Trudno jednak tę książkę znaleźć w bydgoskich bibliotekach, prawdę mówiąc natrafiłem tylko na jeden egzemplarz w Bibliotece Pedagogicznej. Dziwnym też się wydaje, że nie miał pojęcia o istnieniu tej publikacji ani jeden bydgoski nauczyciel, z którym rozmawiałem.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Stary Kanał odżyje?

Rewitalizacja Starego Kanału Bydgoskiego ma być tym razem wspierana i dofinansowana przez program europejski i ma się zacząć, jak zapewnia „Express Bydgoski”, już wkrótce.
Pomysł bardzo atrakcyjny, aczkolwiek nieco spóźniony. Przy obecnym rozwiązaniu komunikacyjnym Ronda Grunwaldzkiego i ul. Focha nie ma możliwości połączenia Kanału z Brdą, a bez tego Kanał nie ożyje. Gdyby Ratusz zaplanował i przewidział ewentualność odbudowy Kanału zanim wydał zgodę na lokalizację „Multikina” i stacji benzynowej na ul. Świętej Trójcy, można by było jeszcze coś pokombinować. Teraz pomiędzy tymi dwiema budowlami jest za mało miejsca na Kanał, ulicę i szyny tramwajowe.
Urząd Miejski planuje zalanie rowu pomiędzy ul. Wrocławską i Rondem Grunwaldzkim, żeby, jak donosi „Express”, uatrakcyjnić ofertę turystyczną Bydgoszczy. Oby się to tylko źle nie skończyło, bo wszystko może się zdarzyć, gdy za „uatrakcyjnianie Kanału” wezmą się ludzie niekompetentni. Zalanie tego „rowu”, który jest pozostałością po starym kanale oznacza wyrównanie poziomu wody powyżej śluzy przy ul. Wrocławskiej z poziomem wody poniżej tej śluzy. W ten sposób śluza zostanie na stałe zalana, nic złego się jednak nie wydarzy. Pewien niepokój może jednak wzbudzić fakt konieczności odbioru wody przez rurociąg pod Rondem Grunwaldzkim.

W tej chwili struga wyciekająca z Kanału płynie po jego dnie i nie wyrządza mu żadnej krzywdy. Sytuacja może się jednak zmienić gdy woda popłynie całym przekrojem rury, budowano go przecież 40 lat temu i nie wiadomo z jaką solidnością.
Tak czy owak z Kanałem, a raczej jego pozostałością coś trzeba będzie zrobić, poza strzyżeniem trawy i malowaniem starych śluz, niedługo drewniane wrota przegniją i przestaną trzymać wodę.


Decyzja o przyszłości Kanału nie jest łatwa i nie zazdroszczę tym, którzy będą musieli ją podjąć.

niedziela, 6 grudnia 2009

Czysta Brda

Już niedługo Bydgoszczanie będą się mogli kąpać w Brdzie – tak przynajmniej twierdzi pani Małgorzata Massel rzecznik MWiK w Bydgoszczy.

Nie oznacza to wcale, że w tej chwili woda w rzece jest brudna, bo widać gołym okiem, że jest czysta, zwłaszcza teraz gdy wszystkie ścieki zostały przekierowane do oczyszczalni. Rzecz w tym, że od kilkudziesięciu lat prawie wszystkie ścieki komunalne i przemysłowe wpuszczane były bezpośrednio do Brdy i chociaż większość z nich płynęła z wodą, ich najcięższe komponenty utworzyły na dnie zabójczy osad. Żeby wybrać ten osad przez cały przyszły rok będą pracowały na rzece i Kanale Bydgoskim bagrownice, refulery i pogłębiarki z Przedsiębiorstwa Budownictwa Wodnego w Warszawie. Dlaczego firma z Warszawy? Ano dlatego, że nasze, bydgoskie PBW już dawno nie istnieje. Pamiętam, że kiedyś ono właśnie obsługiwało Bydgoski Węzeł Wodny. Miało swoje pogłębiarki i mieściło się tam gdzie obecnie funkcjonuje WSG.
Kto zapłaci za całe przedsięwzięcie? Podobno MWiK i unijny Fundusz Spójności. Po przebagrowaniu rzeka ma odzyskać zdolność do samooczyszczania się i woda w niej będzie już zawsze czysta. Być może na terenie miasta powstaną kąpieliska i nie będzie trzeba już jeździć do Janowa lub na dzikie plaże w okolicach Smukały, żeby popływać w Brdzie

sobota, 7 listopada 2009

Przystań

W marinie na Czyżkówku, podobno w ciągu 6 miesięcy 2009 roku przybiły aż 63 jachty. Powstanie w Bydgoszczy mariny o europejskim standardzie to niewątpliwy i bezsprzeczny sukces. Doceniam ogromny wysiłek organizacyjny i finansowy włożony w jej tworzenie, widziałem wygodne pomosty i skrzynki z prądem. Żałuję tylko, że cały ten wysiłek i wkład dobrej woli został po części zmarnotrawiony, bo pewna grupa osób przeforsowała taką, a nie inną lokalizację przystani i wkurza mnie to.

Czytałem w internecie kilka opinii na temat tej przystani. Pisały o niej załogi zatrzymujących się tam jachtów. Wszyscy oni zastanawiali się kto wpadł na taki niemądry pomysł dotyczący jej lokalizacji. Daleko od centrum, jeździ tam tylko autobus 56 do którego trzeba dojść. Jeżeli do Bydgoszczy przypływa jacht z Wisły, to przecież zatrzyma się w mieście, żeby załoga mogła je obejrzeć, nie będzie śluzował trzech śluz tylko po to, żeby obejrzeć nową przystań.

Jeżeli jacht przypłynie z Noteci, jego załoga też bardziej będzie wolała płynąć do Bydgoszczy jachtem, niż szukać autobusu, tym bardziej że smród wody w kanale jest trudny do wytrzymania. Szkoda, że słabo znam niemiecki bo chętnie poczytałbym w Internecie jaką opinię na temat lokalizacji przystani mają niemieccy turyści i czy naprawdę polecają Bydgoszcz.
O ile większy pożytek przyniosłaby taka marina na Brdzie, ile razy więcej jachtów by do niej przybijało, dokładnie wiedzą członkowie bydgoskich klubów żeglarskich i motorowodnych ale czy ktoś ich o to pytał? Jest ich w naszym mieście kilka. Przede wszystkim jednak Bydgoszcz to miasto wioślarzy i kajakarzy, działa tu kilka dużych klubów wioślarskich i głównie dla wioślarzy powinna być tworzona infrastruktura turystyczna. Każdego roku setki ludzi ogląda miasto z kajaków i są to nie tylko Bydgoszczanie, nie tylko Polacy. Tymczasem oprócz kilku przystani klubowych nie ma w Bydgoszczy ani kawałka przyjaznego dla kajakarzy brzegu.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Przyłączeni?

Fordon kojarzy się Bydgoszczanom z ogromnym blokowiskiem, dzielnicą sypialną miasta. Mało kto mówiąc Fordon ma na myśli małe zaciszne miasteczko.
Tymczasem stary Fordon pozostał takim właśnie miasteczkiem jakim był przed 1973 rokiem. Jego mieszkańcy ciągle żyją jakby w starych czasach, gdy Fordon miał własny klimat, który widać jeszcze na niektórych uliczkach, własne tradycje i nawet własny ratusz. Przy okazji 70-tej rocznicy tzw. mordu fordońskiego okazało się, że Fordon ma również własną historię i własną martyrologię.

Przyłączenie Fordonu do Bydgoszczy w 1973 roku, ukróciło samodzielność tego miasteczka. Jego przyszłość i zaspokojenie potrzeb cywilizacyjnych zaczęły zależeć od ratusza bydgoskiego. Przyłączenie okazało się w istocie podziałem na Fordon stary i nowy Głosy mieszkańców starego Fordonu zaginęły wśród głosów 70-tysięcznego blokowiska, ich potrzeby stały się niczym wobec potrzeb 70-sięciu tysięcy mieszkańców nowego Fordonu.
Do starego Fordonu jeździ z Bydgoszczy tylko jeden autobus – 65, wszystkie nowe linie zbaczają w lewo na długo przed miasteczkiem. Wszystkie takie przedsięwzięcia jak budowa szkół, przedszkoli, basenu, Multikina, utwardzanie dróg, budowa chodników, itp. starego Fordonu nie dotyczą.

Jego mieszkańcy dopominali się wprawdzie długo o nowe drogi, ale teraz gdy niektóre z nich posiadają już asfalt i stały się szosami, zaczynają tęsknić do swoich starych, spokojnych, błotnistych uliczek, po których nie pędzą różni szaleńcy.

sobota, 31 października 2009

Mogiła

Odszukałem wreszcie dzisiaj miejsce wiecznego spoczynku Sebastiana Malinowskiego na cmentarzu Starofarnym i zapaliłem mu znicz. Był dobrym przyjacielem, nie tylko moim ale wielu ludzi, należał chyba do wszystkich organizacji społecznych w naszym mieście. Wszędzie go było pełno, mimo młodego wieku pasjonował się historią, szczególnie Bydgoszczy, ale nie tylko. Jednym z jego wielu zainteresowań była historia cmentarza Starofarnego, którą badał z charakterystyczną u niego pasją.
Byłem na pogrzebie Sebastiana na Wiślanej i tam szukałem początkowo jego mogiły, dowiedziałem się jednak, że została przeniesiona na Grunwaldzką. Dość długo nie mogłem jej odnaleźć, dopiero dzisiaj wskazała mi ją starsza pani krzątająca się przy pobliskim nagrobku Jerzego Sulimy Kamińskiego.

poniedziałek, 26 października 2009

Kalwaria Bydgoska

Najbardziej chyba oryginalny pomnik w Bydgoszczy, czyli „Droga do nieba”.
Jest to ściana zbudowana z bloczków w kształcie krzyży greckich ze wstawionymi elementami z brązu, płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny martyrologii Polaków podczas II wojny światowej. W środku pomnika umieszczono krzyż z postacią Chrystusa, który zdaje się unosić do nieba. Całość sprawia niesamowite wrażenie, na pustym wzgórzu wyrasta samotna ściana, która mocno kontrastuje z otoczeniem.

W nocy pomnik jest podświetlany lampami wyposażonymi w monitoring. Doświadczenie wykazało, że jest wielu wandali, którzy gotowi są bezcześcić nawet takie miejsca.
Ze wzgórza, na którym stoi pomnik można obejrzeć panoramę nowego Fordonu.

środa, 23 września 2009

Zapomniana śluza

Ustaliłem ostatecznie miejsce usytuowania dawnej śluzy. Znajdowała się ona za wyspą na Brdzie przy giełdzie samochodowej. Pozostałością po niej jest domek śluzowego i jedna ściana, dzięki której znamy jej dokładne położenie. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że płytka obecnie odnoga Brdy po tej stronie wyspy gdzie jest giełda, była w przeszłości kanałem dojazdowym do śluzy. Po drugiej stronie wyspy płynęła woda do jazu.

Mieszkaniec dawnego domu śluzowego, twierdzi że po przeciwnej stronie rzeki niż pozostałość śluzy można jeszcze znaleźć elementy jazu. Cały ten stopień wodny funkcjonował około 20 lat. Zbudowany został razem ze stopniem wodnym w Brdyujściu w 1879 roku, jako stopień pomocniczy. Stopień wodny przy ujściu Brdy był wtedy o wiele niższy niż obecnie, a odcinek rzeki między śluzą Miejską i ujściem Brdy jest na tyle długi, że wymagał w środku dodatkowego spiętrzenia, żeby zapewnić odpowiednią głębokość.

Stopień ten został rozebrany gdy unowocześniono jaz w ujściu Brdy i znacznie zwiększono wysokość spiętrzenia, dzięki zastosowaniu bardzo nowoczesnego na przełomie XVIII i XIX wieku, jazu walcowego. Stopień wodny przy giełdzie stał się niepotrzebną zawadą. Obecnie pozostawiona ściana śluzy służy jako przystań.

poniedziałek, 21 września 2009

Ostatnia taka barka

„Taka” czyli holowana, bez własnego napędu. Stoi w Brdyujściu na Torze Regatowym jako pływająca przystań Klubu Motorowodnego „MORS”

Funkcję przystani pełni dopiero (!!!) 29 lat i tylko dzięki temu przetrwała do dzisiejszych czasów. Dzięki staraniom „morsów” ciągle utrzymuje się na wodzie i ciągle jest w dobrym stanie technicznym. W przeciwieństwie do wszystkich innych barek tego typu posiadanych w przeszłości przez Żeglugę Bydgoską, które zostały pocięte i sprzedane jako złom.
Barka, która obchodzi w tym roku swoje 80-siąte urodziny ma oczywiście długą i bogatą w wydarzenia historię. Zbudowana w 1929 roku w Gdańsku, zwodowana została jako „ELLA” – własność szypra z Bydgoszczy. Eksploatowana była przy wożeniu towarów po Wiśle do wybuchu wojny i podczas okupacji. Była wtedy bardzo nowoczesną jednostką, można było na nią załadować jednorazowo około 700 ton ładunku. Po wojnie została oddana Polakom przez bratnią armię radziecką, w jakim stanie, dokładnie nie wiadomo. Przemianowana na „Ż 6004” służyła przez pewien czas na Odrze, a później znowu wróciła na Wisłę i pływała w Żegludze Bydgoskiej do 1978 roku.

Obecnie jest przystosowana do funkcji, które pełni, przystani i hangaru. Dobudowano do niej specjalny pomost, wszystkie jej 4 ładownie zostały połączone wewnętrznym korytarzem. Zamontowany na niej elektryczny dźwig służy do wyciągania z wody jachtów i wkładania ich do ładowni, gdzie są hangarowane poza sezonem. W pomieszczeniach rufowych znajduje się świetlica i warsztat.

Barka jest unikatowa w skali kraju, ale w Bydgoszczy niewielu ludzi o niej wie. Zapewne inaczej by to wyglądało gdyby „MORS” nie został wykolegowany z Wyspy Młyńskiej, bo taka barka to przecież duża atrakcja, prawdziwy relikt. Tymczasem Urząd Miejski zamierza sprowadzić do centrum Bydgoszczy inną mniejszą barkę holowaną, za którą dopiero będziemy musieli zapłacić.

wtorek, 15 września 2009

„Rewitalizacja drogi wodnej Wisła-Odra szansą dla gospodarki regionu”

Sympozjum o takiej tematyce organizowane w Bydgoszczy już po raz trzeci może i byłoby szansą dla naszego regionu, gdyby wiedziało o nim więcej ludzi. Nie miało jednak takiej szansy. Odbyło się prawie niezauważalnie, wszystkie bydgoskie media je przegapiły.
Zorganizowane zostało w dniach 11 i 12 września przez Instytut Geografii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Starostwo Powiatowe w Nakle nad Notecią, Żegluga Bydgoska OdraTrans S.A. , Zespół Szkół Żeglugi Śródlądowej w Nakle nad Notecią.
Miało w tym roku charakter międzynarodowy, bo jego tematyka zahaczała o problemy żeglugi śródlądowej Rosji i Białorusi. Najwięcej jednak czasu i uwagi poświęcono, podobnie jak w latach ubiegłych międzynarodowej drodze wodnej E-70.

Rozważano szanse na rewitalizację szlaku, powrót żeglugi towarowej i pasażerskiej, nowe inwestycje, problemy ekologiczne. Działanie lokalnych samorządów, ich związków oraz konwentów. Powstający "klaster" turystyczny. Środki finansowe (z UE, krajowe, wojewódzkie i lokalne) faktycznie już pozyskane na inwestycje i promocję.
Wielka szkoda, że sympozjum było tak słabo rozreklamowane, przecież poruszane na nim kwestie były dosyć istotne dla rozwoju naszego miasta. Powinny być znane szeroko rozumianej opinii publicznej, być może dotarłyby wtedy do świadomości przynajmniej części Polaków. Tymczasem wszystko odbyło się jakby w tajemnicy i zwykli obywatele nadal nie mają pojęcia o problemach śródlądzia. Nie ma nawet nigdzie żadnej ogólno dostępnej relacji z poczynionych na sympozjum ustaleń.

poniedziałek, 14 września 2009

Spływ Kajakowy Odrodzonym Kanałem Bydgoskim

W tym roku odbył się po raz czwarty i gdyby policzyć wszystkich jego uczestników wyszłoby pewnie ze dwie setki . Można powiedzieć, że spływ nie był zamkniętą bydgoską imprezą, bo oprócz Duńczyków i Włocha, uczestniczyły w nim osoby z Poznania, Torunia, Piły, Grudziądza i Chełmna.
Spływ ma już charakter imprezy cyklicznej organizowanej co roku z coraz większym rozmachem przez Sekcję Turystyki Kajakowej przy RTW BYDGOSTIA. Współorganizatorem jest tradycyjnie już Wyższa Szkoła Gospodarki, a patronem honorowym Prezydent Miasta Bydgoszczy. W tym roku obok licznych prywatnych partnerów wspierała spływ również gmina Białe Błota, która przygotowała uczestnikom spływu niezwykle gościnne przyjęcie na śluzie w Lisim Ogonie na Kanale Górnonoteckim.
Cały spływ trwał trzy dni 11 – 13 września, a rozpoczął się przy III LO na bulwarze nad starym Kanałem Bydgoskim, któremu nadano nazwę „Bulwar Sebastiana Malinowskiego”.
Uczestnicy przepłynęli istniejącą częścią starego kanału do śluzy Czyżkówko, a stamtąd do Brdy i zakończyli etap na przystani BYDGOSTII, przy ulicy Żupy. Etap zakończył się grillowaniem i gitarowym występem Wojciecha Ślusarczyka.
Drugi etap rozpoczął się w Janowie, skąd uczestnicy spływu przepłynęli do Bydgoszczy, urządzając po drodze regaty kajakowe. Przy śluzie Miejskiej mieli rzadką okazję obejrzenia dużego pasażerskiego statku „Kościuszko, który z nieznanych przyczyn pojawił się na Brdzie.

Na ląd wyszli w WSG – najdynamiczniej rozwijającej się uczelni w Bydgoszczy, którą zwiedzili łącznie z mieszczącym się na jej terenie Muzeum Fotografi. Po obiedzie zwiedzili bydgoską starówkę oprowadzani przez zawodowego przewodnika i pomaszerowali do przystani BYDGOSTII, gdzie odbyły się zawody w strzelaniu z wiatrówki, wręczenie nagród zwycięzcom regat i wspólna zabawa.
Trzeci etap rozpoczęto na śluzie Lisi Ogon od dokładnego obejrzenia wszystkich elementów zabytkowych, liczących przeszło 150 lat stopni wodnych Lisi Ogon i Łochowo.

Oprócz śluz stopnie te składają się z jazów i przepławek dla ryb.

Na śluzie powitał i uraczył uczestników spływu ciepłym posiłkiem przedstawiciel gminy Białe Błota, pan Ludwik Guzowski. Prelekcję na temat historii Kanału Bydgoskiego i Górnonoteckiego wygłosił Tomasz Izajasz – kustosz Muzeum Kanału.

Po prześluzowaniu Lisiego Ogona uczestnicy spływu dopłynęli do Kanału Bydgoskiego i skręcili w kierunku Bydgoszczy. Prześluzowali śluzę Osowa Góra, a w następnej śluzie – Prądy, dogonił ich płynący z Nakła do Bydgoszczy statek szkolny „Władysław Łokietek”, przy wspólnym śluzowaniu nastąpiła wymiana pozdrowień.

Dalej po prześluzowaniu Czyżkówka i Okola,

dwóch największych śluz Kanału Bydgoskiego kajakarze wypłynęli na czyste wody Brdy. Stanowiło to miłą odmianę po zarośniętej rzęsą, czarnej i cuchnącej wodzie w Kanale. Pomimo niedogodności spowodowanych miejscami trudnym do przepłynięcia kożuchem rzęsy wodnej i nieprzyjemnym zapachem wody, kajakarze opuszczali Kanał bardzo usatysfakcjonowani możliwością obejrzenia tej niezwykłej budowli. Ten etap był zarazem ostatnim etapem spływu i zakończył się na przystani BYDGOSTII myciem kajaków.

niedziela, 13 września 2009

Tama w Czyżkówku?

Nie wiadomo do końca komu jest potrzebna, a kto będzie z niej miał pożytek i na niej zarobi. Wiadomo tylko dokładnie, że wszyscy Bydgoszczanie zostaną wmanewrowani w finansowanie jej budowy.
Sam w sobie taki pomysł nie jest niczym uzasadniony ani ekonomicznie, ani ekologicznie. Wyciągnęły go na światło dzienne nasze MWiK i wciągnęły w całą sprawę Urząd Miejski, bo nie zamierzają angażować się finansowo. Projekt jest już mocno zaawansowany, wybrano miejsce budowy, tama ma być zlokalizowana tak, żeby przeprawa drogowa, przebiegająca po koronie zapory, połączyła ulicę Saperów z ulicą Byszewską na wysokości Jęczmiennej. MWiK zleciły także studium wykonalności inwestycji, które już jest prawie gotowe, nie jest jasne kto za wykonanie tego studium zapłaci.
Wodociągi bardzo zręcznie wciągnęły w sprawę mieszkańców Czyżkówka i Jachcic, kusząc ich budową przeprawy drogowej za pieniądze unijne. Kupiły sobie przychylność tych mieszkańców dla swojego projektu do tego stopnia, że nie zdają sobie oni sprawy, że tak naprawdę wcale nie potrzebują i nie pragną zapory i zbiornika, potrzebują tylko mostu drogowego. Oczywiście jest grupa mieszkańców zainteresowana budową zapory, bo ich działki przylegają do brzegu i trzeba je będzie wykupić. Wykupić za pieniądze wszystkich Bydgoszczan, bo nawet zakładając, że Unia w jakiejś części dofinansuje inwestycję, co wcale nie jest pewne, trzeba sobie zdawać sprawę, że postawienie mostu jest znacznie mniej kosztowne niż włożenie udziału własnego w dofinansowaną przez Unię inwestycję budowy zapory. Trzeba przecież wliczyć w inwestycję koszt wykupu gruntów i wypłatę odszkodowań, a roszczenia właścicieli nieruchomości z powodu podmywania, mogą się pojawić po kilku latach od zakończenia budowy. Nie wiadomo co będzie jeżeli Unia się jednak nie dołoży, przecież za wykonane już prawie studium … trzeba będzie zapłacić, z czyich pieniędzy?
Marnym uzasadnieniem budowy tamy jest elektrownia wodna, bo nawet zakładając że będzie ona produkować tyle prądu co Smukała (4 MW) nie usprawiedliwia to tak wielkiej inwestycji. Przekonanie, że tama zwiększy czystość wody również jest złudne, bo spowolnienie biegu rzeki spowoduje jej szybsze zarastanie i osadzanie się brudów.
Jak na razie projekt MWiK zjednoczył przeciw budowie naturalnych, zdawałoby się wrogów –kajakarzy i wędkarzy. Wędkarzy, bo zapora zniszczy siedlisko ryb łososiowatych, które żyją tylko w szybko płynącej wodzie. Kajakarzy, bo zbudowanie tamy zlikwiduje jedyny odcinek Brdy szybko płynącej, na którym ma ona cechy rzeki górskiej.

Powyżej Smukały Brda przypomina raczej pasmo jezior niż rzekę.

sobota, 29 sierpnia 2009

Żegluga śródlądowa

Wszyscy ludzie związani z żeglugą śródlądową, jest ich w Polsce spora grupa, zarówno tych czynnych jeszcze zawodowo jak i innych, którzy są tylko entuzjastami, ciągle mają nadzieję, że coś się wreszcie w tej sprawie ruszy w naszym kraju. Sądzą, że nasze najwyższe władze w końcu zauważą zalety tego środka transportu, jego ekonomiczność, ekologiczność i fakt, że mógłby on rozładować dosyć napiętą sytuację na naszych drogach. Czekając na zmiany i na lepsze jutro dla śródlądzia, czyli poważne potraktowanie polskich dróg wodnych przez polski rząd, wodniacy powtarzają jak mantrę „róbmy swoje”. Wszystko jednak zależy od tego co rozumiemy pod pojęciem „róbmy swoje”. W przypadku sportowców, np. piłkarzy znaczenie wyrażenia „róbmy swoje” wydaje się być dosyć jasne. Nie wiadomo jednak jak mają robić swoje ci, którzy widzieli w innych krajach drogi śródlądowe, wiedzą jak powinny one wyglądać i chcieliby aby podobnie wyglądały drogi śródlądowe w Polsce?
Być może zapraszanie na statki członków elity rządzącej i pokazanie im „cywilizowanego” śródlądzia w innych krajach, zmobilizowałoby ich do zajęcia się tym tematem. Po namyśle jednak zabranie w rejs po Europie prezydenta lub wiceprezydenta miasta lub innej podobnej osobistości nie wydaje się jednak dobrym pomysłem, tego typu ludzie mają na głowie dużo spraw, które uważają za ważniejsze, przede wszystkim jednak myślą o swojej kadencji i możliwości jej przedłużenia.
Być może udałoby się zaprosić ludzi mediów z większym pożytkiem, nie wszyscy jednak redaktorzy mają odpowiednią siłę przebicia, poza tym wydawcy gazet i realizatorzy programów nastawieni są raczej na sensacyjne pierdoły polityczne.
Najefektywniej byłoby stworzyć odrębne żeglugowe media lub chociaż cykle programów w radiu, TV, gazetach. Przecież takie wydarzenia jak przerzucenie mostu, po którym barki przepływają nad rzeką Łabą,

otworzenie drogi Ren, Men, Dunaj, a tym samym połączenie drogą śródlądową morza Północnego z Czarnym, czy chociażby skrócenie Kanału Rhein Herne o jedną śluzę, były roztrąbione i komentowane w całej Europie, z wyjątkiem oczywiście Polski. Tylko na oglądając zdjęcia na niemieckich stronach internetowych, możemy sobie wyobrazić, że u nas też mogłoby być fajnie.

czwartek, 27 sierpnia 2009

Turystycznie - optymistycznie

Chociaż towarowa żegluga śródlądowa w Polsce zamiera, na naszych drogach śródlądowych rozwija się coraz intensywniej turystyka. Rejsy po głównych polskich szlakach śródlądowych propaguje między innymi PTTK /http://www.polskieszlakiwodne.pl//. Pierwszą regularną żeglugę wiślaną próbował stworzyć w 2007 roku pan Łukasz Krajewski, budując flotyllę jachtów //www.zeglugawislana.pl//.

Powstaje coraz więcej profesjonalnych przystani. W Gdańsku od dawna już funkcjonuje tramwaj wodny i otwierane są coraz to nowe jego linie. Poza aspektami ekonomicznymi i ekologicznymi, ludzie docenili wygodę tego tramwaju, wolą z niego korzystać zamiast tkwić godzinami w korkach.
Dość dynamicznie rozwija się także tramwaj wodny w Krakowie, na razie zbudowano 4 przystanki ale docelowo będzie ich kilkanaście.
Nie tylko Wisła staje się przyjazna turystom wodnym. Dużo dobrego dzieje się także w Bydgoszczy. Powstała w tym roku nowoczesna przystań na Kanale Bydgoskim, z europejskimi standardami, chociaż jej lokalizacja między śluzami, na cuchnącej wodzie kanału, może nie jest najszczęśliwsza. Od dwóch lat miasto współorganizuje czerwcową imprezę pod nazwą „Stert na Bydgoszcz” połączoną z międzynarodowymi wyścigami kajaków i paradą jachtów, a więc promującą Bydgoski Węzeł Wodny. Bydgoski tramwaj wodny wzbogacił się o solarny statek „Słonecznik”, jednak moim zdaniem jeżdżenie tym tramwajem nabierze sensu dopiero gdy zacznie on pływać do Fordonu i stanie się alternatywą dla ulicy Fordońskiej.

Niestety statek solarny nie poradzi sobie na Wiśle, jest za słaby.
Życie turystyczne nie omija także tzw. Pętli Wielkopolskiej, prawie w każdym miasteczku nad Notecią powstaje przystań. W ciągu lata regularne rejsy po Noteci odbywa statek Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowych w Nakle „Łokietek”. Inspiratorem tych rejsów jest kapitan Grzegorz Nadolny.
W Gorzowie z kolei ma swój port „Kuna” najstarszy w Polsce, a może i na całym świecie śródlądowy lodołamacz. Jego kapitan, a mój były nauczyciel pan Jurek Hopper, jest wielkim propagatorem turystyki śródlądowej oraz inicjatorem międzynarodowych ”zlotów” motorowodniaków.

Zapewne głównie za jego i sprowadzonych przez niego turystów sprawą, brzegi Warty i Noteci zaczynają się powoli „cywilizować”.
Nie wiem dokładnie jak wygląda sytuacja na Nogacie i tzw. „Pętli Żuławskiej” ale jestem pewien, że tam również samorządy nie śpią. W 2004 roku na przykład przedłużono śluzę w Gdańskiej Głowie, przez którą można płynąć z Wisły na rzekę Szkarpawę, Zalew Wiślany i do Elbląga.

Modernizację wykonano z inicjatywy i częściowo na koszt prywatnego armatora pasażerek ale na pewno nie bez wsparcia samorządów. Dzięki temu regularne rejsy pasażerskie odbywają się między Gdańskiem i Elblągiem.
Poza tym w bieżącym roku na przełomie czerwca i lipca grupa motorowodniaków z Elbląga popłynęła do Berlina i z powrotem. Przepływali także przez Bydgoszcz. Turystyka śródlądowa ma się w naszym kraju nieźle, a w każdym razie coraz lepiej.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Z TMMB szlakiem wody

Bez wody nie ma życia, można więc powiedzieć, że wodociągi dają miastu życie. Ich historia w Bydgoszczy sięga prawie 500 lat i do dziś pozostały niektóre budowle pochodzące z różnych etapów rozwoju.
Do dwóch takich obiektów Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy zorganizowało w ostatnią sobotę wycieczkę, która cieszyła się dużym zainteresowaniem. Cztery grupy bydgoszczan, po 30 osób, zapoznawały się z historią transportu i rozprowadzania wody w naszym mieście i oglądały wybrane budowle.

Jedną z nich była wieża ciśnień na Wzgórzu Dąbrowskiego. Kiedyś zainstalowany w niej zbiornik magazynował 1600 metrów sześciennych wody, dlatego bydgoska wieża ciśnień jest bardziej pękata od innych.

Teraz to stuletni relikt, który w nie ma już żadnego zastosowania w rozprowadzaniu wody. Jest jednak pięknie położonym, górującym nad starym miastem obiektem, który jakby czeka na swoje nowe przeznaczenie, być może w przyszłości zostanie zaadaptowany na muzeum. Póki co, jego wnętrze wygląda nieciekawie,

ale za to widok ze szczytu jest wspaniały.

Drugim obiektem zwiedzanym przez bydgoszczan była stacja wodociągowa Las Gdański, w której stare łączy się z nowym.

Wiekowe budynki znajdują nowe zastosowania, a obok nich powstają nowoczesne obiekty wodociągowe.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Promocja Świecia

Świecie dzięki odpowiedniej promocji kojarzone jest coraz częściej z zamkiem krzyżackim i posiada nawet makietę tego zamku ustawioną obok Urzędu Miejskiego.

Twórców makiety poniosła trochę fantazja i przedstawili zamek może nie taki jaki był w rzeczywistości, a bardziej taki jak sobie wyobrazili. Trzeba jednak przyznać, że zamek przedstawiony za pomocą makiety wygląda bardzo atrakcyjnie i zachęca do obejrzenia oryginału, a przecież o to w końcu chodzi.

Przy samym zamku powoli powstaje zaplecze turystyczne, a na ternie zamku i przyległym do niego terenie władze samorządowe organizują imprezy. Zamek wygrał również ranking na symbol Świecia. W Bydgoszczy niestety po zamku nie pozostał żaden widoczny ślad, więc pana Roberta Grochowskiego, który zamierza ustawić jego makietę gdzieś na dziedzińcu PZU, czeka trudne wyzwanie. Przy budowaniu makiety zamku bydgoskiego będzie musiał korzystać głównie ze swojej wyobraźni i nielicznych rysunków.

Oprócz zamku w Świeciu znajduje się jeszcze jedna średniowieczna budowla, około 100 lat młodszy od niego kościół farny oraz usytuowany przy nim fragment murów obronnych, które prawdopodobnie w przeszłości ciągnęły się wzdłuż zachodniej granicy miasta.

W średniowieczu Świecie rozłożone było w widłach Wisły i Wdy, które uniemożliwiały zaatakowanie miasta z innych kierunków. W obecnym stanie kościół farny stanowi zlepek różnych stylów, budowany był w stylu gotyckim, później burzony i odbudowywany uzyskał wiele elementów i cech późnobarokowych oraz renesansowych.

Przez cały okres Polski Ludowej pozostawał w całkowitej ruinie, od roku 1990 był intensywnie odrestaurowywany i odbywają się już w nim nabożeństwa. Można więc powiedzieć, że za sprawą zamku i kościoła życie kulturalne i społeczne Świecia wraca w jego dawne, średniowieczne granice.

środa, 1 lipca 2009

wstydliwa strona Żnina

Żnin to nie tylko zabytki i atrakcje, miasto ma również pewien dość wstydliwy problem. Nie znajdziecie o nim wzmianki w żadnym z folderów reklamowych zachęcających do zwiedzania i nie ma w tym nic dziwnego, bo cała sprawa brzydko pachnie.
Miasto Żnin położone jest w dolinie, dokładnie pomiędzy dwoma jeziorami: Żnińskie Małe i Żnińskie Duże. Na jeziorze Żnińskie Małe odbywają się prestiżowe zawody polskich i nie tylko, motorowodniaków.

Nad nim znajduje się kilka ośrodków wypoczynkowych, kilka pomostów, jedno piękne molo i siedziba Pałuckiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jezioro Żnińskie Duże jest właściwie dzikie i nic się nad nim nie znajduje.

Obydwa jeziora są ze sobą połączone ciekiem wodnym, nazywanym Gąsawką. Poziom wody w Małym Żnińskim jest o około 1 metr wyższy niż w Dużym i żeby tę różnicę poziomów utrzymać zbudowano przy wypływie Gąsawki z Małego Żnińskiego niewielki przepust. Tylko niewielka ilość wody jest wypuszczana z jeziora do „rzeczki”. Gąsawka przepływając między jeziorami przez środek Żnina, około 1 kilometr długości, jest więc bardzo płytka i trudna do przepłynięcia nawet kajakiem. Nie ta płytkość jest jednak największym problemem.

Cały ten ciek jest usłany śmieciami, a woda jest w nim brudna, mętna i śmierdząca, aż strach do niej wejść, żeby przeciągnąć kajak. Każde skaleczenie lub otarcie może się skończyć groźnym zakażeniem.

sobota, 20 czerwca 2009

Wenecja koło Żnina

To wprawdzie nie miasto na wodzie ale wieś między trzema jeziorami ale znajduje się znacznie bliżej Bydgoszczy niż ta włoska.
Największą atrakcją naszej Wenecji jest oczywiście Muzeum Kolei Wąskotorowej

.






Można tam obejrzeć małe parowozy z XIX wieku, wagoniki, drezyny, a nawet całą zabytkową stację kolejową.



Do Wenecji można dojechać ze Żnina kolejką wąskotorową, a jeżeli kogoś na to stać może zamówić napad na pociąg zainscenizowany w stylu westernowym.




Będąc w Muzeum Kolei nie sposób przegapić ruin XIV-wiecznego zamku, które górują nad okolicą i wznoszą się około 100 metrów od torów wąskotorówki.






Zamek wzniesiono jako siedzibę sędziego kaliskiego, nazywanego „Krwawym Diabłem Weneckim”.



W późniejszych latach ceglaną część zamku rozebrano, a cegły wywieziono do Żnina, do dzisiejszych czasów zachowały się tylko mury zewnętrzne zbudowane z głazów granitowych.
To jednak jeszcze nie koniec weneckich atrakcji, będąc tam warto obejrzeć kościółek z XIX wieku i rozłożony obok niego wiejski cmentarz z oryginalnymi grobowcami rodzinnymi.









Na tym cmentarzu spoczywa również Walenty Szwajcer, nauczyciel który odkrył pozostałości pradawnej osady w niedalekim  Biskupinie.