sobota, 23 sierpnia 2008

O stopniach wodnych

Kilka już razy poruszałem sprawy związane z pokonywaniem stopni wodnych przez jednostki pływające, dotyczy to barek i statków ale również jachtów motorówek i kajaków. Pisałem także o różnicach pomiędzy śluzami na kanale, a śluzami na rzece Mi wszystkie związane z tym problemy wydają się oczywiste, lecz jak się okazuje nie jest to całkiem jasne dla ludzi nie związanych z pływaniem po rzekach lub związanych z tym pływaniem tylko pobieżnie, weekendowo. Dlatego też, znowu o tym wspomnę, rozwiewając, być może czyjeś wątpliwości.

Śluza na rzece zawsze jest elementem, jedną z części, stopnia wodnego. W celu spiętrzenia wody na rzece trzeba koniecznie zbudować szczelną zaporę, tak żeby rzeka musiała podnieść swój poziom, zalać brzegi powyżej zapory do wysokości jej górnej krawędzi i przelać się przez nią. Budowniczowie zapory nie chcą, żeby rzeka przelewała się bezładnie przez zaporę na całej jej długości (zapory), dlatego w pobliżu jej górnej krawędzi zostawiają specjalne otwory. Cała woda rzeki musi prze te otwory przepływać, wytwarzając podczas spadania poza krawędź zapory dużą siłę, dlatego w części z tych otworów umieszczone są zazwyczaj turbiny prądotwórcze. W innych otworach buduje się specjalne urządzenia nazywane jazami wyposażone w specjalne zasuwy, dzięki nim można w pewnych granicach regulować wysokość spiętrzenia wody, zmniejszając lub zwiększając efektywność turbin.

Taką właśnie zaporą na Brdzie jest grobla i tak zwana Wyspa Młyńska. Rzeka jakby rozdwaja się, z tym że jedna jej część płynie 3 metry powyżej drugiej. Woda nie przelewa się przez całą zaporę tylko spływa trzema otworami: otwór nr 1 to jaz tzw. ulgowy, koło przystani wodnej „Zawiszy”.



Otwór nr 2, to elektrownia wodna naprzeciwko opery „Nowa”



Otwór nr 3, to jaz Farny



Dzisiaj bardzo często się zdarza, że z powodu zbyt niskiej wody obydwa jazy są zamknięte i cały nurt kierowany jest na turbiny elektrowni. Wydawałoby się, że aż dwa jazy nie są w Bydgoszczy potrzebne, trzeba jednak pamiętać, że te jazy były budowane w czasach gdy nie istniała jeszcze zapora i Zalew Koronowski, a poziom Brdy w Bydgoszczy zmieniał się w ciągu roku nawet o 5 metrów. Można przypuszczać, że w tamtych czasach wszystkie jazy były bardzo potrzebne, zresztą po coś je budowano. Jazy załatwiają sprawę przepływu wody ale przecież w rzece pływają także ryby, których swobodnego przepływu budowle ludzkie nie powinny zatrzymywać, dlatego, żeby umożliwić im pokonywanie stopni wodnych na każdym z nich specjalnie dla nich zbudowano tzw. przepławki.



Jednakże jednostki pływające nie mogą korzystać ani z jazów ani z przepławek, dlatego na każdym stopniu wodnym na rzekach, które są drogami śródlądowymi zbudowane są śluzy. Ich szczelne komory nie przepuszczają wody, która swobodnie płynie tylko przez jazy a pozwalają pokonywać stopień wodny statkom, barkom i jachtom. Jeden taki stopień wodny jest usytuowany w środku naszego miasta, drugi przy ujściu Brdy do Wisły, a najwyższy stopień wodny w Polsce to oczywiście Włocławek, wysokość spiętrzenia około 15 metrów.



Po lewej stronie widać jazy, musi ich być dość dużo, żeby nadążały przepuszczać wysoką wodę na Wiśle. Bardziej w prawo, pod tymi niebieskimi pokrywami są turbiny, a całkiem po prawej stronie zdjęcia widać śluzę.

Stały poziom wody w rzece utrzymywany jest przez jaz i kolejne śluzowania go nie zmieniają, bo im więcej wody przepłynie przez śluzę, tym mniej jej popłynie do jazu. Na kanale funkcje śluzy są bardziej złożone.

niedziela, 17 sierpnia 2008

O ekologach

Nawiązując do poprzedniego postu zaznaczam, że moje mniemanie o pozorowaniu działania przez marszałków sześciu województw nie jest „wymądrzaniem się”. Nie jest również takie ważne, że wielu ludzi potwierdza to mniemanie, stwierdzając, że już w przeszłości różni urzędnicy udawali robienie czegoś dla rewitalizacji naszych dróg śródlądowych, w rzeczywistości nie robiąc nic. Prowadzili rozmowy o rozmowach w sprawie rozmów i nigdy nic z nich nie wynikało Wszystko wskazuje na to, że teraz skończy się tak samo, z tą może różnicą, że marszałkowie wydadzą trochę pieniędzy podatników, które zapłacą zaprzyjaźnionej firmie za wykonanie mniej lub bardziej realnego projektu, którego nikt i tak nie będzie realizował. Jak zwykle więc, cała para pójdzie w gwizdek.

Tymczasem, moim zdaniem, żeby umożliwić armatorom śródlądowym korzystanie z drogi wodnej Odra – Wisła, trzeba najpierw skupić wszystkie siły i fundusze na udrożnieniu dolnej Odry. Wszystkie sześć wymienionych województw powinno w tym wysiłku uczestniczyć i zdać sobie sprawę, że bez możliwości wjazdu od strony Odry, cała droga Odra – Wisła nie ma żadnego znaczenia. Gdy ten wjazd będzie już możliwy trzeba stopniowo posuwać się z regulacją w górę Warty, do ujścia Noteci. To nic, że będziemy posuwać się powoli, mamy przecież do odrobienia całe sto lat zaniedbań, kiedyś jednak trzeba zacząć, a nie ma innego sposobu rozpoczęcia niż od strony Odry. W ten sposób zanim jeszcze zaczniemy modernizować Noteć, barki będą mogły wozić towary z Niemiec do Kostrzyna, Gorzowa, a może i do Poznania.

Bardzo istotny jest fakt, żeby wszystkie wymienione w poprzednim poście regiony widziały w całym projekcie wspólny interes. Niezbędne wydaje się spisanie umowy i powołanie pełnomocnika do sprawy rewitalizacji drogi wodnej Odra – Wisła. Województwo Pomorskie, łożąc środki na modernizację Odry, musi zdawać sobie sprawę, że działa w swoim interesie. Podobnie województwo Wielkopolskie nie może wycofać się z projektu po udrożnieniu rzeki do Gorzowa i Poznania za wspólne pieniądze sześciu regionów.
Poza problemem pieniędzy, bez których realizacja tego ambitnego planu jest oczywiście niemożliwa, trzeba się będzie jeszcze zmierzyć z ekologami. Z tych dwóch problemów pieniądze wydają się być mniejszym, można podzielić inwestycję na etapy, zdobywać subwencje i dotacje unijne, powoli posuwać się do przodu, z ekologami jednak gorsza sprawa.

Całkowicie potępiają używanie węgla do produkcji energii elektrycznej, jako zbyt brudny. Do energii jądrowej nic ich nie przekona, bo zbyt niebezpieczna. Spróbuj jednak wytwarzać energię czystą i bezpieczną, spróbuj postawić wiatrak.



Natychmiast okaże się, że zakłócisz krajobraz i ciszę, a dodatkowo staniesz się mordercą ptaków. To samo niestety dotyczy elektrowni wodnych i zapór na rzekach. Wiąże się to z zakłóceniem natury, równowagi hydrologicznej, zatopieniem niespotykanych lęgowisk, itp. W celu rewitalizacji drogi wodnej Odra – Wisła konieczne jest zbudowanie przynajmniej kilku stopni wodnych na Odrze, Warcie, a także na Wiśle.

piątek, 15 sierpnia 2008

Mrzonki o E70 Antwerpia - Zalew Wiślany

Jak pisze „Rzeczpospolita” rośnie w Polsce zainteresowanie żeglugą śródlądową. W Kadynach nad Zalewem Wiślanym marszałkowie sześciu regionów połączyli siły, by przywrócić transportowi towarowemu 470 km polskiej części międzynarodowej drogi wodnej E70 Antwerpia - Zalew Wiślany. Byli to marszałkowie: lubuski, wielkopolski, kujawsko – pomorski, pomorski, zachodniopomorski i warmińsko – mazurski, wszyscy oni upatrują słusznie możliwość rozwoju swoich regionów dzięki rozwojowi transportu śródlądowego. Jak się wydaje zdają sobie oni sprawę że każdy rok opóźnienia inwestowania w infrastrukturę śródlądową oddala Polskę od Europy. Zamierzają więc wspólnie wyłożyć 1,2 mln. zł na studium przywrócenia żeglowności na tej drodze i na podstawie tego studium ubiegać się o fundusze unijne. Wstępnie szacują koszt całego przedsięwzięcia na 11 mld. zł.

Moim zdaniem ci marszałkowie nie mają pojęcia o czym mówią, bo czy ktoś z tych sześciu marszałków wie co to jest śluza, a co to jest stopień wodny?, czy któryś z nich oglądał te stopnie wodne na Noteci i śluzy Kanale Bydgoskim, które mają już 100 lat? Dlaczego ich spotkanie odbyło się w Kandydach, a nie w Bydgoszczy na przykład, gdzie można by było zademonstrować im działanie śluzy? Swoje kalkulacje oparli na koszcie budowy śluzy w Czersku Polskim (około 300 mln. zł), a przecież tam zbudowano tylko nową śluzę, bo jaz jest sprawny. Tymczasem 14 stopni wodnych na Noteci wymaga całkowitej wymiany zarówno śluz jak i jazów, które są zacofane technologicznie o 100 lat.

Oprócz nich – stopni na Noteci, żeby umożliwić żeglugę trzeba zbudować jeszcze kilka stopni wodnych na Warcie i Odrze. Obecnie barki z ładunkiem nie mogą dopłynąć ze Szczecina do ujścia Warty, a więc do początku drogi wodnej Odra – Wisła z powodu braku wody w Odrze. Trzeba więc podnieść poziom tej rzeki za pomocą kilku stopni wodnych, a budowa jednego stopnia na dolnej Odrze może kosztować kilka miliardów złotych. Okazałoby się zapewne, że i na Wiśle potrzebna jest podobna regulacja, żeby zapewnić odpowiednią głębokość tranzytową. Licząc prowizorycznie na koszt budowy najpotrzebniejszych śluz i stopni wodnych potrzeba około 50 miliardów złotych i drugie tyle na pogłębianie umacnianie brzegów itp. Poza tym, podczas późniejszego funkcjonowania trzeba przeznaczyć na pogłębianie i utrzymanie tej drogi w dobrym stanie technicznym kolejne kilkaset milionów złotych rocznie.

Oczywistym więc jest, że to inwestycja ogromna i musi być rozłożona na kilkanaście lat. z tej choćby przyczyny, że nawet jeżeli jakimś cudem znajdą się pieniądze to ilość firm specjalizujących się w budowaniu stopni wodnych jest ograniczona. Konieczne wydaje się również zatrudnienie firm z Niemiec i Holandii, które od lat specjalizują się w budownictwie wodnym. W Polsce nawet nie ma komu zlecić sporządzenia wiarygodnego studium w tej sprawie. Dziwię się trochę tym marszałkom, że przed przystąpieniem do jakichkolwiek rozmów nie zasięgnęli opinii fachowców. Jest przecież w Szczecinie Związek Polskich Armatorów Śródlądowych, kierują nim ludzie, którzy o żegludze śródlądowej i drogach wodnych wiedzą wszystko. Być może po spotkaniu i rozmowie z nimi marszałkowie województw dostrzegliby skalę problemu i przestaliby rozpowszechniać głupoty.