wtorek, 15 kwietnia 2008

Po paszporty

Jeden z moich kolegów wyrabiał paszport dla swojego dziecka w Biurze Paszportowym w Bydgoszczy, które mieści się w budynku C Urzędu Wojewódzkiego przy ulicy Konarskiego 3. Nie mogę się powstrzymać i muszę napisać co przy tej okazji przeżył i co widział. Mój kolega należy do osób pracujących, postanowił więc skorzystać z rzekomego udogodnienia. Urzędnicy, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom pracujących obywateli i zaspokoić ich potrzebę zdobycia paszportu, jeden dzień w tygodniu – wtorek – urzędują w biurze paszportowym dłużej, do godziny 17.45. Mogłoby się wydawać, że wbrew ogólnie przyjętym standardom i sereotypom urzędnicy naprawdę chcą pomóc zwykłym ludziom pracy. Tymczasem okazuje się, że to tylko bardzo mylne pozory.

Pora jest już wiosenna i ma się ku wakacjom, tłumy ludzi ruszyły po paszporty i na drugim piętrze budynku przy Konarskiego 3 tworzą się spore kolejki. Urzędnicy dwoją się i troją, ale nie są w stanie obsłużyć wzmożonego ruchu, a ilość pracowników przyjmujących wnioski nie została na ten gorący okres zwiększona. Być może dzieje się tak z powodu zwykłej ignorancji, czy arogancji pani dyrektor Biura, być może z innych ważnych powodów, tego nie wiem. Wiem natomiast z całą pewnością, że z powodu niekompetencji lub bezmyślności tej pani nie zostały ze sobą zgrane godziny otwarcia Biura z godzinami otwarcia poczty mieszczącej się na parterze Urzędu, która przestaje być czynna kilka godzin przed zamknięciem Biura.

Efekt tego drobnego szczegółu jest piorunujący. Biuro nie przyjmuje opłat związanych z wnioskiem o wydanie paszportu, więc ludzie pracy po zajęciu miejsca w kolejce i wypisaniu przelewów, pędzą na Pocztę Główną, żeby dokonać wpłaty. Wprawdzie nie jest do niej daleko w linii prostej, żeby jednak tam dotrzeć z Urzędu Wojewódzkiego, trzeba przejść pod Rondem Jagiellonów. Dodatkowo podnosi ludziom ciśnienie fakt, że po drodze mijają nieczynną pocztę na terenie Urzędu. Jeżeli pani dyrektor Biura Paszportów chciała wykazać się grubiaństwem i pokazać, że ma gdzieś zwykłych obywateli, którzy dyrektorami nie są, to nie mogła znaleźć lepszego sposobu. Pozwalając na taką sytuację ta pani zdaje się mówić ludziom, że to nie ona każe im wyrabiać paszporty o tej porze dnia, a jeżeli mimo to chcą paszport zdobyć muszą trochę pocierpieć. Tak się też dzieje, ludzie wyrabiają paszporty pomimo „pomocy” Biura, tylko czy można taką sytuację nazwać wyjściem urzędników naprzeciw potrzebom obywateli?

niedziela, 6 kwietnia 2008

Herby

Herb naszego województwa, czyli pół lwa i pół orła pod wspólną koroną jest niewątpliwie herbem kujawskim.



Czy ma on coś wspólnego z gryfem pomorskim herbem Pomorza i województwa pomorskiego?



Dlaczego więc Bydgoszcz, siedziba władz wojewódzkich kojarzona jest przez wszystkich z Pomorzem? Nie ma z nim przecież żadnych związków historycznych. Mogą się z nim kojarzyć miasta na północy naszego województwa taki jak Świecie, Chełmno czy Grudziądz ale nie Bydgoszcz. Tymczasem często na koloniach, obozach, zjazdach i zgrupowaniach spotykałem się z tym, że w świadomości ludności innych regionów naszego kraju, pokutuje pogląd, jakoby Bydgoszcz była miastem pokrzyżackim. Tak samo jak Poznaniaków nazywają „pyrami” o Bydgoszczanach mówią „krzyżacy”. Krzyżacy władali przecież Bydgoszczą tylko kilka lat (1331 – 37), w dodatku było to w czasach przed lokacyjnych. Istniał wtedy tylko ziemno - drewniany gród i osada. Podobno Krzyżacy zaczęli budować pierwsze, kamienne fundamenty zamku bydgoskiego (podobno, bo część historyków to kwestionuje) i jest to jedyny ich wkład w budownictwo bydgoskie. Obecnie po zamku nie ma śladu i tylko szczegółowe badania archeologiczne, przeprowadzone na terenie przedszkola położonego między Placem Kościeleckich, a Brdą mogłyby ujawnić wiek jego fundamentów i być może również tożsamość ich budowniczych.