poniedziałek, 15 grudnia 2008

Spichrze bydgoskie

Do dzisiejszych czasów zachowały się tylko trzy sztuki, chociaż ostatnią wojnę przetrwało ich trochę więcej. Z różnych źródeł wynika, że w XV, XVI, XVII i XVIII wieku powstawały one masowo i zajmowały obydwa brzegi Brdy na odcinku pomiędzy dzisiejszym Mostem Bernardyńskim, a Mostem Jerzego Sulimy Kamińskiego. Stały się wizytówką naszego miasta i często są wykorzystywane jako logo Bydgoszczy.



Dlaczego te stare spichrze zbudowano właśnie w naszym mieście, a nie budowano ich w wielu innych miastach, z wyjątkiem może Gdańska? Dlaczego chociaż powstawały tak licznie na przestrzeni 500-set lat zaprzestano ich budowania? W spichrzach w Gdańsku magazynowano zboże, żeby czekało na statki morskie, które wywoziły je z kraju, a na co czekało zboże w Bydgoszczy? Oczywistym jest że czekało…. na wodę. Zboże z Kujaw, Krajny, części Wielkopolski i części Pomorza zwożono do Bydgoszczy z zamiarem załadowania na łodzie, szkuty, a później barki i spławienia go Wisłą do Gdańska. Łatwo sobie wyobrazić jak wyglądały w dawnych czasach drogi lądowe i jakimi pojazdami odbywał się transport zboża. Prawdopodobnie dość gęsta sieć lokalnych dróg schodziła się w naszym mieście. Żeby jednak takimi drogami transportować tony zboża na znaczne odległości nikomu nie przychodziło do głowy.

Należy przypuszczać, że część zboża przewożonego do naszego miasta przybywała w innym celu niż eksport do Gdańska, bo funkcjonowało w Bydgoszczy przynajmniej kilka dość wydajnych młynów wodnych, w których mielono je na mąkę. Większość zboża jednakże przeznaczona była na handel. Zwózka odbywała się pod koniec lata i wczesną jesienią, a nie można było w tym czasie ładować zboża na statki rzeczne, ponieważ w tym okresie roku w rzece nie było wody. Zapewne w wielu miejscach można było przez nią przejść nie mocząc kolan. Niezbędne więc było przechowanie tego zboża do późnej jesieni, aż woda w Brdzie zrobiła się na tyle głęboka, że pełne zboża szkuty mogły nią bezpiecznie spłynąć do Wisły.

To właśnie były powody powstania w Bydgoszczy licznych spichrzy zbożowych, a dlaczego zaprzestano je budować? Cóż, w połowie XIX wieku gospodarujący miastem i rzeką Niemcy zbudowali przy ujściu Brdy do Wisły stopień wodny. Spiętrzyli wodę w Brdzie i podwyższyli jej poziom nie pozwalając na jej nadmierne spłycenie w porze letniej. Od tamtego czasu nie trzeba było już nic w Bydgoszczy magazynować w oczekiwaniu na wodę. Pełne barki mogły pływać po Brdzie o każdej porze roku.

niedziela, 19 października 2008

Bydgoszcz trzeba kochać

…. i oni to robią, Towarzystwo Miłośników z Jerzym Derendą na czele. Pan Jerzy jest uczulony na punkcie Bydgoszczy i gotów walczyć z każdym kto chciałby nasze miasto poniżyć lub uszczuplić jego znaczenie. Cokolwiek by o nim nie mówiono, nikt nie może mu zarzucić nielojalności. Oczywiście nieustannie jest zmuszany do różnych kompromisów i wybierania tak zwanego mniejszego zła, ale to normalne w dzisiejszych czasach. Nie daje się do końca pogodzić nowoczesności z zabytkami, pomników przeszłości z ekonomią i wandalami itd.

Najcenniejszą inicjatywą TMMB jest organizowanie wycieczek po najbardziej interesujących zakątkach Bydgoszczy i uświadamianie współczesnym Bydgoszczanom związków naszego miasta z historią. Kolejna już w tym roku wycieczka odbyła się właśnie wczoraj, tym razem do Fordonu, którego związki z Bydgoszczą są bardzo stare. Można było obejrzeć pozostałości po dawnym Wyszogrodzie oraz posłuchać interesującej opowieści o jego historii opowiedzianej przez pana Roberta Grochowskiego, archeologa i historyka, współpracującego z TMMB.



Można było również wyobrazić sobie czasy dawne oglądając inscenizację bitwy o Wyszogród.



Warunkiem uczestniczenia w tej wycieczce były jedynie chęci, bo darmowy transport dostarczyły władze miasta, chociaż nie był to jakiś znaczący kłopot i pomimo zaangażowania w tę sprawę tylko jednego autobusu pozostały jeszcze wolne miejsca.



Po przejściu przez Stary Fordon i obejrzeniu budynku byłej synagogi



Uczestnicy wycieczki mieli możliwość obejrzenia filmu o historii mostu fordońskiego oraz jego nowego patrona, a następnie odwiedzili Dolinę Śmierci, po której przewodnikiem był pan Wojciech Sobolewski.



Przedstawił się jako opiekun wszystkich pomników w Bydgoszczy z ramienia Urzędu Miejskiego. Cała wycieczka była pod dużym wrażeniem oglądając 12 stacji, mających przypominać o drodze Chrystusa na Golgotę.



Uwieńczeniem wędrówki był oczywiście pomnik górujący nad skarpą fordońską i widoczny nawet z Wisły.

czwartek, 25 września 2008

Odbudowa

To, że wszystkie 6 śluz naszego Kanału trzeba odbudować nie ulega wątpliwości, dotyczy to również śluzy Miejskiej w Bydgoszczy oraz 14 śluz na skanalizowanej Noteci. Te ostatnie odbudować trzeba razem z jazami na rzece. Dlaczego odbudować? Dlatego, że te stare stuletnie śluzy chylą się ku upadkowi? Dlatego, że gdy któraś się zawali ustanie nawet ten niewielki ruch łodzi turystycznych, który dociera do Bydgoszczy obecnie i nie będzie chętnych do korzystania z budowanych właśnie przystani? Dlatego, że rozpadnięcie się jednej śluzy na drodze wodnej Wisła – Odra będzie miało fatalne skutki psychologiczne, bo przerwane zostanie definitywnie nawet to iluzoryczne, teoretyczne połączenie zachodu i wschodu Europy, które funkcjonuje w świadomości ludzi obecnie? Dlatego, że parametry naszych śluz – głównie długość – są niewystarczające dla większości współczesnych europejskich barek? Przecież nie ma żadnego sensu odbudowanie śluz i pozostawienie starych parametrów, bo co zrobimy później ? Będziemy je odbudowywać jeszcze raz?

Powszechnie przyjęto, że nowe śluzy buduje się równolegle do starych. Dzięki temu zawsze można jedną ze śluz remontować, podczas gdy cały ruch odbywa się drugą.



Tak właśnie jest w przypadku podwójnej śluzy Lechnitz na kanale Odra – Hawela, po lewej stronie zdjęcia widać starą śluzę, a po prawej nową.



Dwie różnej wielkości komory śluzy Sulfeld na Mittellandkanal



Wnętrze jednej z tych komór.

Podobnie jest w Polsce, nowoczesna śluza Czersko Polskie powstała obok śluzy Brdyujście, która w przypadku awarii może ją zastąpić.



Śluza Czersko Polskie



Śluza Brdyujście

Takiego samego rozwiązania powinna się doczekać się także śluza Miejska, chociaż ciężko byłoby mi wskazać, w którym miejscu można by zbudować nową równoległą komorę.



Innym problemem, którego wystąpienie trzeba przewidzieć budując nowe, wielkie śluzy na Kanale Bydgoskim jest niedobór wody. Zapiaszczona i spłycona górna Noteć nie nadążyłaby dostarczyć do Kanału potrzebnej ilości wody, gdybyśmy chcieli wypuszczać ją przy każdym śluzowaniu. Każda ze śluz Kanału musi być wyposażona w pompy i zbiorniki oszczędnościowe. Wszystkie prace przy budowaniu śluz trzeba zlecić wyspecjalizowanym firmom niemieckim lub holenderskim. W naszym kraju nikt nigdy nie kształcił ludzi budujących śródlądowe drogi wodne, a jest to dość skomplikowane.



Przebudowa śluzy Sulfeld

Oczywiście finansowanie takich inwestycji przerasta możliwości samorządów i ich ewentualnych związków. Samorządy mogą budować mariny lub przystanie, koszt budowy przystani, to mniej więcej jedna tysięczna kosztu budowy śluzy. W budowanie nowych śluz musi się zaangażować właściciel drogi wodnej, czyli Państwo. Nie finanse są jednak najważniejsze, można przecież rozłożyć wszystko na małe etapy, można pozyskiwać dotacje z unijnego funduszu na modernizację infrastruktury i funduszu wspierania ekologii, po małym kawałku realizować projekt, ale ten projekt musi być. Bez jednej wspólnej wizji nie ruszymy z miejsca. Nie może być tak, że nadzór nad różnymi śluzami tej samej drogi wodnej mają dwa różne ośrodki w Gdańsku i Poznaniu, a każdy z nich ma własne plany i strategie. Sądzę, że najkorzystniej byłoby rozpocząć prace modernizacyjne od strony Odry i zapewnić najpierw żeglowność pozwalającą dopływać do Warty barkom z kanału Odra – Hawela. Następnie sukcesywnie zwiększać parametry na Warcie i Noteci, aż do Kanału Bydgoskiego. W ten sposób nawet gdyby prace przy witalizacji drogi wodnej zostały, w którymś momencie przerwane, barki z Europy mogłyby dopływać aż do miejsca, w którym modernizację przerwano.

środa, 17 września 2008

Jak długo jeszcze?

Doputy dzban wodę nosi …. No właśnie, jak długo jeszcze będzie istniał i funkcjonował nasz stuletni Kanał Bydgoski? Ano dopóki śluzy się nie rozsypią ze starości i zaniedbania. W ostatnią sobotę miałem okazję obejrzeć niektóre z nich podczas spływu kajakowego zorganizowanego przez Sekcję Turystyki Kajakowej przy RTW Bydgostia. Sam spływ „Odrodzonym Kanałem Bydgoskim”. Był bardzo udany, tak jak wszystkie podobne imprezy, organizowane nie dla żadnego zysku, tylko z potrzeby serca i z miłości do regionu. Miał on na celu zwrócenie uwagi na nasze drogi wodne i spowodowanie, żeby coś się na nich zadziało. Zgodnie zresztą z wszechobecnym dzisiaj duchem promocji regionu i tego co jest w nim najcenniejsze i najbardziej atrakcyjne – Bydgoskiego Węzła Wodnego.

Władze miasta pękają z dumy z powodu budowy przystani wodnych, w których będzie można godnie podejmować zachodnich turystów. Nikt jednak nie zadaje pytania jak długo jeszcze ci zagraniczni turyści będą mogli korzystać z połączenia Wisła – Odra. Wszystkie śluzy na tej drodze wodnej budowali wprawdzie Niemcy, powszechnie uznawani za solidnych budowniczych, było to jednakże prawie 100 lat temu. Technologia budownictwa wodnego nie była jeszcze wtedy mocno zaawansowana, a stosowane w nim dzisiaj powszechnie rodzaje cementu nie były jeszcze wtedy znane. Obecnie na skutek upływu czasu i eksploatacji dosłownie każde śluzowanie może być tym ostatnim.



Wnętrze śluzy Osowa Góra





Wnętrze śluzy Prądy podczas śluzowania



Wnętrze śluzy Czyżkówko



Górny próg śluzy Czyżkówko,
Widać że niektóre elementy śluz, zwłaszcza mechanizmy były przynajmniej częściowo wymieniane, zasadnicze elementy konstrukcyjne, czyli ściany i głowy śluzy są już jednak baaardzo stare.

sobota, 6 września 2008

Śluzy na kanałach

Nie są częściami składowymi stopni wodnych, funkcjonują samodzielnie, spełniając rolę zapory. Jaz jest na kanale zupełnie niepotrzebny, ponieważ woda w nim nie płynie tylko stoi, dzięki śluzom jej poziom jest stały. Każde śluzowanie obniża wprawdzie nieznacznie poziom i tym samym głębokość wody na odcinku kanału powyżej śluzy ale niczym to nie grozi dopóki jednostki pływające przepływają przez cały kanał. Pokonują kolejne śluzy i podczas każdego śluzowania woda spływająca z wyższego odcinka uzupełnia niedobór wody w odcinku niższym. W swoim najwyższym odcinku każdy kanał musi być zasilany wodą z zewnątrz.

W przypadku Kanału Bydgoskiego jest to woda z górnej Noteci, skierowana do najwyżej położonego odcinka Kanału specjalnie w tym celu. Największe śluzy na Kanale Bydgoskim: Okole i Czyżkówko, opuszczają lub podnoszą statki na wysokość 7,5 metra. Do jednorazowego napełnienia każdej z nich potrzeba około 4 tysięcy metrów sześciennych wody. Taka ilość mogłaby nawet podczas jednorazowego śluzowania znacząco obniżyć głębokość w kanale powyżej śluzy. Dlatego właśnie budowniczowie Kanału zbudowali obok każdej z tych śluz zbiorniki oszczędnościowe.



Na zdjęciu widzisz śluzę Okole, a obok niej puste akurat zbiorniki oszczędnościowe. Podczas każdego spuszczania wody ze śluzy tylko połowa tej wody wypuszczana jest do Brdy. Druga połowa zatrzymywana jest w zbiorniku i wykorzystywana podczas ponownego napełniania śluzy. W ten sposób przy każdorazowym napełnianiu śluzy tylko połowa wody potrzebnej do jej napełnienia, zabierana jest z wyższego odcinka Kanału, a połowa ze zbiorników. Za każdym razem oszczędzamy około 2 tysięcy metrów sześciennych. Taka oszczędność jest bardzo przydatna przy gęstym ruchu i słabym zasilaniu górnego odcinka kanału.

Widziałem w Niemczech śluzy, które w ogóle nie spuszczają wody lecz całą gromadzą w zbiornikach, a później tą samą wodą napełniają śluzę za pomocą pomp. Można powiedzieć, że ta woda krąży w obiegu zamkniętym. W przypadku Kanału Bydgoskiego nie było problemu z zasilaniem, chociaż nie jestem pewien czy tak jest w dalszym ciągu. Koryto górnej Noteci, która zasila Kanał znacznie się spłyciło już w latach 80-siątych gdy pływałem tamtędy barką. Nie wiem czy dzisiaj, przy ewentualnym wzmożeniu ruchu Noteć nadążyłaby dostarczać wodę do Kanału.

sobota, 23 sierpnia 2008

O stopniach wodnych

Kilka już razy poruszałem sprawy związane z pokonywaniem stopni wodnych przez jednostki pływające, dotyczy to barek i statków ale również jachtów motorówek i kajaków. Pisałem także o różnicach pomiędzy śluzami na kanale, a śluzami na rzece Mi wszystkie związane z tym problemy wydają się oczywiste, lecz jak się okazuje nie jest to całkiem jasne dla ludzi nie związanych z pływaniem po rzekach lub związanych z tym pływaniem tylko pobieżnie, weekendowo. Dlatego też, znowu o tym wspomnę, rozwiewając, być może czyjeś wątpliwości.

Śluza na rzece zawsze jest elementem, jedną z części, stopnia wodnego. W celu spiętrzenia wody na rzece trzeba koniecznie zbudować szczelną zaporę, tak żeby rzeka musiała podnieść swój poziom, zalać brzegi powyżej zapory do wysokości jej górnej krawędzi i przelać się przez nią. Budowniczowie zapory nie chcą, żeby rzeka przelewała się bezładnie przez zaporę na całej jej długości (zapory), dlatego w pobliżu jej górnej krawędzi zostawiają specjalne otwory. Cała woda rzeki musi prze te otwory przepływać, wytwarzając podczas spadania poza krawędź zapory dużą siłę, dlatego w części z tych otworów umieszczone są zazwyczaj turbiny prądotwórcze. W innych otworach buduje się specjalne urządzenia nazywane jazami wyposażone w specjalne zasuwy, dzięki nim można w pewnych granicach regulować wysokość spiętrzenia wody, zmniejszając lub zwiększając efektywność turbin.

Taką właśnie zaporą na Brdzie jest grobla i tak zwana Wyspa Młyńska. Rzeka jakby rozdwaja się, z tym że jedna jej część płynie 3 metry powyżej drugiej. Woda nie przelewa się przez całą zaporę tylko spływa trzema otworami: otwór nr 1 to jaz tzw. ulgowy, koło przystani wodnej „Zawiszy”.



Otwór nr 2, to elektrownia wodna naprzeciwko opery „Nowa”



Otwór nr 3, to jaz Farny



Dzisiaj bardzo często się zdarza, że z powodu zbyt niskiej wody obydwa jazy są zamknięte i cały nurt kierowany jest na turbiny elektrowni. Wydawałoby się, że aż dwa jazy nie są w Bydgoszczy potrzebne, trzeba jednak pamiętać, że te jazy były budowane w czasach gdy nie istniała jeszcze zapora i Zalew Koronowski, a poziom Brdy w Bydgoszczy zmieniał się w ciągu roku nawet o 5 metrów. Można przypuszczać, że w tamtych czasach wszystkie jazy były bardzo potrzebne, zresztą po coś je budowano. Jazy załatwiają sprawę przepływu wody ale przecież w rzece pływają także ryby, których swobodnego przepływu budowle ludzkie nie powinny zatrzymywać, dlatego, żeby umożliwić im pokonywanie stopni wodnych na każdym z nich specjalnie dla nich zbudowano tzw. przepławki.



Jednakże jednostki pływające nie mogą korzystać ani z jazów ani z przepławek, dlatego na każdym stopniu wodnym na rzekach, które są drogami śródlądowymi zbudowane są śluzy. Ich szczelne komory nie przepuszczają wody, która swobodnie płynie tylko przez jazy a pozwalają pokonywać stopień wodny statkom, barkom i jachtom. Jeden taki stopień wodny jest usytuowany w środku naszego miasta, drugi przy ujściu Brdy do Wisły, a najwyższy stopień wodny w Polsce to oczywiście Włocławek, wysokość spiętrzenia około 15 metrów.



Po lewej stronie widać jazy, musi ich być dość dużo, żeby nadążały przepuszczać wysoką wodę na Wiśle. Bardziej w prawo, pod tymi niebieskimi pokrywami są turbiny, a całkiem po prawej stronie zdjęcia widać śluzę.

Stały poziom wody w rzece utrzymywany jest przez jaz i kolejne śluzowania go nie zmieniają, bo im więcej wody przepłynie przez śluzę, tym mniej jej popłynie do jazu. Na kanale funkcje śluzy są bardziej złożone.

niedziela, 17 sierpnia 2008

O ekologach

Nawiązując do poprzedniego postu zaznaczam, że moje mniemanie o pozorowaniu działania przez marszałków sześciu województw nie jest „wymądrzaniem się”. Nie jest również takie ważne, że wielu ludzi potwierdza to mniemanie, stwierdzając, że już w przeszłości różni urzędnicy udawali robienie czegoś dla rewitalizacji naszych dróg śródlądowych, w rzeczywistości nie robiąc nic. Prowadzili rozmowy o rozmowach w sprawie rozmów i nigdy nic z nich nie wynikało Wszystko wskazuje na to, że teraz skończy się tak samo, z tą może różnicą, że marszałkowie wydadzą trochę pieniędzy podatników, które zapłacą zaprzyjaźnionej firmie za wykonanie mniej lub bardziej realnego projektu, którego nikt i tak nie będzie realizował. Jak zwykle więc, cała para pójdzie w gwizdek.

Tymczasem, moim zdaniem, żeby umożliwić armatorom śródlądowym korzystanie z drogi wodnej Odra – Wisła, trzeba najpierw skupić wszystkie siły i fundusze na udrożnieniu dolnej Odry. Wszystkie sześć wymienionych województw powinno w tym wysiłku uczestniczyć i zdać sobie sprawę, że bez możliwości wjazdu od strony Odry, cała droga Odra – Wisła nie ma żadnego znaczenia. Gdy ten wjazd będzie już możliwy trzeba stopniowo posuwać się z regulacją w górę Warty, do ujścia Noteci. To nic, że będziemy posuwać się powoli, mamy przecież do odrobienia całe sto lat zaniedbań, kiedyś jednak trzeba zacząć, a nie ma innego sposobu rozpoczęcia niż od strony Odry. W ten sposób zanim jeszcze zaczniemy modernizować Noteć, barki będą mogły wozić towary z Niemiec do Kostrzyna, Gorzowa, a może i do Poznania.

Bardzo istotny jest fakt, żeby wszystkie wymienione w poprzednim poście regiony widziały w całym projekcie wspólny interes. Niezbędne wydaje się spisanie umowy i powołanie pełnomocnika do sprawy rewitalizacji drogi wodnej Odra – Wisła. Województwo Pomorskie, łożąc środki na modernizację Odry, musi zdawać sobie sprawę, że działa w swoim interesie. Podobnie województwo Wielkopolskie nie może wycofać się z projektu po udrożnieniu rzeki do Gorzowa i Poznania za wspólne pieniądze sześciu regionów.
Poza problemem pieniędzy, bez których realizacja tego ambitnego planu jest oczywiście niemożliwa, trzeba się będzie jeszcze zmierzyć z ekologami. Z tych dwóch problemów pieniądze wydają się być mniejszym, można podzielić inwestycję na etapy, zdobywać subwencje i dotacje unijne, powoli posuwać się do przodu, z ekologami jednak gorsza sprawa.

Całkowicie potępiają używanie węgla do produkcji energii elektrycznej, jako zbyt brudny. Do energii jądrowej nic ich nie przekona, bo zbyt niebezpieczna. Spróbuj jednak wytwarzać energię czystą i bezpieczną, spróbuj postawić wiatrak.



Natychmiast okaże się, że zakłócisz krajobraz i ciszę, a dodatkowo staniesz się mordercą ptaków. To samo niestety dotyczy elektrowni wodnych i zapór na rzekach. Wiąże się to z zakłóceniem natury, równowagi hydrologicznej, zatopieniem niespotykanych lęgowisk, itp. W celu rewitalizacji drogi wodnej Odra – Wisła konieczne jest zbudowanie przynajmniej kilku stopni wodnych na Odrze, Warcie, a także na Wiśle.

piątek, 15 sierpnia 2008

Mrzonki o E70 Antwerpia - Zalew Wiślany

Jak pisze „Rzeczpospolita” rośnie w Polsce zainteresowanie żeglugą śródlądową. W Kadynach nad Zalewem Wiślanym marszałkowie sześciu regionów połączyli siły, by przywrócić transportowi towarowemu 470 km polskiej części międzynarodowej drogi wodnej E70 Antwerpia - Zalew Wiślany. Byli to marszałkowie: lubuski, wielkopolski, kujawsko – pomorski, pomorski, zachodniopomorski i warmińsko – mazurski, wszyscy oni upatrują słusznie możliwość rozwoju swoich regionów dzięki rozwojowi transportu śródlądowego. Jak się wydaje zdają sobie oni sprawę że każdy rok opóźnienia inwestowania w infrastrukturę śródlądową oddala Polskę od Europy. Zamierzają więc wspólnie wyłożyć 1,2 mln. zł na studium przywrócenia żeglowności na tej drodze i na podstawie tego studium ubiegać się o fundusze unijne. Wstępnie szacują koszt całego przedsięwzięcia na 11 mld. zł.

Moim zdaniem ci marszałkowie nie mają pojęcia o czym mówią, bo czy ktoś z tych sześciu marszałków wie co to jest śluza, a co to jest stopień wodny?, czy któryś z nich oglądał te stopnie wodne na Noteci i śluzy Kanale Bydgoskim, które mają już 100 lat? Dlaczego ich spotkanie odbyło się w Kandydach, a nie w Bydgoszczy na przykład, gdzie można by było zademonstrować im działanie śluzy? Swoje kalkulacje oparli na koszcie budowy śluzy w Czersku Polskim (około 300 mln. zł), a przecież tam zbudowano tylko nową śluzę, bo jaz jest sprawny. Tymczasem 14 stopni wodnych na Noteci wymaga całkowitej wymiany zarówno śluz jak i jazów, które są zacofane technologicznie o 100 lat.

Oprócz nich – stopni na Noteci, żeby umożliwić żeglugę trzeba zbudować jeszcze kilka stopni wodnych na Warcie i Odrze. Obecnie barki z ładunkiem nie mogą dopłynąć ze Szczecina do ujścia Warty, a więc do początku drogi wodnej Odra – Wisła z powodu braku wody w Odrze. Trzeba więc podnieść poziom tej rzeki za pomocą kilku stopni wodnych, a budowa jednego stopnia na dolnej Odrze może kosztować kilka miliardów złotych. Okazałoby się zapewne, że i na Wiśle potrzebna jest podobna regulacja, żeby zapewnić odpowiednią głębokość tranzytową. Licząc prowizorycznie na koszt budowy najpotrzebniejszych śluz i stopni wodnych potrzeba około 50 miliardów złotych i drugie tyle na pogłębianie umacnianie brzegów itp. Poza tym, podczas późniejszego funkcjonowania trzeba przeznaczyć na pogłębianie i utrzymanie tej drogi w dobrym stanie technicznym kolejne kilkaset milionów złotych rocznie.

Oczywistym więc jest, że to inwestycja ogromna i musi być rozłożona na kilkanaście lat. z tej choćby przyczyny, że nawet jeżeli jakimś cudem znajdą się pieniądze to ilość firm specjalizujących się w budowaniu stopni wodnych jest ograniczona. Konieczne wydaje się również zatrudnienie firm z Niemiec i Holandii, które od lat specjalizują się w budownictwie wodnym. W Polsce nawet nie ma komu zlecić sporządzenia wiarygodnego studium w tej sprawie. Dziwię się trochę tym marszałkom, że przed przystąpieniem do jakichkolwiek rozmów nie zasięgnęli opinii fachowców. Jest przecież w Szczecinie Związek Polskich Armatorów Śródlądowych, kierują nim ludzie, którzy o żegludze śródlądowej i drogach wodnych wiedzą wszystko. Być może po spotkaniu i rozmowie z nimi marszałkowie województw dostrzegliby skalę problemu i przestaliby rozpowszechniać głupoty.

czwartek, 31 lipca 2008

Śluza trapezowa

W 1884 została oddana do użytku śluza miejska w Bydgoszczy, która miała niespotykany nigdzie przedtem, kształt trapezu. Była ona przy tym usytuowana znacznie bliżej obecnych mostów Solidarności, czyli bardziej na południe, niż ta dzisiaj funkcjonująca. Osobliwy był nie tyle trapezowy kształt tej śluzy, co jaj konstrukcja i sposób funkcjonowania. Otóż północna ściana śluzy – najkrótszy bok trapezu, była litą ścianą, a zarówno dolne jak i górne wrota śluzy znajdowały się w ścianie południowej – najdłuższym boku trapezu i oddzielone były od siebie prawdopodobnie murowaną groblą.



Po wschodniej stronie grobli była stojąca (tak jak obecnie) woda, a po zachodniej stronie grobli (również tak jak obecnie) woda płynęła bystro, a jej poziom znajdował się, tak jak teraz, około 2 metry powyżej stojącej wody. Śluza pozwalała statkom i łodziom pokonać ową różnicę poziomów, z tym że statek wypływający ze śluzy, żeby wpłynąć na kanał musiał przepłynąć w poprzek nurtu rzeki. Wiązało się to z poważnym utrudnieniem żeglugi, zwłaszcza, że w tamtych czasach musiały tamtędy przepływać nie tylko statki z własnym napędem ale również barki holowane za pomocą siły pociągowej z brzegu oraz tratwy, których zdolność manewrowania w nurcie rzeki była mocno ograniczona. W ciągu trzydziestu kilku lat funkcjonowania śluzy trapezowej często dochodziło więc, do niebezpiecznych wypadków. Niesłychanie uciążliwa była również konieczność obracania barek, wpływając do śluzy trapezowej przodem barka musiałaby wypłynąć z niej tyłem, dltego każdą płynącą do śuzy barkę trzeba było najpierw obrócić. Najbliższym śluzy miejscem na Brdzie dość szerokim, żeby obrócić barkę było w tamtych czasach rozszerzenie rzeki poniżęj mostu Bernardyńskiego do dziś nazywane obracanką. Od obracanki do śluzy miejskiej trzeba było ciągnąć barkę tyłem.

Nic dziwnego, że takie rozwiązanie przejścia z Brdy na Kanał wywoływało krytykę i liczne protesty właścicieli barek i firm przewozowych. Rząd niemiecki podjął decyzję o modernizacji Kanału w 1906 roku skłoniony nie tylko tymi protestami ale również koniecznością polepszenia jego parametrów. Miał więc przed sobą dwa cele: po pierwsze, zwiększenie przepustowości poprzez pogłębienie i poszerzenie samego Kanału oraz wszystkich śluz. Śluzy Kanału Bydgoskiego miały szerokość 5 metrów i wyglądały tak jak te na starym kanale, które możemy do dziś oglądać.




Barki typu wrocławskiego, które miały przypływać do Bydgoszczy były dwa razy szersze od tych śluz. Trzeba więc było podwoić szerokość wszystkich śluz na Kanale i Noteci. Drugim celem modernizacji było zlikwidowanie utrudnień, wynikających z niewygodnego i niebezpiecznego połączenia Brdy z Kanałem, co osiągnięto przez przekopanie nowego 1,6 kilometrowego odcinka kanału. Niemcy połączyli go z rzeką powyżej mostów kolejowych, kończąc całą modernizację w 1915 roku i tak już zostało do dzisiaj. Dzięki temu mogli zlikwidować śluzę trapezową i zbudować normalną w obecnym miejscu przesuwając ją w górę rzeki poprzez przedłużenie grobli. Dzięki przesunięciu Kanału udało się osiągnąć jeszcze trzecią korzyść, a mianowicie zmniejszenie ilości śluz. Wykorzystując najnowsze ówczesne zdobycze techniki Niemcy zastąpili 4 małe śluzy, dwiema potężnymi w Okolu i Czyżkówku, które przenoszą statki prawie 8 metrów w górę lub w dół. Dzisiaj w Polsce wyższa od nich jest tylko śluza we Włocławku, która została zbudowana 60 lat później.



Śluza w Czyżkówku. Doskonale widoczne są na zdjęciu zbiorniki oszczędnościowe. Po lewej stronie zdjęcie widać miejsce, w którym odgałęzia się stary kanał.

Stary odcinek kanału został wyeliminowany z normalnej żeglugi, chociaż pozostał w pełni sprawny. Pomimo, że wpłynięcie na niego z Brdy było mocno utrudnione, był awaryjnie wykorzystywany, ostatni raz po II wojnie, gdy jedna z wielkich śluz była uszkodzona.

niedziela, 13 lipca 2008

Ożywmy nasz Kanał

Patrząc na dwa stateczki na energię słoneczną, które gościmy w naszym mieście w związku z odbywającymi się Mistrzostwami Lekkoatletycznymi, zastanawiam się czy wszyscy podziwiający je Bydgoszczanie zdają sobie sprawę jaką drogę te stateczki odbyły. Wypożyczone od Niemców, żeby dotrzeć na miejsce musiały przecież przepłynąć całą Wartę, Noteć i Kanał Bydgoski i na pewno wzbudziły duże zainteresowanie we wszystkich, mijanych po drodze miejscowościach.



Gdy już będziemy mieli takie stateczki na własność, jak obiecuje pan prezydent, przynajmniej jeden z nich powinien kursować po Noteci, powiedzmy na przykład do Gorzowa. Oczywiście nie od razu, na początku chociażby do Nakła, gdzie już funkcjonuje przystań, a później coraz dalej. Do Ujścia, Czarnkowa, Wielenia i Krzyża, samorządy tych miejscowości na pewno będą tym zainteresowane i dołożą się do budowy przystań i infrastruktury. Poza tym sam kanał nareszcie ożyje. Brałem wczoraj udział w wycieczce organizowanej przez TMMB i płynąc statkiem MS BYDGOSZCZ przez śluzę Miejską słyszałem komentarze współpasażerów. Wygląda na to, że dopiero po przebyciu tej śluzy, która pozwala statkowi pokonać różnicę poziomów o wysokości 3 metrów, zrozumieli istotę jej funkcjonowania.




O ileż większe byłyby ich wrażenia gdyby mogli prześluzować ogromne śluzy na Okollu i Czyżkówku, które mają po 8 metrów.

piątek, 4 lipca 2008

Metropolia

Zatem od piątku 27 czerwca tworzenie metropolii bydgosko – toruńskiej zostało rozpoczęte. Nie czas już więc na to, żeby tą decyzję (to postanowienie) torpedować i gdybać na temat połączenia Bydgoszczy z innymi ośrodkami. Narzucona przez ustawę minimalna liczebność ludności w metropolii – 2 miliony - wydaje się zresztą wszystkie te inne możliwości wykluczać. Pozostaje nam więc jedynie pokonać barierę bydgosko – toruńskiej niechęci. Na pewno nie stanie się to prędko, bo niedobre emocje narastały od dawna i to co dzisiaj obserwujemy jest efektem długoletniej polityki i konkurencji.

Konflikty zaczęły się zapewne już w odległym średniowieczu, kiedy Wisła stanowiła granicę między polskimi Kujawami, a krzyżacką ziemią chełmińską i dobrzyńską. Konkurencja dotyczyła wtedy handlu zbożem i innymi towarami spławianymi Wisłą do Gdańska. W późniejszych wiekach Prusacy zbudowali Kanał Bydgoski, co wzmocniło pozycję Bydgoszczy. Położenie Torunia prawie na samej granicy Królestwa Prus było przyczyną jego marginalizacji jako ośrodka administracji. To w Bydgoszczy rozwijał się przemysł i usytuowane zostały siedziby dyrekcji kolei i poczty oraz administracji państwowej. Jednakże ludzie pamiętający tamte czasy już dawno odeszli, więc chyba nie w tamtej historii należy szukać początków dzisiejszej niechęci.

Po I wojnie w Bydgoszczy pozostało wielu wpływowych Niemców, którzy mieli tu swoje przedsiębiorstwa i nieruchomości i tym razem, to Bydgoszcz stała się miastem przygranicznym. Władze polskie ulokowały więc, siedzibę województwa w Toruniu. Po II wojnie z kolei ukształtował się ostatecznie obecny skład ludności obydwu miast. Myślę, że pewną rolę w tym nowym porządkowaniu odegrała znowu Wisła, która krótko po wojnie, pozbawiona była mostów i utrudniała przenikanie ludności ze wschodu – głównie z Litwy. Dzisiaj łatwiej można znaleźć w Bydgoszczy rodziny wywodzące się z południa, z dawnej Galicji i Ukrainy. W Toruniu natomiast dużo jest ludności pochodzącej z Litwy, między innymi z Wilna.

Duży wpływ na strukturę ludności w naszych miastach miała władza ludowa, która od początku działając poprzez Urząd Repatriacyjny oraz Komitety PPR i PPS, kreowała Bydgoszcz na stolicę województwa. Być może działała częściowo na przekór polskim władzom międzywojennym, głównym jednak powodem była na pewno lepiej rozwinięta w Bydgoszczy sieć kolei i dróg oraz miejska infrastruktura. Poza tym Toruń przez całe stulecia nie rozwijał się terytorialnie, ponieważ pełnił funkcję twierdzy i jego rozbudowa była ograniczona fortyfikacjami.

Teraz te różnice się zacierają (z wyjątkiem wrogości, która jakoś przetrwała) w Toruniu rozwinął się jeden z największych w Polsce ośrodków uczelnianych oraz również bardzo znana w kraju rozgłośnia tylko może trochę mniej światła niż UMK. Wizytówką miasta pozostaje starówka,



bulwary nad Wisłą,




a ostatnio także nowoczesne centrum sztuki współczesnej.

sobota, 21 czerwca 2008

Niemieckie ślady

Jako Bydgoszczanie powinniśmy być dumni z wielokulturowej i wielonarodowej historii naszego miasta. Zaakceptować zarówno obiekty pochodzenia polskiego, jak również te, które są ewidentnie niemieckie (pochodzenia pruskiego), a tak się składa, że tych jest w Bydgoszczy najwięcej. To przecież Prusacy, czyli właśnie Niemcy zbudowali wszystkie gmachy użyteczności publicznej w naszym mieście. Umieszczone są w nich obecnie szkoły, urzędy, sąd. Trzeba przyznać, że poza architekturą sakralną są to najpiękniejsze budynki Bydgoszczy. Spójrzmy chociażby na gmach sądu, technikum kolejowe, obecny budynek poczty, dawną dyrekcję kolei, Urząd Wojewódzki, obecny Uniwersytet na Alejach Ossolińskich i wiele innych.



Czasami wystarcza jedno spojrzenie na budynek, żeby stwierdzić jakiego jest pochodzenia. Tymczasem zarówno Niemcy jak Polacy za wszelką cenę próbują zdyskredytować i zatrzeć wzajemnie swoje wpływy i ich ślady fałszując nawet historię. Dotyczy to nawet projektów i pomysłów. Tak było w przypadku Kanału Bydgoskiego, który miał swoją rację bytu tylko w państwie pruskim, niejako konsolidując Prusy z rzeszą państw niemieckich. Zaprojektowany i zbudowany został przez projektantów i budowniczych pruskich, wzdłuż doliny Noteci. W Polsce Kanał ten nie mógł nic ze sobą połączyć, Odra znajdowała się przecież poza naszą granicą. Znaleźli się jednak tacy patrioci, którzy twierdzili, że Kanał jest czysto polskim pomysłem Węgra Franciszka Czakiego, który był przez Prusaków skradziony. Tym łatwiej im przyszło taki stwierdzenie, że Czaki żadnego projektu nigdy nie sporządził, zawarł tylko swój pomysł w memoriale, który podsunął Stanisławowi Augustowi. Nie wspominając już o tym, że pan Czaki zamierzał przeprowadzić Kanał w bardzo nierealnym miejscu po zboczu doliny Noteci.

Na takiej samej zasadzie Prusacy próbowali usunąć ślady polskości miasta. Przebudowali większość bydgoskich kamieniczek na inny styl, a polskie kościoły katolickie przerobili na ewangelickie, zburzyli lub urządzili w nich magazyny, remizę, itp. Niemcy chcieliby nam wmówić, że początki Bydgoszczy to czasy gdy oni tu przyszli i zbudowali Kanał, a wcześniej nie było nic. Sprzyja ich wersji fakt, że w 1772 roku Bydgoszczan było tylko około 1 tysiąca. Celowo jednak nie wspominają o tym, że w XVI wieku Bydgoszcz była jednym z najludniejszych miast w całej Polsce i zamieszkiwało tu około 18 tysięcy osób. Niestety tylko przez pół wieku. Pomimo likwidacji klasztorów i kościołów katolickich, Prusacy nie zdecydowali się na zburzenie najpiękniejszego bydgoskiego kościoła, który był również tak niezaprzeczalnie katolicki, że pozostawiono go katolickim. Czyżby nie śmieli tknąć tej ewidentnie polskiej wizytówki Bydgoszczy?

Dopiero hitlerowcy, konkretnie Werner Kampe wydał decyzję zniszczenia zachodniej pierzei i jestem pewien, że niezależnie od pretekstu, jego celem było zniszczenie polskiego symbolu Bydgoszczy, który widniał na tysiącach przedwojennych widokówek. Po wojnie jak wiemy większość Bydgoszczan – Niemcy, odeszli. Prawie cała ludność napłynęła z południa i kresów południowo - wschodnich, cokolwiek te słowa oznaczają. Obecni mieszkańcy nie widzieli Bydgoszczy przed wojną, a jej historię znają z publikacji propagandowych władz ludowych oraz źródeł niemieckich. Nie można z czystym sumieniem twierdzić, że „Kaskada” zastąpiła kościół pojezuicki jako wizytówkę miasta. Nie zastąpi go też zapewne wieża pana Sowy.

Jestem jak najbardziej za tym żeby oddać sprawiedliwość prawdziwym autorom poszczególnych osiągnięć, nawet Krzyżakom. To oni (a nie Polacy) prawdopodobnie zbudowali pierwsze, kamienne podwaliny i fundamenty zamku bydgoskiego, jeszcze przed Kazimierzem Wielkim. Zamek zniszczyli po trzystu latach Szwedzi i być może część tych fundamentów wykorzystali później Prusacy, budując swoje koszary, zamienione następnie przez Polaków na pocztę. Historia jest czasami bardzo skomplikowana.

niedziela, 1 czerwca 2008

Festyn

Próbowałem w piątek uczestniczyć w naszych bydgoskich obchodach „Steru na Bydgoszcz”, wydaje się jednak, że definicja festynu nie jest przez wszystkich Bydgoszczan do końca zrozumiała. Może po prostu miałem pecha i nie trafiałem tam gdzie było fajnie i przyjemnie, w każdym razie tam gdzie byłem wcale przyjemnie nie było. Byłem świadkiem jak pan wiceprezydent M. Grześkowiak przekazywał symboliczney ster imprezy Stanisławowi Tymowi. Wyglądało to tak jakby ten „ster” był gorący i bardzo szybko po tej ceremonii pan wiceprezydent gdzieś uciekł, wymawiając się pilnymi zajęciami, chociaż było już późne popołudnie. Może uciekł przed hałasem?

Ja również długo tego hałasu nie wytrzymałem, pomimo sympatii do pana Tyma i jego anegdot, musiałem się ewakuować, bo komuś wydawało się, że im będzie głośniej tym lepiej. Było to chyba jakieś hasło ogólne całego festynu „zagłuszyć innych”, a przecież nie wszyscy chcieli słuchać ryku głośników. Byłem spragniony, więc usiadłem w jednym z „ogródków”, żeby się spokojnie napić piwa, odległość od rynku była na tyle duża, że dolatujący stamtąd grzmot głośników nie był już porażający i myślałem, że uda mi się porozmawiać z kolegą. Bardzo szybko wybiły mi te myśli z głowy chóralne przyśpiewki podchmielonej młodzieży na temat zupełnie nie związany z festynem. Uciekliśmy więc w zupełnie inne okolice, aby dalej od zgiełku, tłoku i ryku głośników, widocznie nie mamy zdrowia do festynów.

Tak było w piątek, a w sobotę miałem okazję uczestniczyć w zupełnie innej imprezie, zostałem zaproszony na spacer kajakiem po Brdzie zorganizowany przez Sekcję Turystyki Kajakowej przy Regionalnym Towarzystwie Wioślarskim „Bydgostia”, które ma swoją siedzibę przy ulicy Żupy 4. Było bardzo przyjemnie i rodzinnie, powiosłowaliśmy aż do Wyspy Młyńskiej i opery, mijając liczne wizytujące Bydgoszcz jachty.



Mieliśmy również okazję obserwować przybycie do Bydgoszczy przez śluzę Miejską statku szkolnego „Łokietek” z Nakła, który przybył, żeby wziąć udział w imprezie „Ster na Bydgoszcz”.




Później powiosłowaliśmy z biegiem rzeki aż za most Pomorski, następnie wróciliśmy do przystani klubu.



Tu również odbył się festyn połączony z obchodami 80-dziesięciolecia „Bydgostii”, na które zostali zaproszeni wszyscy seniorzy, a wśród nich wielu znakomitych, byłych reprezentantów, zdobywających dla klubu medale. Festyn bardzo różnił się od tego w mieście, nikt nikogo nie przekrzykiwał przez głośniki i ludzie odnosili się do siebie z szacunkiem, pomimo różnic wiekowych.

sobota, 24 maja 2008

Bobry

Tak bardzo mnie pochłonęło tłumaczenie się z apolitycznych poglądów, że omal nie zapomniałem o czym chciałem dzisiaj napisać. Otóż wczoraj, znalazłem świeże ślady działalności bobrów w Samociążku. Bardzo się ucieszyłem, bo szukałem ich od 3 lat i już byłem przekonany, że bobry się znad zalewu wyniosły, znajdowałem tylko stare kilkuletnie ślady poprzegryzanych pniaków drzew. Okazało się, że bobry jednak wytrzymały masowy napływ ludzi, warkot coraz większej ilości łodzi motorowych, dzikie wieczorne imprezy przy ogniskach. Ścierpiały nawet statek wycieczkowy, z którego rozlega się koszmarna muzyka, tak głośna, że słychać ją na oddalonej o 5 kilometrów szosie do Koronowa. No i bobry są, zostały, sama świadomość, że tam sobie żyją jest w jakiś sposób przyjemna.



Są ludzie, którzy twierdzą, że to szkodniki, że jest ich w Polsce za dużo i należałoby część z nich odstrzelić. Ja jednakże uważam, że to bardzo sympatyczne zwierzątka i jestem pewien, że z ich punktu widzenia to ludzi jest za dużo. Nie powinniśmy żałować im kilku drzew znad wody, czy naprawdę las jest tylko dla ludzi? Przecież obecność bobrów świadczy o czystości środowiska. Ludzie powinni się raczej chwalić, że na ich terenie żyją bobry, a nie zwalczać je. Osobiście mam nadzieję, że takie ślady będę znajdował jeszcze długo.

sobota, 17 maja 2008

Chiny to wielki kraj

Bardzo popularny temat to Tybetańczycy i olimpiada w Chinach, bojkotować czy nie, a jeżeli już to w jaki sposób? Trochę już chyba za późno na takie rozważania, tysiące sportowców już 4 lata przygotowują się do tych igrzysk. Jeżeli politykom wydaje się, że zamanifestowanie przez nich nieobecności, wyjdzie komuś (na przykład Tybetańczykom) na dobre, to niech nie jadą. Nie sądzę, żeby ich brak był bardzo dotkliwy dla organizatorów olimpiady. Jeszcze nie tak dawno wydawało mi się błędem wyznaczenie na miejsce tej imprezy właśnie Chin. Byłem nawet oburzony. Myślałem, że to trochę nieeleganckie - najbardziej rozwinięte, a przede wszystkim demokratyczne kraje świata uznają, że Chiny są im równe? Chiny, państwo totalitarne, w którym stosuje się tortury, publiczne egzekucje i inne bestialstwa? Państwo, które nie przyznaje pełnych praw obywatelskich (na przykład prawa do posiadania dzieci) mniejszościom narodowym? Państwa, które tłamsi i podporządkowuje sobie wszystkie religie?

Po namyśle i rozważeniu tej sprawy doszedłem jednak do wniosku, że wyznaczenie miejsca olimpiady właśnie w Chinach może mieć bardzo skomplikowane następstwa. Nikt przecież dokładnie nie wie jaki wpływ wywrze nawet częściowe i tylko okresowe zniesienie blokady informacyjnej. Miliony Chińczyków zobaczą w telewizji inny świat, być może zniesiona będzie chwilowo blokada internetu. Ściągną do Chin setki tysięcy ludzi różnych wyznań, którzy na pewno będą chcieli pomodlić się w swoich świątyniach i coś pozwiedzać. Nawet jeżeli Chińczykom nie uda się z nimi rozmawiać będą obserwować ich zachowanie, a może nawet otrzymają materiały uświadamiające od emisariuszy różnych organizacji obrony praw człowieka. Niemożliwa stanie się całkowita izolacja obywateli Chin, która miałaby miejsce gdyby igrzyska odbywały się w innym państwie.



Tybetańczycy ocenili, że olimpiada to dobry moment, żeby przypomnieć światu o swojej obecności i swojej krzywdzie, a przecież nie są oni najliczniejszą mniejszością. W Chinach żyją ich 3 miliony, podczas gdy wszystkie mniejszości narodowe w tym kraju to około 8% ludności. Procent może nie jest imponujący, jednakże w chińskiej skali, przy liczebności 1,2 miliarda 8% to jednak ponad 100 milionów, na które składa się 55 różnych narodowości. Mówią one przy tym różnymi dialektami i wyznają 5 różnych religii głównych: taoizm, konfucjanizm, buddyzm, islam i katolicyzm. Religia katolicka podzielona jest na kościół patriotyczny (zależny od państwa), lojalny wobec Rzymu i protestancki. Olimpiada może być tym czynnikiem, który przyczyni się do rozłamu w chińskim monolicie, a na pewno wpłynie na przyspieszenie demokratyzacji życia w tym państwie.



Inna sprawa, że chociaż tak nam się wydaje, to nie wiadomo czy naprawdę tego chcemy. Szacuje się, że w najbliższym 10- leciu, nawet bez przyspieszania procesu demokratyzacji, około 400 milionów Chińczyków przeniesie się ze wsi do miast. Jest to mniej więcej tyle co cała ludność Polski x 8. Każdy z tych ludzi będzie chciał mieć mieszkanie, telewizor, z czasem samochód lub chociażby motocykl. Na pierwszy rzut oka wygląda to fantastycznie i niektóre koncerny i firmy już ostrzą sobie apetyt na nowy rynek zbytu. Nikt jednak dokładnie nie wie jaki wpływ na środowisko będzie miało zbudowanie i funkcjonowanie nieekologicznych budynków dla 400 milionów Chińczyków oraz zasilających te domy elektrociepłowni. Nikt też dokładnie nie wie jaki wpływ na światowy rynek żywności będzie miało przeniesienie 400 milionów ludzi ze wsi, gdzie przeważnie produkowali sobie żywność sami do miast, gdzie będą ją kupować. To jest właśnie chińska skala, już w tym roku cały świat wyraźnie odczuwa podwyżkę cen żywności. Łatwiej nam przewidzieć kryzys na rynku paliwowym, bo już teraz każdego dnia Chiny sprowadzają do swojego kraju tysiące pojazdów. Będą ich potrzebowali jeszcze więcej, a przecież wiadomo, że samochody na wodę nie jeżdżą.

sobota, 10 maja 2008

Pomniki przyrody

Bardzo rzadko odwiedzam tak zwane hipermarkety i przebywam w nich raczej krótko, bo nie czuję się w nich dobrze. Być może dlatego, że pochodzę z trochę starszego pokolenia, które ciągle jeszcze słucha radiowej TRÓJKI, a może to jakaś osobista cecha charakteru. Niemniej zauważyłem, że te duże markety również mają całe rzesze amatorów i wielbicieli, którzy spędzają tam dużo swojego czasu. Bydgoszcz to jednak nie tylko Galeria, Drukarnia, Rondo, Focus Park oraz City Bank, bardzo istotne znaczenie dla estetyki i wyglądu miasta, mają tereny zielone. Chociaż współcześnie, ludzie mało uwagi zwracają na przyrodę z radością zauważam, że ostatnio zaczęło się to zmieniać. Powstaje coraz więcej specjalistycznych firm zajmujących się zagospodarowywaniem terenów zielonych i zmienia się pogląd opinii publicznej i władz samorządowych na sprawy zieleni. Może jest to spowodowane wewnętrznym impulsem estetyki, a może przenikającymi zza granicy wzorcami. Pomijając przyczyny możemy stwierdzić, że nasze bydgoskie ronda, skwery i parki wyglądają coraz piękniej.
Może nawet kiedyś dojdzie do tego, że ktoś przypomni sobie o naszych pomnikach przyrody. Są przecież w naszym mieście piękne i egzotyczne drzewa, niektóre bardzo rzadko spotykane w Polsce. Wiele miast chwali się okazami bardziej pospolitymi niż te, które można znaleźć w Bydgoszczy. W Urzędzie Miejskim jest nawet lista Bydgoskich pomników przyrody, kiedyś udało mi się ją zdobyć, oto ona:
----------------------------------------------------------------------------------
Bożydrzew - Jagiellońska 3, Urząd Wojewódzki (2 sztuki)
Cis pospolity - Gdańska 40, Kordeckiego 5, Plac teatralny, Wały Jagiellońskie 14
Cyprysik błotny - Plac wolności – park(2 sztuki)
Dąb czerwony - Dąbrowskiego 8
Dąb kaukaski – Filarecka
Dąb piramidalny - Plac wolności – park
Dąb szypułkowy - Chemiczna, Fordońska 86, Głębinowa, Jasieniecka 40, Czartoryskiego 14, Czartoryskiego 20, Olimpijska/ Relaksowa, Plac wolności – park (3 sztuki), Siedlecka, Sielska 183, Sielska 188, Antoniego Spadwy 8, Toruńska 302, 20-stego stycznia – park (2 sztuki), Brda – Janowiec, Dąbrowskiego 8, Mińska 105, Młyńska 2, Rondo Grunwaldzkie

Głóg dwuszyjkowy - Kołłątaja 4
Jabłoń rajska - Gdańska 84
Jesion wyniosły - Mińska 105
Jarząb szwedzki - 20-stego stycznia- park, Szymanowskiego (46 sztuk)
Kasztanowiec - Bernardyńska 6, Jagiellońska park ludowy, Inwalidów, Toruńska, Hugo Kołłątaja(8 sztuk), Mennica (3 sztuki)
Katalpa - Jagiellońska 27, Fordońska

Klon srebrzysty - Kopernika 1, Kanał/ Staroszkolna, Pomorksa 33,
Klon zwyczajny - Chodkiewicza 44, Maciaszka
Lilak pospolity - Płocka 8
Limba - 20stego stycznia – park
Limba dwuwierzchołkowa - 20stego stycznia – park
Lipa drobnolistna - Fara - kościół, Wzgórze Dąbrowskiego, Osada 15
Lipa srebrzysta - Rejmonta VI LO
Magnolia - Ossolińskich 12 (3 sztuki), Markwarta 9, 20stego stycznia – park, Cicha 19
Miłorząb dwuklapowy - Gimnazjalna 11, Rondo Jagiellonów, Filarecka
Olsza czarna - Stary Kanał, Mińska 105, Toruńska 157
Olsza srebrnolistna - 20stycznia – park (2 sztuki)

Perełkowiec japoński – Fordońska 2
Platan - Plac teatralny, Plac wolności - kościół, Królowej Jadwigi – planty (4 sztuki), Szubińska
Platan klonolistny - Słowackiego – radio, Zygmunta Augusta
Topola czarna - Stary kanał (16 sztuk), Nakielska/ Plażowa, Toruńska 157
Topola szara - Obrońców Bydgoszczy 1 (2 sztuki), Zygmunta Augusta
Wiąz polny – Filarecka
Wiąz szypułkowy - Konopna 26, 3-ego Maja, Plac wolności, Cicha 22, Grunwaldzka- Flis, Grunwaldzka 15, Mińska 105 i Mińska 158 (3 sztuki)

Wierzba – Wzgórze Dąbrowskiego
Wierzba biała – Filarecka, Lisia, Toruńska157
Winobluszcz – Bernardyńska 6
Naturalne źródło wody – Myślęcinek
Aboretum – Ogród botaniczny jako całość
Głaz narzutowy - Jurasza, Fordońska/ glinianka, Białogardzka 22, Skłodowskiej, Włościańska/ Traktorzystów
---------------------------------------------------------------------------------

Jak zdążyłem się przekonać niektóre pozycje są już nieaktualne, kiedyś nadawano status pomników pojedynczym drzewom lub całym ich grupom, a po pewnym czasie rodziły się wątpliwości, które dokładnie drzewa należą do grupy. Fakt, że niektóre lokalizacje zaznaczono dokładnie, a inne tylko z grubsza, podając samą nazwę ulicy może świadczyć, że nikt właściwie nie panuje nad całością i że nie ma żadnego systemu, który narzucałby właścicielom gruntów, dbałość o znajdujące się na nich pomniki. Poza wszystkim wiele z tych drzew – pomników, to staruszki i chociaż żyją dłużej niż ludzie, w końcu się przecież wykruszą. Warto więc wyeksponować je zrobić foldery, dokumentację fotograficzną i odpowiednio je rozreklamować, żeby jak najwięcej Bydgoszczan zdążyło je podziwiać. Kilka z nich już sfotografowałem i umieściłem w galerii.

wtorek, 15 kwietnia 2008

Po paszporty

Jeden z moich kolegów wyrabiał paszport dla swojego dziecka w Biurze Paszportowym w Bydgoszczy, które mieści się w budynku C Urzędu Wojewódzkiego przy ulicy Konarskiego 3. Nie mogę się powstrzymać i muszę napisać co przy tej okazji przeżył i co widział. Mój kolega należy do osób pracujących, postanowił więc skorzystać z rzekomego udogodnienia. Urzędnicy, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom pracujących obywateli i zaspokoić ich potrzebę zdobycia paszportu, jeden dzień w tygodniu – wtorek – urzędują w biurze paszportowym dłużej, do godziny 17.45. Mogłoby się wydawać, że wbrew ogólnie przyjętym standardom i sereotypom urzędnicy naprawdę chcą pomóc zwykłym ludziom pracy. Tymczasem okazuje się, że to tylko bardzo mylne pozory.

Pora jest już wiosenna i ma się ku wakacjom, tłumy ludzi ruszyły po paszporty i na drugim piętrze budynku przy Konarskiego 3 tworzą się spore kolejki. Urzędnicy dwoją się i troją, ale nie są w stanie obsłużyć wzmożonego ruchu, a ilość pracowników przyjmujących wnioski nie została na ten gorący okres zwiększona. Być może dzieje się tak z powodu zwykłej ignorancji, czy arogancji pani dyrektor Biura, być może z innych ważnych powodów, tego nie wiem. Wiem natomiast z całą pewnością, że z powodu niekompetencji lub bezmyślności tej pani nie zostały ze sobą zgrane godziny otwarcia Biura z godzinami otwarcia poczty mieszczącej się na parterze Urzędu, która przestaje być czynna kilka godzin przed zamknięciem Biura.

Efekt tego drobnego szczegółu jest piorunujący. Biuro nie przyjmuje opłat związanych z wnioskiem o wydanie paszportu, więc ludzie pracy po zajęciu miejsca w kolejce i wypisaniu przelewów, pędzą na Pocztę Główną, żeby dokonać wpłaty. Wprawdzie nie jest do niej daleko w linii prostej, żeby jednak tam dotrzeć z Urzędu Wojewódzkiego, trzeba przejść pod Rondem Jagiellonów. Dodatkowo podnosi ludziom ciśnienie fakt, że po drodze mijają nieczynną pocztę na terenie Urzędu. Jeżeli pani dyrektor Biura Paszportów chciała wykazać się grubiaństwem i pokazać, że ma gdzieś zwykłych obywateli, którzy dyrektorami nie są, to nie mogła znaleźć lepszego sposobu. Pozwalając na taką sytuację ta pani zdaje się mówić ludziom, że to nie ona każe im wyrabiać paszporty o tej porze dnia, a jeżeli mimo to chcą paszport zdobyć muszą trochę pocierpieć. Tak się też dzieje, ludzie wyrabiają paszporty pomimo „pomocy” Biura, tylko czy można taką sytuację nazwać wyjściem urzędników naprzeciw potrzebom obywateli?

niedziela, 6 kwietnia 2008

Herby

Herb naszego województwa, czyli pół lwa i pół orła pod wspólną koroną jest niewątpliwie herbem kujawskim.



Czy ma on coś wspólnego z gryfem pomorskim herbem Pomorza i województwa pomorskiego?



Dlaczego więc Bydgoszcz, siedziba władz wojewódzkich kojarzona jest przez wszystkich z Pomorzem? Nie ma z nim przecież żadnych związków historycznych. Mogą się z nim kojarzyć miasta na północy naszego województwa taki jak Świecie, Chełmno czy Grudziądz ale nie Bydgoszcz. Tymczasem często na koloniach, obozach, zjazdach i zgrupowaniach spotykałem się z tym, że w świadomości ludności innych regionów naszego kraju, pokutuje pogląd, jakoby Bydgoszcz była miastem pokrzyżackim. Tak samo jak Poznaniaków nazywają „pyrami” o Bydgoszczanach mówią „krzyżacy”. Krzyżacy władali przecież Bydgoszczą tylko kilka lat (1331 – 37), w dodatku było to w czasach przed lokacyjnych. Istniał wtedy tylko ziemno - drewniany gród i osada. Podobno Krzyżacy zaczęli budować pierwsze, kamienne fundamenty zamku bydgoskiego (podobno, bo część historyków to kwestionuje) i jest to jedyny ich wkład w budownictwo bydgoskie. Obecnie po zamku nie ma śladu i tylko szczegółowe badania archeologiczne, przeprowadzone na terenie przedszkola położonego między Placem Kościeleckich, a Brdą mogłyby ujawnić wiek jego fundamentów i być może również tożsamość ich budowniczych.

poniedziałek, 31 marca 2008

Przyjazny brzeg ?

Jak się dowiedziałem Bydgoszcz została wyróżniona spośród innych polskich nadrzecznych miast prestiżową, podobno Nagrodą Przyjaznego Brzegu. Zapewne stało się tak głównie dzięki tramwajowi wodnemu i planom jego rozwoju oraz rewitalizacji bulwarów i realizowanym właśnie planom zagospodarowania Wyspy Młyńskiej.
Ta nagroda to miły gest, nie uważam jednak, żeby była w pełni zasłużona…. Przyjazny brzeg, kojarzy się przede wszystkim z bezpieczną i spokojną przystanią dla turystów. Czyżby w Bydgoszczy była jakaś naprawdę przyjazna przystań? Ogrodzona? z możliwością zacumowania na dłużej?, możliwością podłączenia się do prądu?, możliwością nabrania wody?, zatankowania paliwa? Z tego co mi wiadomo wszystkie te sprawy turyści polscy i zagraniczni muszą sobie załatwiać prywatnie. Często cumują swoje jachty w pobliżu naszej bydgoskiej „Barki” i proszą przygodnych ludzi o przypilnowanie, a i tak ze strachu o całość jachtu zwiedzają tylko najbliższą okolicę. Te trudności logistyczne raczej odstraszają nawet tych nielicznych turystów z Europy, którzy odważają się przepłynąć całą drogę wodną Odra – Wisła. Być może zatrzymywaliby się w Bydgoszczy na dłużej gdyby taka przyjazna przystań funkcjonowała i gdyby mogli w niej stawiać swoje jachty, które często są wielokrotnie droższe niż samochody. Dobrym miejscem dla takiej przystani byłaby Wyspa Młyńska, ciekawe czy ktoś tam taką inwestycję zaplanował? Na przykład w tym miejscu:



Tymczasem turyści wolą odwiedzać nasze miasto samochodami, pomimo że dla wielu z nich ulubioną formą wypoczynku jest jachting motorowy. Parkingów dla samochodów i stacji benzynowych jest u nas dość dużo, przyjaznych przystani dla jachtów nie ma w ogóle.

czwartek, 27 marca 2008

Smak demokracji

Zachodnia demokracja jest już w Polsce faktem od około 18 lat, tyle akurat lat ma moja córka. Nigdy nie zaznała ona innych czasów i władzę ludową zna tylko z opowiadań. Nigdy też nie zada sobie pytania skąd się wzięły w naszym kraju różne patologie, które przecież w nim nie powstały. Jednakże ja zdaję sobie sprawę, że tak samo jak wszystkie zdobycze społeczne i socjalne, które dostały nam się bez wysiłku i żmudnego wypracowywania, tak samo przywędrowały do nas różne patologie, które niesie ze sobą urynkowienie życia. Zjawiły się bez naszego udziału i zaczęły być naszymi problemami. Zniesienie barier i otwarcie na świat było dla Polaków nagłe i szokujące, wyjście z jednego systemu i wejście w drugi nie było przez nikogo kontrolowane i odbyło się bez okresu przejściowego. Stało się to przyczyną nadużyć i sprzyjało różnym kombinatorom. Wywarło wpływ na młode pokolenie, które obserwując zmiany zachodzące w gospodarce i polityce Polski nie wierzą, że można do czegoś w życiu dojść uczciwą pracą, którą traktują jak ostateczność. Nastawieni są raczej na to, żeby „ogrywać” innych i dochodzić do czegoś cudzym kosztem. Okazało się przy tym, że nowy świat nie jest wcale taki bajkowy, że wolny rynek i konkurencja niosą ze sobą nieznane wcześniej problemy, takie choćby jak nadmierne upolitycznienie, przestępczość czy bezrobocie i coraz większe rozwarstwienie zarobków.

Duża ilość ludzi, nie tylko młodych, zachłysnęła się nagłą swobodą życiowych wyborów. Coraz częściej zdarza się, że dorastający młody człowiek nie jest niczego pewien, bo świat atakuje go mnóstwem niechcianych informacji, wtłaczanych do głowy przez dziesiątki kanałów TV, radiowych, stron internetowych i setek kolorowych gazet, pism, reklam i ulotek. Trudno znaleźć dzisiaj nastolatka, który oglądałby z zainteresowaniem jakiś program na jednym kanale, często można jednak obserwować jak z pilotem w ręce „serfuje” po różnych kanałach. Mając tak duży wybór młodzi nie szukają już wartości, tylko nowości i sensacji. To także jest jedna z patologii wolnego rynku, firmy reklamowe szacują, że jeden temat jest w stanie przyciągnąć uwagę widza tylko przez kilka sekund i ciągle skracają swoje spoty.

Pamiętam czasy kiedy ZACHÓD był dla nas zamknięty, nie wierzyliśmy wtedy, że demokracja może mieć jakieś wady, nieść ze sobą patologie, wydawało się, że to tylko propaganda komunistyczna. Pamiętam i nigdy nie zapomnę gdy pierwszy raz przekraczałem barierę oddzielającą nas od zachodu. Pomimo, że ta bariera oddalona była od Polski o obszar NRD, jej charakter i ogrom świadczył o tym, że w finansowaniu jej budowy i funkcjonowania musiały uczestniczyć nie tylko Polska i NRD ale również inne kraje demokracji ludowej. Składała się z wysokiego na około 5 metrów ogrodzenia z drutu kolczastego rozpiętego na betonowych słupach i rozmieszczonych co kilkadziesiąt metrów wieżyczek strażniczych. Liczyła sobie ona setki kilometrów i posiadała przynajmniej kilka albo kilkanaście specjalnie strzeżonych, drogowych i kolejowych przejść granicznych. Miała tysiące wieżyczek strażniczych z reflektorami, karabinami maszynowymi. Zapewniała z pewnością zatrudnienie dziesiątkom tysięcy ludzi, potrzebnych przy jej budowie, konserwacji i ochronie. Sam drut kolczasty musiały produkować fabryki w całym kraju.

Pierwszy raz w życiu przekraczałem tę barierę płynąc na barce w 1988 roku. Nasza barka przepłynęła całe NRD i 20 kilometrów na zachód od Łaby i dotarła do miejscowości o nazwie Buchhorst. To tutaj statki śródlądowe przekraczały granicę między Republiką Demokratyczną, a Republiką Federalną Niemiec. Była ona zarazem granicą zarazem między krajami socjalistycznymi, a kapitalistycznymi – granicą dwóch światów. Odbywały się w tym punkcie najgorsze ze wszystkich odpraw, które miałem okazję oglądać. Dopiero po odprawie, gdy znikła w oddali cała ta bariera graniczna poczułem, że znalazłem się na prawdziwym wolnym Zachodzie, do którego kiedyś tak często wzdychałem. W zasadzie nic się nie zmieniło, kanał był taki sam jak przedtem i tak samo zielone były łąki, po obu jego stronach, wydawało mi się jednak, że wszystko jest inne, nawet powietrze i woda. Wrażenie wolności wynikało raczej z wewnętrznego odczucia, ze świadomości, że oto minąłem ostatni bastion socjalizmu.



poniedziałek, 24 marca 2008

Czy żyjemy na Kujawach?

Chociaż chciałbym się odżegnać o polityki to w wielu wypadkach nie jest to możliwe, bo zbyt głęboko wniknęła ona we wszystkie dziedziny naszego życia. Następstwa polityczne w życiu codziennym nie dają się zignorować. To w dużej mierze z przyczyn politycznych Bydgoszcz zatraciła gdzieś swoją kujawskość, która o dziwo przetrwała w mniejszych miejscowościach wokół miasta. Przynależność Bydgoszczy do Polski przed XIV wiekiem często przerywana była chwilowym panowaniem książąt pomorskich, a nawet krzyżaków. Jednakże od XIV do XVIII wieku, nasze miasto należało do Kujaw. Może o tym świadczyć fakt, że na sejmiku kujawskim w Radziejowie często poruszane były sprawy Bydgoszczy. Za czasów zaborów nasze miasto zaczęło być kojarzona z kanałem i okręgiem nadnoteckim. Po powrocie do Polski w XX wieku również nie była Bydgoszcz związana z Kujawami. Zamieszkiwała ja pewna liczba ludności niemieckiej, a osiedli tu Polacy pochodzili nie tylko z Kujaw, ale również z Pomorza, Wielkopolski i Mazowsza. Podczas II wojny i okupacji 1939 – 44, polityka germanizacyjna Niemców w Bydgoszczy, była bardzo skuteczna. Polacy byli wysiedlani, a ci którzy nie chcieli być przesiedleni, mieć pracę i dostawać kartki na chleb, musieli podpisać folkslistę i tym samym stać się półniemcami (Niemcami gorszej kategorii). Gdy po wojnie Niemcy odeszli, opustoszałą Bydgoszcz znów zalała fala ludności napływowej.

Moja mama na przykład pochodzi z Lucimia koło Koronowa, jest więc niewątpliwie Pomorzanką. Ojciec pochodzi spod Lwowa, więc jest Ukraińcem. Kim więc jestem ja, będąc rodowitym Bydgoszczaninem? Większość czytelników tego bloga jest zapewne w podobnej sytuacji. Ja jeszcze zdaję sobie sprawę, ze związku Bydgoszczy z Kujawami, ale moje dzieci, również rodowici Bydgoszczanie, już nie. Władze naszego miasta z nieznanych mi przyczyn starają się żeby te związki dokładnie zatrzeć. Jest wprawdzie w naszym mieście jedna ulica Kujawska ale nie utwierdza nas ona w przynależności do Kujaw. Raczej kojarzymy ją z tym, że wyjeżdżając Kujawską z Bydgoszczy jedziemy w kierunku Kujaw. Nazwa naszego województwa Kujawsko – Pomorskie, zmusza nas do refleksji i spekulacji, odkąd dokąd jest ono kujawskie, a w którym miejscu już pomorskie. Zazwyczaj uznajemy, że Bydgoszcz to już część pomorska. Zdają się na to wskazywać takie nazwy jak: Filharmonia Pomorska, Galeria Pomorska itp. Dlaczego nie Kujawskie? Dlaczego przymiotniki kujawskie są pomijane przy nazywaniu szkół, zespołów sportowych, muzeów itp.? czy wstydzimy się kujawskości?

Inną sprawą w naszym mieście, którą wydaje mi się, że zupełnie niepotrzebnie się pomija, jest jego międzynarodowość. Bydgoszcz jest przecież swego rodzaju ewenementem – miastem polsko-niemieckim. Niemcy starali się wprawdzie usunąć z naszego miasta wszystkie ślady polskości, burzyli polskie kościoły – jak choćby ten na rynku, którego nie udało im się dopasować do niemieckiej kultury. Zmieniali wygląd zewnętrzny niektórych polskich kamieniczek. Zbudowali również wszystkie budynki użytku publicznego w naszym mieście nie licząc oczywiście tych współczesnych. Uważam że tymi nowoczesnymi budynkami nie powinniśmy się za bardzo chwalić, no bo jak wygląda przy starym urzędzie wojewódzkim, dobudowany do niego wieżowiec i blok na Konarskiego? Jak wygląda Urząd Skarbowy na ulicy Wojska Polskiego, na Rejtana lub Fordońskiej? Jak wygląda bank pocztowy czy obecny Bank Ochrony Środowiska? Moim zdaniem przypominają one brzydkie klocki. Po II wojnie światowej Polska Ludowa pomimo, że traktowała miasto jako poniemieckie zaczęła pomijać i przemilczać wpływy niemieckie w architekturze i budownictwie. Kościoły ewidentnie ewangelickie zostały przemienione w na katolickie, bo po odejściu Niemców nie było przecież w Bydgoszczy ewangelików.
Pomimo starań ani Niemcom nie udało się usunąć wszystkich śladów wpływów polskich ani tym bardziej władzy ludowej nie udało się zatrzeć wpływów niemieckich. Ewidentnie niemiecki pozostał Kanał Bydgoski, wszystkie budynki użyteczności publicznej, a także inne na przykład pałacyk Lojda oraz kościoły ewangelickie np. ten na Placu Kościeleckich. Jako pamiątka polskości pozostał kościół Farny, Kolegium Jezuitów, kościół Klarysek i Bernardynów, a także niektóre z kamieniczek na starym mieście. Dlaczego więc teraz, gdy nie ma już w naszym mieście ani władzy ludowej, ani Niemców nie potrafimy chwalić się międzynarodowością Bydgoszczy?

czwartek, 20 marca 2008

Czrne okulary?

Będę się starał, żeby do moich postów przenikało jak najmniej polityki, która we wszystkich mediach w Polsce jest i tak za bardzo wszechobecna. Myślę, że ma ona również w naszym kraju niewłaściwą rangę i zbyt duży wpływ na gospodarkę. Często racje polityczne przedkładane są ponad ekonomiczne w przedsiębiorstwach z udziałem kapitału państwa. Niektórzy nasi politycy chętnie sprzedaliby wszystko, nawet NBP, ZUS i całą Polskę, gdyby tylko ktoś im za to zapłacił.

Wykształciła się cała kilkudziesięciotysięczna grupa ludzi, którzy postrzegają politykę jako dochodowy zawód. Przeważająca większość z nich nie zna się właściwie na niczym i właśnie tyle, czyli nic, gotowi są zrobić, żeby w naszym kraju żyło się lepiej. Bardzo żenująca i przygnębiająca jest lektura niektórych blogów politycznych w SALONIE 24. Można w nich znaleźć informacje wyłącznie na temat polityków i krytykę ich działań. Nie można w nich znaleźć wiadomości, że ktokolwiek inny niż autor bloga zrobił coś dobrze. Nie jest przy tym ważne czy autorem jest przedstawiciel lewicy czy prawicy. Nie mam takiej świadomości, ani takiego odczucia, żeby któryś z polityków chciał zrobić coś dobrego dla mnie, mojej rodziny, znajomych, kogokolwiek poza sobą samym. Na kogo więc mam głosować i po co?

Kto jest winien temu, że tak się dzieje? Dlaczego interes narodowy zawsze ulega interesowi partyjnemu? Dlaczego członkowie jednej partii podporządkowują wszystkie swoje działania, temu żeby wykazać jej wyższość nad inną i nie biorą przy tym w ogóle pod uwagę interesu Polski? Czy dobro partii jest ważniejsze od dobra narodu? Czyje tak naprawdę interesy, oprócz swoich własnych reprezentują poszczególne partie polityczne? Czy partia znaczy więcej niż naród? Otóż chyba tak właśnie jest, niektórzy nasi parlamentarzyści sprawiają wrażenie, że są PiS-owcami lub PO-wcami, a nie Polakami.

W wyrabianiu takich postaw mają swój udział nasze media, głównie telewizja niepubliczna. Tą publiczną oglądają nieliczni, a ta komercyjna zrobi wszystko, żeby podnieść oglądalność. W tym celu redaktorzy telewizyjni skłonni są odłożyć na bok nie tylko interes narodowy i dobro naszego państwa, ale również dobre obyczaje. Potrafią prowokować niezbyt mądrych polityków do jeszcze mniej mądrych zachowań i oświadczeń. Jest to obrzydliwe ale ma znamiona sensacji, więc oglądalność rośnie.

Myślę że dość jasno wyraziłem swoje poglądy na temat polskich polityków i można z nich wywnioskować dlaczego nie zamierzam o nich pisać. Uważam, że każdy inny temat jest o wiele bardziej interesujący i że tych tematów nigdy nie zabraknie. Wszystkim czytelnikom życzę pogodnych, spokojnych świąt, smacznego jajka i wielu innych smakołyków oraz miłej rodzinnej, niepolitycznej atmosfery.

poniedziałek, 17 marca 2008

To by było na razie wszystko (o kanale)

Kilka lat pływałem na barkach za naszą zachodnią granicę, głównie w dół Renu, do Rotterdamu, Amsterdamu i Antwerpii. Raz udało mi się popłynąć w górę tej wielkiej rzeki, aż do Sztrasburga, widziałem przełom Lorelay, podobno najpiękniejszy w Europie i bardzo malowniczą Koblencję u ujścia Mozeli. W pierwszej kolejności poznałem jednak Wisłę, od Włocławka do Elbląga i Gdańska, Brdę i Noteć, a następnie Odrę, Hawelę, Szprewę i Łabę. Na Wiśle widywałem wtedy jednostki Żeglugi Bydgoskiej i Gdańskiej, na Odrze barki z Wrocławia i Kędzierzyna – Koźla. Na Łabie oprócz jednostek polskich oglądałem barki czechosłowackie i niemieckie, a w okolicach Renu dodatkowo statki i barki holenderskie, belgijskie i francuskie, a nawet szwajcarskie. Podczas swojej kilkunastoletniej przygody z żeglugą śródlądową, zdobywałem kolejne stopnie od marynarza do patentu porucznika. Uzyskałem również niemieckie uprawienia, upoważniające do kierowania jednostką pływającą po drogach śródlądowych od Odry do Renu. Wspomnienia o tym pływaniu czekają już na wydrukowanie.

Tymczasem postanowiłem napisać i napisałem w blogu o historii Brdy i Kanału Bydgoskiego. Zdziwiła mnie ignorancja mieszkańców Bydgoszczy na ten temat oraz opaczne tłumaczenie źródeł historycznych. Mam małe zaufanie do tak zwanych tekstów źródłowych, często są one naciągane i tendencyjne, a bardzo rzadko wiemy jaką wiedzę posiadał autor na temat sprawy, o której pisał. Okazało się, że skromna wiedza na Bydgoszczan na temat historii naszego miasta, zwłaszcza tej części historii, która związana jest z żeglugą śródlądową i ujarzmianiem Brdy, wynika wyłącznie z braku rzetelnych opracowań. Szukałem informacji o Kanale wszędzie, od deski do deski przeczytałem „Monografię Kanału" Walentego Winida, którą polecił mi Sebastian Malinowski jako encyklopedię wiedzy o Kanale.

Niestety Winid również nigdy Kanałem nie płynął. Pisząc książkę opierał się na mapach, rejestrach, spisach, itp. Napisał, że gleby pod kanałem są takie i owakie, że Brda płynie na południe, a w Bydgoszczy skręca na wschód, że w roku takim to a takim przepłynęło przez Kanał tyle i tyle jednostek. Są to oczywiście informacje cenne i potrzebne, ale niepełne. Nie może całkowicie zrozumieć zasady funkcjonowania tej drogi wodnej (Odra – Wisła), ktoś kto jej nigdy nie przepłynął i nie zobaczył. Nie znalazłem nigdzie takiego rzetelnego opisu, postanowiłem więc go stworzyć. Na podstawie zachowanych budowli i obecnego wyglądu potrafię odgadnąć w dużej mierze historię Brdy i Kanału. Wielokrotnie przecież pływałem drogą wodną Wisła-Odra, poza tym miałem okazję obejrzeć drogi śródlądowe w innych krajach, a od 10 lat jestem zarządcą nieruchomości. Może to komuś się wydawać dziwne ale ten zawód jest bardzo pomocny w odnajdowaniu motywów ekonomicznych powstawania obiektów budowlanych, także tych związanych z żeglugą śródlądową. W połączeniu z moją wiedzą wyniesioną z pływania pozwolił mi on odtworzyć dzieje dawnej Bydgoszczy.

Chciałbym, żeby każdy Bydgoszczanin miał łatwy i bezpłatny dostęp do wiarygodnej historii i możliwość zapoznania się z w miarę obiektywnymi dziejami Kanału, bez zafałszowań politycznych i narodowościowych. To dlatego napisałem ją w kolejnych postach. Pomimo, że nie ma zbyt wielu czytelników, uważam że warto było napisać tę historię, żeby było gdzie odesłać zainteresowanych, bo żadne inne tego typu źródła nie istnieją. Zakończyłem już właściwie opisywanie problemów z Kanałem, chociaż wcale nie uważam, że ten temat jest zamknięty i z pewnością będę do niego wracał. Moje zainteresowania wykraczają poza tematykę kanału, będę więc teraz w blogu opisywał bardzo różne sprawy. Będą one związane z Bydgoszczą, Polską, Polakami i zdrowym rozsądkiem.


poniedziałek, 10 marca 2008

Unia wymusi?

Mam nadzieję, że Ci którzy wiernie śledzą dzieje Kanału na moim blogu orientują się już, że w drugiej połowie XX wieku, znaczenie drogi wodnej Wisła – Odra mocno podupadło. W dzisiejszych czasach możemy na nią spojrzeć z zupełnie odmiennej perspektywy. Przecież Polska stała się częścią Europy, a inne kraje europejskie chcą handlować z Rosją. Turyści wodni z tych krajów z pewnością chętnie przepłynęliby swoimi jachtami motorowymi z Odry Na Wisłę i na Mazury. Niektórzy już to robią pomimo niesprzyjających warunków na szlaku. Nie jest to jednak zjawisko masowe, postrzegani są przez znajomych jako straceńcy ryzykujący życie w polskiej dziczy.
Podczas mojego pływania w Żegludze, Kanał Bydgoski eksploatowany był sporadycznie przez barki holowane, wożące kamień z Górnej Noteci. Drogą wodną Odra – Wisła, kursowały tylko jednostki pływające, płynące z Odry do baz remontowych w Czarnkowie, Bydgoszczy i Chełmnie. Cała ta droga śródlądowa mocno podupadła z powodu zaniedbania, jakiekolwiek nakłady na jej utrzymanie i remonty wydawały się naszym kolejnym rządom nieuzasadnione. Z relacji innych członków załóg, dowiedziałem się, że jest to szlak mało używany, chociaż jeszcze w latach 70-tych panował na nim dosyć duży ruch. Często dochodziło wtedy do ostrych sporów między Żeglugą Bydgoską, a właścicielami okolicznych łąk położonych w rejonie Białośliwia, Szamocina i Ujścia. Powstało na tych terenach, jakby zagłębie siana, słynne na całą Polskę. Podnoszenie wody, umożliwiające sprawną żeglugę, podtapiało część tych sianodajnych łąk i przynosiło straty ich właścicielom. Sam fakt trwania sporu między Żeglugą, a producentami siana, zdaje się świadczyć o jej słabnącym znaczeniu w tamtych czasach. Stopnie wodne, a więc jazy i śluzy powstały przecież głównie po to, żeby usprawnić transport śródlądowy w tamtym rejonie, a nie po to, żeby ułatwić produkcję siana.
Dopiero po tym jak miałem okazję obejrzeć drogi śródlądowe Niemiec, byłem w stanie odnieść się do bardzo niskiego standardu tej drogi wodnej, a więc: przestarzałe stopnie wodne i śluzy, zbudowane przez Niemców przed I wojną i od tamtej pory nie unowocześniane, wszystkie urządzenia uruchamiane są korbami – także te na jazach; kanały dojazdowe do śluz, w których woda stoi są z roku na rok coraz płytsze; niskie mosty, dokuczliwe dla pustych barek; nie umocnione brzegi; brak miejsc postojowych z oświetleniem, przyłączem elektrycznym i śmietnikiem; brak miejsc do tankowania i pobierania wody. Dla turystów bardzo dotkliwy jest brak bezpiecznych przystani , w których mogliby, bez obawy zniszczenia i okradzenia zostawiać swoje jachty i łodzie idąc zwiedzać okolice.
Znajduje się na tym szlaku także unikatowa ciekawostka na skalę światową – śluza w Krostkowie, niedaleko Białośliwia.



Śluza ta znajduje się na terenie wyjątkowo grząskim i bagnistym, murowane są tylko jej głowy. W odróżnieniu od innych śluz na tym szlaku, nie posiada ona przy górnym wjeździe wrót klapowych, wyposażona jest w dwuskrzydłowe wrota, zarówno od dołu jak i od góry śluzy. Komora śluzy w Krostkowie wykonana jest podobno z darni i faszyny, chociaż po wpłynięciu do niej wydawało mi się, że boczne ściany komory usypane są z ziemi. Barki cumują do metalowych słupów, stojących w rzędach po obu stronach komory. Pomiędzy tymi słupami, a boczną ścianą śluzy, przypominającą wał ziemi, znajduje się pas wody tak jak przy brzegu rzeki. Pokonywany tą śluzą stopień wodny ma niecałe 0,5 m wysokości, myślę że gdyby był wyższy woda chyba rozmyłaby śluzę. W ten sposób skonstruowanej śluzy nigdy więcej nie widziałem, ani w Polsce ani za granicą.

czwartek, 6 marca 2008

Konstrukcja Kanału Bydgoskiego

Nie myślcie, że zapomniałem o głównym temacie mojego bloga. Uważam, że nadszedł już czas na wyjaśnienie, czym w istocie jest kanał śródlądowy, nie tylko ten nasz, ale także każdy inny oraz wyjaśnienie zasad jego funkcjonowania. Postaram się wyjaśnić to wyczerpująco, jeżeli jednak powstaną jakieś wątpliwości, proszę je na bieżąco artykułować w komentarzach. Bardzo mi zależy na dokładnym wyjaśnieniu głównych funkcji śluz i kanału, bo to będzie miało wpływ na zrozumienie fenomenu budowli, w pobliżu której przyszło nam mieszkać.

Pływanie po kanałach i skanalizowanych rzekach, wiąże się z częstym śluzowaniem, o czym przekonałem się, pływając po wodach śródlądowych. Kanały łączące ze sobą rzeki umożliwiają pokonywanie odległości miedzy nimi. Można to zaobserwować oglądając mapę, nie na każdej mapie można jednak zobaczyć, że oprócz odległości w poziomie, kanały pokonują też odległości w pionie. To właśnie jest głównym zadaniem śluz.


dolne wrota śluzy Czyżkówko

Bardzo często pomiędzy jedną rzeka, ą drugą, które łączy ze sobą kanał, znajduje się łańcuch wzgórz lub inny wzniesiony teren. W celu połączenia takich rzek bez zastosowania śluz, trzeba by było wykopać rów o dużej głębokości, wynoszącej miejscami kilkadziesiąt lub sto kilkadziesiąt metrów. Mogłoby się przy tym okazać, że teren, przez który płynie jedna z tych rzek jest położony wyżej, niż teren, przez który płynie druga. Połączenie ich kanałem bez śluz, spowodowałoby zmianę biegu wyżej położonej rzeki. Cała woda spłynęłaby kanałem do rzeki której poziom jest niższy. Zastosowanie śluz jest więc koniecznością. Umożliwia statkom śródlądowym przepłynięcie przez wzgórze bez konieczności przekopywania go.

Pomiędzy rzeką Brdą, a rzeką Noteć w miejscach, w których Kanał Bydgoski się z nimi łączy znajduje się około 24 km wzniesionego terenu. Różnica poziomów między tymi rzekami wynosi około 23 m, jednakże teren pomiędzy nimi wznosi się na 27 m nad poziomem Brdy. Budowniczowie, zastosowali więc ostatecznie 4 śluzy, które wznoszą poziom wody w kanale na 27 m nad poziom Brdy, a później 2 śluzy które obniżają jej poziom i wyrównują go z poziomem Noteci. Przekrój podłużny kanału przypomina schody, a śluzy służą do podnoszenia lub opuszczania jednostki pływającej z jednego stopnia na drugi.


Pewien problem stanowi woda, która podczas każdego śluzowania wycieka z odcinka kanału znajdującego się powyżej śluzy. W celu zapewnienia stałego dopływu wody do najwyższego odcinka Kanału Bydgoskiego, jego budowniczowie rozdzielili rzekę Noteć w jej górnym biegu. Przekopali kanał, który dzisiaj w okolicach Łabiszyna, dzieli Noteć na dwie części. Jedna część po dawnemu płynie swoim starym korytem, a druga część zasila najwyższe stanowisko Kanału Bydgoskiego. Wpływa ona do niego, między śluzą Osowa Góra, a śluzą Józefinki. Obydwie te śluzy można śluzować tylko w dół, w kierunku Brdy lub w kierunku Noteci, a 17 kilometrowy odcinek kanału jest jakby najwyższym stopniem dwustronnych schodów. Woda bardzo szybko by z niego uciekła, gdyby nie było kanału Górnej Noteci.